Koronawirus, czyli kronika strachu (XXXIII)

0
182
Koronawirus - Kronika strachu
REKLAMA

Dzień sto trzydziesty siódmy: święto koronawirusa

Casus Krupówki. Takie określenie może przejść do historii epidemii koronawirusa w Polsce. Wciąż żywo są komentowane wydarzenia z Zakopanego, gdy wraz z uruchomieniem części bazy sportowej i turystycznej po okresie lockdownu na miasto ruszył tłum gości z całego kraju. Ale to jeszcze pół biedy. Wielu tych gości wylęgło na Krupówki, tańcząc, śpiewając, radując się z odzyskanej wolności. Niektórzy byli pijani, awanturowali się, niszczyli witryny sklepowe, byli agresywni, dochodziło do bójek. Setki ludzi – człowiek przy człowieku – zgromadzone na jednej ulicy, prawie wszyscy bez maseczek. Wyglądało to na uliczne święto koronawirusa, który na pewno tam był i nie był bezczynny.
Policja interweniowała 150 razy, ale w tej sytuacji wydawała się bezradna.
Przypadek Krupówek jako przejaw kompletnej bezmyślności w czasach zarazy, czy wręcz tępej głupoty, odbił się szerokim echem w całej Polsce. Mówili o nim także minister zdrowia i Rada Medyczna przy Premierze RP. Oczywiście, winna jest nie tylko jedna strona; logika obostrzeń epidemicznych stosowana w naszym kraju, a czasem zupełny brak logiki, także ma swój udział w tym godnym pożałowania zdarzeniu. Słyszałem, że migawki z zatłoczonych Krupówek pokazywały też niektóre zagraniczne stacje telewizyjne: tak się bawią Polacy, gdy trwa epidemia. Historię tę z niemałym zdziwieniem odnotowała również agencja Reutersa. Ale Polacy się tym nie przejęli. W komentarzach pod doniesieniami o koronoparty na Krupówkach niektórzy napisali: „Cudownie, nareszcie widać życie”.

REKLAMA

Dzień sto trzydziesty ósmy: pętla na szyi

Zabawnie jest coraz mniej. Właśnie Adam Niedzielski, minister zdrowia, ogłosił, że biorąc pod uwagę liczbę zakażeń z ostatnich dni mamy do czynienia z „odwróceniem tendencji”, to znaczy, że po okresie względnej stabilizacji następuje przyrost liczby osób z covid-19. Trzecia fala zachorowań u naszych bram? Zapowiedź kolejnych obostrzeń?
Wszystko idzie źle. Koronawirus wyczynia różne niebezpieczne wygibasy pod nowymi postaciami własnych mutacji, choćby brytyjskiej. Szczepionki, które miały być zbawienne, są, ale nie w takich liczbach, o które chodziłoby światu, a postęp w szczepieniach mniejszy niż przewidywano. Coraz częściej odnotowuje się także przypadki ozdrowieńców, którzy ponownie zarazili się chorobą. To wszystko wygląda na zaciskającą się na szyi pętlę i na sytuację, w której koniec epidemii nastąpi dopiero wtedy, gdy już zdecydowana większość światowej populacji zakazi się koronawirusem i w ten sposób wszyscy nabędziemy zbiorową odporność. Problem tylko w tym, że niektórzy zakażeni chorują bezobjawowo, a inni umierają. Nikt nie wie, jak zachowa się wirus w jego organizmie, co go z tego powodu czeka. Czy skończy się niewinnym katarem, czy leżeniem w szpitalu pod respiratorem. Rosyjska ruletka. Nikt nie wie, ile jeszcze istnień ludzkich należałoby poświęcić dla uzyskania globalnej odporności.

Dzień sto trzydziesty dziewiąty: 100 zgonów w Tarnowie

Powoli się przyzwyczajamy do codziennych ministerialnych komunikatów o liczbie zgonów spowodowanych covidem. Może to trudno sobie wyobrazić, ale na przykład w listopadzie, dzień w dzień, z powodu tej choroby, czasem powiązanej z chorobami współistniejącymi, z mapy Polski znikała jedna średniej wielkości wioska. Od początku pandemii w samym Tarnowie umarło prawie 100 osób, w powiecie tarnowskim – 151.
Teraz na skutek covidowych zgonów codziennie znika z kraju jeden przysiółek, lecz – jak powiedziano – tendencja się odwraca. Oby przysiółki znów nie zamieniły się w całe wsie.

Dzień sto czterdziesty: okładka antywirusowa

A jednak, mimo że koronawirus nam znacznie spowszedniał, ciągle są istoty, którzy trzymają się najbardziej wygórowanych wymagań sanitarnych, są nadzwyczajnie ostrożni. Kilka dni temu pewna osoba pożyczyła mi gazetę, w której znajdował się interesujący mnie artykuł.
– Ta gazeta jest całkiem bezpieczna! – zakomunikował człowiek, który mi ją wręczył.
Na początku nie bardzo wiedziałem, o co chodzi. To wyjaśniło się potem.
Wszystkie strony gazety były pomarszczone, wyjątkowo szorstkie, nieprzyjemne w dotyku, tak jakby wcześniej zmoczył je deszcz, a później zostały wysuszone na kaloryferze. Okazało się, że mój znajomy zaraz po przyniesieniu prasy z kiosku obficie skrapia ją płynem dezynfekującym, w ramach profilaktyki. Dopiero, gdy gazety wyschną, zabiera się do czytania. To się nazywa ostrożność!
U fryzjera, ale nie tylko, prasa zniknęła ze stolika. Przepisy sanitarne nie pozwalają jej kupować i udostępniać klientom. Konduktorzy w pociągach bilety papierowe kasują tylko z odległości, za pomocą czytnika kodu. Starają się ich nie dotykać. Takie są zapewne zalecenia.
Na jeszcze inny pomysł wpadła redakcja magazynu pokładowego spółki PKP Intercity „W podróż”. W numerze, który miałem w ręce, gdy jechałem pociągiem, znalazłem nie tylko artykuł promujący Tarnów, ale i taką ciekawostkową uwagę: „Na okładce zastosowano lakier Lock 3 o działaniu przeciwwirusowym i przeciwbakteryjnym”.

Dzień sto czterdziesty pierwszy: ta wspaniała maseczka!

Po kilkunastodniowych dość tęgich mrozach przyszła odwilż. Czy to już koniec zimy? Podobno nie. Moja córka żartuje, że nic ją tak nie przekonało do noszenia maseczki ochronnej, jak mrozy. Osłonięta twarz lepiej znosiła niskie temperatury, zwłaszcza gdy dodatkowo pociągał bardzo nieprzyjemny wiatr, zapewniała wyższy komfort. Podejrzewam, że podobnego zdania mogli być też inni.
Kto wie, być może już po ustaniu epidemii maseczki przetrwają w następnych latach jako element odzieży zimowej?

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments