Koronawirus, czyli kronika strachu (XXV)

0
278

Dzień dziewięćdziesiąty szósty: ciężka próba
Dziś w Tarnowie zanotowano kilkanaście kolejnych przypadków zakażenia koronawirusem. Dużo trudniejsza sytuacja panuje w Krakowie – między 200 i 300 takich zakażeń. W telewizji pokazują sobotni wieczór pod Wawelem – liczne grupy młodych ludzi oczekujących na wejście do dyskotek i klubów nocnych. Jeden z bramkarzy mówi do nich: – Maseczki musicie mieć ze sobą, ale w środku zrobicie jak zechcecie, możecie je nosić albo nie nosić, już na własną odpowiedzialność…
Z odpowiedzialnością w narodzie jest marnie, zwłaszcza wśród młodszej generacji. Z szacunkiem dla faktów jeszcze gorzej. Jak wykazały badania, siedemnaście procent Polaków nadal nie wierzy w koronawirusa. Wierzy natomiast w globalny spisek. Rozumiem kilka procent – pięć, sześć – zawsze jest margines ludzi, którzy białe będą nazywać czarnym, ale siedemnaście? Jeśli się nie przesłyszałem, wśród młodych osób, w wieku 19 – 25 lat w covid-19 nie wierzy trzydzieści procent. Trzydzieści! Mam nadzieję, że się przesłyszałem, bo trudno w to uwierzyć.
Popieram pogląd wojewody małopolskiego, który jest za tym, by ukarać mandatami ludzi, którzy bez maseczek wzięli udział w tzw. marszu antycovidowców w Nowym Sączu, protestując przeciwko „fałszywej epidemii”. W ostentacyjny sposób złamali obowiązujące przepisy sanitarne, w imię – jak twierdzą – wolności. Wolni czują się oni bez maseczek, zniewoleni, gdy przychodzi je założyć.
Drugi mandat jednak należy się władzy, która – mimo dramatycznej sytuacji epidemiologicznej kraju – nie doprowadziła jeszcze do sytuacji, w której obowiązkowe noszenie maseczek będzie miało solidne podstawy prawne!
Jak poinformował prof. Krzysztof Simon, szef Kliniki Chorób Zakaźnych we Wrocławiu, leżą tu dwie młode osoby, które wcześniej w mediach społecznościowych ogłaszały, że nie wierzą w koronawirusa, niekiedy bezpardonowo atakując tych, którzy mają inny pogląd w tej sprawie. Ale – niestety – koronawirus postanowił wystawić ten ich brak wiary na bardzo ciężką próbę. Niedawno wspomniana dwójka zachorowała na covid-19, a ponieważ – jak się okazało – ma ona genetyczne uwarunkowania do ciężkiego przebiegu tej choroby, jedna z tych osób umiera, druga znajduje się w bardzo poważnym stanie.

REKLAMA

Dzień dziewięćdziesiąty siódmy: kogo leczyć, kogo nie
Byłem na dworcu kolejowym w Tarnowie. Spostrzegłem, że nie działa już tutaj mała księgarenka, która dłuższy czas dzielnie walczyła o przetrwanie. Prowadziła ją młoda kobieta, chcąc spróbować swoich sił w małym biznesie. Być może odniosłaby zwycięstwo, gdyby nie pandemia. Już wcześniej nie było łatwo, gdyż w dzisiejszych czasach do pociągu wsiada się ze smartfonem, a coraz rzadziej z książką, lecz mimo to księgarenka trwała. Dopiero epidemia rozłożyła ją na łopatki. Zapewne tysiące takich malutkich, jednoosobowych firm w kraju zakończyło już swój żywot z tego samego powodu. Po cichu, niezauważalnie. Możliwe, że w zwolnionym przez księgarenkę pomieszczeniu wkrótce będą serwować tanie hot-dogi. Znak czasu.
Za chwilę może być jeszcze gorzej. Wiele krajów w Europie, w tym Polska, za wszelką cenę stara się, aby nie dopuścić do drugiego gospodarczego lockdownu. Może stać się to wówczas, gdy epidemia osiągnie takie rozmiary, że zacznie zatykać się system ochrony zdrowia i lekarzom przyjdzie dokonywać dramatycznych wyborów: kogo jeszcze leczyć, a kogo już niekoniecznie. Na świecie, najbliżej we Włoszech, wiosną już były podobne sytuacje.

