Koronawirus, czyli kronika strachu (XVIII)

0
218

Dzień siedemdziesiąty czwarty: rozum w portfelu
Mój znajomy zdziwił się, gdy na jednym z osiedlowych warzywniaków na tarnowskich „Falklandach” właściciel zawiesił na drzwiach kartkę z apelem do klientów. Napisał tam, że przed wejściem należy zakładać maseczkę, gdyż z powodu jej braku mandat mogą zapłacić i klienci, i sprzedawcy. Kolega się zdziwił:
– Myślałem, że do tej pory maskę trzeba zakładać po to, aby ustrzec się przed zakażeniem, a nie dlatego, by nie zapłacić kary…
Oczywiście. Ale właściciel warzywniaka i tak ma rację. Komunikat ten skierowany jest do ludzi, którzy nie rozumieją, po co zakrywa się usta i nos. Można im setki razy tłumaczyć, że ktoś nosi maseczkę dla niego, a on powinien nosić dla tego kogoś, ponieważ nie wiadomo, kto jest zakażony. Jest grupa osób, całkiem liczna, która pewne rzeczy zrozumie tylko wtedy, gdy zapłaci karę. Nie ma na nią innego sposobu, wszelkie inne racjonalne argumenty nie istnieją dla nich. Dopiero własny portfel jest w stanie im przetłumaczyć to i owo. Właściciel warzywniaka zbyt dobrze o tym wie, więc napisał, co napisał.
Do Tarnowa przyjechał cyrk. Prawdopodobnie po raz pierwszy w dziejach tego cyrku i wszystkich pozostałych na świecie, na plakatach zachwalających atrakcje znalazła się też informacja: „Cyrk regularnie dezynfekowany” …

REKLAMA

Dzień siedemdziesiąty piąty: jutra nie ma
Codziennie w serwisach telewizyjnych i w sieci pojawiają się zdjęcia z nadmorskich plaż w Polsce. Mrowisko ludzi. Koleżanka się denerwuje: – To straszne, co się dzieje. Przecież chodziło tylko o jeden sezon, jedne wakacje. Można było dać sobie spokój, wybrać miejsca mniej ludne albo pozostać w domu. Wystarczyło przeczekać ten jeden sezon, bo w przyszłym roku o tej porze już powinna być skuteczna szczepionka przeciwko koronawirusowi.
Nic z tego, ludzie masowo pchają się w stare ulubione miejsca. Zachowują się, jakby nie było jutra. W telewizji słyszę wczasowiczkę z zaludnionego deptaka w Sopocie, która pytana przez dziennikarza, dlaczego nie zakłada maseczki, odpowiada: – Teraz są wakacje, na wakacjach nie myśli się o takich rzeczach.
To widać. Sytuacja może się jeszcze bardziej skomplikować w tym miesiącu. Dzieciaki w rodzinach dostały bon turystyczny na kwotę 500 złotych. Wiadomo, że mało co tak boli, jak darmocha, która się zmarnowała. Kolejne tysiące ludzi ruszą na podbój lata. Zakopane, Sopot, Świnoujście, Karpacz, Mikołajki itd. Ambitnych, którzy chcieliby odkryć mniej znaną Polskę, jest stosunkowo mało. Koronawirus będzie miał wiele łatwych ofiar. Niektóre, niczego nie przeczuwając, powrócą wkrótce do swych miejscowości i może się zacząć na dobre.

Dzień siedemdziesiąty szósty: filozofia guziczka
Tłumnie jest nie tylko w popularnych miejscowościach letniskowych. Niektóre duże placówki handlowe ogłosiły sezonową wyprzedaż. Kiedy wchodzę do jednej z galerii handlowych, nie wiem, co się dzieje. Czuję się, jak na Krupówkach. Co rusz potykam się o ludzi, którzy w dodatku niosą solidne pakunki. Szał zakupów. Handel stara się odrabiać straty. To, co naprawdę warte było maksimum 200 zł, wcześniej kosztowało na przykład 350. Ale teraz, w wyniku „wielkiej obniżki”, kosztuje właśnie 200. Ludzie są przekonani, że są to wielkie okazje, których nie powinni przegapić. Na szczęście zdecydowana większość klientów zamaskowana, nie chcąc ryzykować, że nie zostaną wpuszczeni do sklepu. Wtedy „okazje” zostałyby lekkomyślnie zmarnowane.
Czas pandemii przyspiesza wdrażanie niektórych wynalazków. W Rzeszowie, w którym znalazłem się na kilka godzin, mają już bezdotykową aktywację świateł sygnalizacji ulicznej. Stoi się przed przejściem i nic nie trzeba naciskać. Urządzenie automatycznie wykrywa pieszych i rowerzystów oczekujących na zielone światło. Kilka miesięcy temu w Tarnowie na skrzyżowaniach zamontowano sygnalizację, którą wzbudza się po naciśnięciu małego niewygodnego guziczka. Najłatwiej można to zrobić palcem wskazującym. Zupełny przeżytek, nie tylko w okresie epidemii, której – rzecz jasna – nikt wcześniej nie mógł przewidzieć. Taki guziczek, używany przez tysiące pieszych, to zbiorowisko rozmaitych wirusów i bakterii.

Dzień siedemdziesiąty siódmy: nie czekać na potem
Koleżanka zamierza wcześniej niż zwykle iść do fryzjera. Twierdzi, że „nie wiadomo, co potem będzie się działo”. To „potem” to wrzesień oraz następne jesienne miesiące. W gronie moich znajomych coraz częściej dostrzegam tę troskę, tę niepewność. Coś sobie zaplanowali na jesień, ale wolą zrobić to już teraz. Bo – ich zdaniem – później może być to trudniejsze, bardziej ryzykowne, a może nawet niemożliwe.
Pandemia wyzwala w ludziach różne postawy, różne myślenie, różne decyzje. Nasz zewnętrzny, ale i wewnętrzny świat podlega szybkim przeobrażeniom. Już nic nie będzie takie, jak było. My też.
Putin oznajmił światu, że Rosja ma już gotową do zastosowania szczepionkę na koronawirusa. Niektórzy do tej rewelacji odnoszą się z dystansem. Ale świat finansowy z tego powodu ucieszył się do tego stopnia, że na rynkach rubel gwałtownie umocnił się względem dolara. Co na to dolar? Chyba teraz czeka na amerykańską szczepionkę…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o