Koronawirus, czyli kronika strachu (VIII)

0
146
koronawirus-kronika7
REKLAMA

Dzień trzydziesty trzeci: kosztowna pandemia
Zaskoczył mnie czytelnik. Zadzwonił i zapytał, czy rękawiczki używane teraz, w czasie epidemii, można stosować wielokrotnie, oczywiście po wyparzeniu i odkażeniu specjalnym płynem. Z kolei ja zapytałem miłego czytelnika, dlaczego w tej sprawie dzwoni do mnie, wszak nie jestem służbą sanitarną…
– Bo wy dużo piszecie o tym koronawirusie, to może wiecie i to?
Odpowiedziałem, że jeśli są to rękawiczki jednorazowego użytku, to – jak sama nazwa wskazuje – używa się ich tylko raz. Po prostu. I tego trzeba się trzymać.
W ciągu dalszej rozmowy okazało się, że czytelnik ma realny problem. W sklepie kupił dziesięć cieniutkich rękawiczek. Przeraził się. Zapłacił prawie 20 złotych.
– Powiedziano mi, że te rękawiczki przed koronawirusem kosztowały kilkadziesiąt groszy za parę, teraz złoty osiemdziesiąt. Od niedawna ja, żona i dzieci, wychodząc z domu, dla większego bezpieczeństwa zakładamy rękawiczki, bo w niektórych sklepach foliówki już zniknęły. Handlowcy chyba oszczędzają, ale ja musiałbym wydawać ze sto złotych miesięcznie. To jakiś absurd. A maseczki? A płyn odkażający? Też kosztują…
Na szczęście niektórych maseczek można używać częściej niż jeden raz, ale o tym czytelnik już wiedział.
Co do rękawiczek. Przeżyłem inną przygodę. W trzech sklepach w galerii handlowej nie udało mi się ich kupić. W aptece były.
– Proszę dziesięć par.
– Tyle panu nie sprzedam. Najwyżej pięć par.
– Dlaczego? To jakaś reglamentacja?
– Bo chwilowo występują braki i coś jeszcze musimy zostawić dla innych klientów.
Prawda rzeczywiście jest taka, że pandemia coraz bardziej obciąża domowe budżety.
Wszędzie oszczędności, nawet do tego stopnia, że częściej niż kiedyś zdarza się, iż handel spożywczy oferuje nieświeży towar. Sprzedawczyni, z którą rozmawiałem po zakupie przeleżałych filetów, wyznała, że po zwolnieniach części załogi jest ich tak mało, że w pośpiechu nie są w stanie dokładnie sprawdzić jakości towaru, który codziennie do nich dociera.

REKLAMA

Dzień trzydziesty czwarty: nieźle kliknięci
Drugie zaskoczenie. Jest już pierwsza dekada maja, a Główny Inspektor Sanitarny w oficjalnym komunikacie dopiero teraz ostrzega przed kleszczami, gdyż zauważył, że są już one aktywne. Panie Inspektorze, kleszcze przebudziły się ze snu domowego w lutym. Rozmawiałem wtedy z jednym z leśników z Dąbrowy Tarnowskiej, który opowiadał, że jego pies przyniósł do domu dwa kleszcze. Ba, nawet w bardzo ciepłym styczniu odnotowano w kraju pierwsze ukąszenia ludzi przez te pajęczaki.
Co chwila otrzymuję w sieci zachęty do kupna nowego samochodu. Piszą, iż wystarczy, że tylko kliknę i sprawa zostanie załatwiona. Jeden ruch myszką i stanie kobyłka u płota! Nie muszę wychodzić z domu. Proszę bardzo. Przed laty w ten sposób nie można było kupić choćby autka na baterie, a dziś prawdziwy samochód przyjedzie na kliknięcie.
Tak jest. Żyjemy w epoce kliknięć. Czasem jedno kliknięcie może zadecydować o naszych bliskich planach, a także późniejszych losach. Klikamy, gdy się nam coś (ktoś) podoba, albo nie podoba. Banalna czynność urosła do rangi symbolu. Dziś każdy pragnie, żeby klikać na niego, w tym dobrym znaczeniu, bo wtedy rośnie jego wartość, choćby towarzyska. Nikt, oczywiście, nie chciałby zostać publicznie wyklinamy, bo to gorsze od trądu.
Klikać może każdy i w każdej sprawie, praktycznie bez ograniczeń. Klikanie to zaklęcie nowych czasów, rodzaj magii, która szybko stała się normą. Być może jesteśmy już zdrowo kliknięci.
Czytam w sieci, że kiedy skończy się pandemia, pozostaną i utrwalą się niektóre zjawiska. Na przykład praca zdalna wykonywana w domu, która obecnie święci triumfy. W przypadku polskich centrów usług w kwietniu zdalnie pracowało 80 proc. zatrudnionych. Część firm przejdzie na ten system także później, bo tak jest taniej. Odpadnie wynajem wielu biur oraz ich utrzymanie. Ciekawe tylko, kto zapłaci za kawę dla domowego pracownika. Może będą jakieś dodatki służbowe?…

Dzień trzydziesty piąty: konspiracja w przychodni
Wreszcie łatwiej dostać się do lekarza pierwszego kontaktu. Znam historię pacjentki, którą dopadło bardzo dokuczliwe uczulenie. Zatelefonowała do swojej przychodni rodzinnej. Otrzymała odpowiedź, że może skonsultować się z lekarzem tylko telefonicznie. Ale jak telefonicznie leczyć wysypkę? Lekarz po długiej chwili wahania pozwolił przyjść pacjentce, ale wpuścił ją do gabinetu kuchennymi drzwiami, tak, żeby nikt nie widział, w aurze konspiracji. Kobieta w strachu chyłkiem przemknęła przez próg. Doktor bał się – tak twierdził – że ktoś mógłby na niego donieść, że nie przestrzega przepisów nakazujących zamykanie przychodni. Tymczasem okazało się, że reguł nie zna lekarz, gdyż w razie konieczności wizytę pacjenta w przychodni można było ustalić na konkretną godzinę i nikt przez to nie łamał prawa.

Dzień trzydziesty szósty: pijani od zapachu
Brat cioteczny pracuje w dość dużej firmie na południu kraju. Opowiadał mi, że zabezpieczenie antywirusowe jest tam wzorowe. Pracownicy dostają maseczki, plastikowe przyłbice, a niemal na każdym kroku znajduje się pojemnik z płynem na bazie alkoholu. Kuzyn wraz z kolegą przeprowadził eksperyment. W różnych punktach zakładu dezynfekowali dłonie, a zaraz potem udali się do portierni, żeby za pomocą dyżurnego alkomatu sprawdzić… swój stan trzeźwości. Na liczniku wyszło tyle, za ile w tej firmie zwalnia się pracowników dyscyplinarnie! A więc pamiętajmy: dezynfekujmy w pracy dłonie, ale zakrywajmy przy tym nos i usta. Bo jak się upijemy zapachem, w mig wywalą nas z roboty.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o