Dzień dziewięćdziesiąty ósmy: liczby kłamią
Opozycja nie pozostawia na rządzie suchej nitki. Jej zdaniem, rząd, próbując latem zwalczać koronawirusa zaklęciami, rozluźnił dyscyplinę społeczną, przespał całe wakacje, nie przygotował się dostatecznie na nadejście drugiej fali pandemii, zmarnował czas m. in. na wyszkolenie dodatkowego personelu umiejącego obsłużyć respiratory. Widocznie resort zdrowia brał pod uwagę tylko bardziej optymistyczny rozwój sytuacji, więc obecnie decyzje są spóźnione i skoncentrowane wyłącznie na rozpaczliwym tłumieniu epidemii, nie zaś na czynnym jej zwalczaniu. Ale tego zdania są nie tylko opozycyjni politycy, także część środowiska naukowego i medycznego. Rząd oczywiście broni się przed tego typu zarzutami, ma swoje argumenty, lecz racje spierających się stron zostaną zweryfikowane już w najbliższym czasie.
Co dnia mamy w Polsce po kilka tysięcy zakażeń, ale trudno wyciągać z tych liczb jakieś ostateczne wnioski. One mogą kłamać. To, że Czesi, Słowacy czy Francuzi mają więcej zakażeń może świadczyć wyłącznie o tym, że państwa te wykonują odpowiednio więcej testów. Pod tym względem Polska – wciąż z nieznanych bliżej powodów – znajduje się w ogonku innych krajów. Jeśli więc na 40 tys. testów mamy 4-5 tys. potwierdzonych zakażeń, to przy liczbie np. 120 tys. badań wykazanych zakażeń byłoby już kilkanaście tysięcy…

Dzień dziewięćdziesiąty dziewiąty: plotka sensacyjna
Po Tarnowie krąży plotka, że pewna znana osoba, która zmarła tutaj na początku roku, mogła być zarażona koronawirusem, ale wtedy nikt z lekarzy na to nie wpadł. Wówczas jeszcze nikomu nie przyszło do głowy, że taka zaraza jest już w naszym kraju. Plotka sensacyjna, lecz wiadomo, jak to bywa z takimi rewelacjami.
Niezależnie od tego można zadać pytanie, o ile wcześniej zaraza mogła przedostać się do naszego kraju nim odnotowano pierwszy w Polsce przypadek covidu-19? Odnotowano go 3 marca, ale jest wielce prawdopodobne, że w tym czasie już byli wśród nas pierwsi „bezobjawowcy” albo nawet zaraza już zaczęła zabijać – jeszcze zupełnie niezidentyfikowana. Czy to możliwe?
Wśród moich dalszych znajomych są tacy, którzy przypuszczają, iż chorując na początku roku być może wcześniej złapali koronawirusa i on był powodem ich zdrowotnych kłopotów. Wymieniają wiele objawów, które u siebie zauważyli i mogły świadczyć o covid-19. Trudno się odnieść do takich spekulacji. Nikt już nie sprawdzi, jak było naprawdę i kiedy rzeczywiście wszystko to się zaczęło.

Dzień setny: czerwony Tarnów
Tarnów wraz z większą częścią Polski znalazł się w czerwonej strefie, objętej największymi restrykcjami epidemicznymi. Powiat tarnowski – nie, co nawet niektórych zaskoczyło. Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny, który wiosną wszystkim tym, którzy przestraszyli się nieznanej zarazy, dla uspokojenia zalecał włożyć sobie lód do majtek, ogłosił teraz, że musimy przygotować się nawet na najgorsze scenariusze. Nie wyjaśnił, co miał na myśli.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o