Krajobraz z autostrady

0
147
REKLAMA

Dobra rada, ale dziennikarz chciał być incognito. Jesienią ubiegłego roku przyjechał samochodem w to samo miejsce. Była wolna sobota. Chodził i chodził, aż w końcu po 30 minutach natknął się na budkę, z której wyszedł stróż. Dzisiaj, w zwykły roboczy dzień, też spaceruje sobie po budowie nie niepokojony przez nikogo. Ale do czasu…
– Musi pan opuścić to miejsce. Piszecie potem negatywne artykuły. Do widzenia – samochód po chwili odjeżdża.
Autostrada wije się jak wstęga z zachodu na wschód. Już dwa razy stawała tu robota. Najpierw na zachód od węzła w 2011 roku na 20‑kilometrowym odcinku Wierzchosławice‑ Brzesko. Wskutek nieporozumień z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad konsorcjum polsko‑macedońskie opuściło budowę, dopiero po pół roku na nowo ruszyły prace. Dziś, spoglądając z wiaduktu w stronę wschodnią w kierunku Dębicy, znów można ujrzeć wymarłe pole budowy. Ani żywego ducha. Na 35‑kilometrowym odcinku Tarnów‑Krzyż – Dębica‑Pustynia zapanowała cisza. Nie wiadomo, jak długo potrwa.
Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zerwała kontrakt z konsorcjum kilku firm, które budowało ten odcinek A4. Konsorcjum zażądało, zdaniem GDKiA, niezgodnego z prawem zwiększenia wartości kontraktu o 200 mln zł.
Szosa ze świeżo położonym asfaltem na chwilę ożywa. Środkiem idzie jakiś młody mężczyzna. Wydaje się trochę spłoszony. Mówi, że pusty kawałek autostrady to dla niektórych skrót między Brzozówką i Zaczarniem. – Wiem, że nie można tędy chodzić – przyznaje. – Ale się chodzi, choć ostatnio ludzi bardziej gonią. Kiedy tu nie było jeszcze asfaltu, wszędzie było błoto. Ci, którzy szli tędy na skróty, zawsze zabierali ze sobą zapasowe obuwie. Jak dochodzili do drogi na Lisią Górę, obłocone buciska zostawiali w krzakach, wkładali drugą parę. Później wyciągali z krzaków te pierwsze buty i wracali w nich…
Błotna odyseja
Prawdziwą błotną odyseję przeżyła rodzina Renaty Kornaus. Ich murowany domek stoi przy samym węźle „Krzyż”. Stoi jako jedyny przy ul. Krótkiej w Brzozówce. Wcześniej Kornausowie mieli dwóch sąsiadów, ale wysiedlono ich stąd, zapłacono za domy, które zostały zburzone. Sąsiedzi pobudowali się w innych miejscach.
Nikt z „wysiedlonych” nie chce powiedzieć, ile dostali za domy, pogłoski mówią, że były to satysfakcjonujące kwoty. W każdym razie nikt z właścicieli nieruchomości nie narzekał, do sądu nie szedł. – Myśmy zostali, ale te dwa lata to ciągła walka z przeciwnościami – opowiada pani Renata. – Dwa lata wydzwaniania do kierowników budowy, którzy zmieniają się co chwila, lub do dyrekcji w Krakowie. Najczęściej w sprawie tego błota. Pewnego dnia po naszej kolejnej interwencji przyjechał któryś z dyrektorów. Stanął w sporej odległości na suchym gruncie, bo przedzielało nas błoto, i mówi, żebym do niego podeszła. Ja na to, żeby on podszedł do mnie. Stąpał jak kot po gorącej blasze…
Zdarzyło się w przeszłości, że robotnicy po skończonej pracy na autostradzie zostali na całą noc, bo obfita ulewa odcięła im drogę odwrotu. – Na ulicy zostawiałam zapasową parę butów, bo jak miałam się pokazać ludziom w tak zabłoconych? – rozkłada ręce pani Renata. – Ale jak przychodziła susza, trzeba było dzwonić i prosić o polewaczkę, gdyż pyłem wiało ze wszystkich stron, a liście na drzewach miały srebrny kolor. Pan z budowy przyjechał, popatrzył i zdziwił się, że dom ma jasną elewację. To na czarno miałam go pomalować?
Dopiero ostatnio utwardzili drogę dojazdową, wysypali trochę drobnego kamienia i jest znośniej. W czasie budowy autostrady Kornausowie mieli już cztery różne drogi dojazdowe do swojej posesji. Niektórzy obcy gubili się w tym miejscu, ciężarówki pchały się na ich ogród, dlatego postawili tablicę z napisem: „Teren prywatny. Wjazdu nie ma! ”. – Do końca jeszcze nie wiemy, w jaki sposób będziemy wydostawać się stąd w świat. Mąż się martwi, że będzie musiał obejść dookoła cały Krzyż, żeby dotrzeć do pracy.
Tu rządzą złodzieje

REKLAMA

Matka pani Renaty narzeka, że gdy Hiszpanie budowali tę drogę całymi dobami, to nie szło usnąć. A gdy używali ciężkich maszyn, w mieszkaniu wszystko podskakiwało do góry. Prawdopodobnie najgorsze już za nimi. Czasami w weekendy pani Renata siada na rower i jedzie w tamtą stronę. – W którąś niedzielę wyjechałam na tę autostradę, by popatrzeć, ile już zbudowali. Nie powiem, ładnie to wszystko wygląda. Zatrzymał mnie jednak ktoś z ochrony i zażartował: – Pani z Rzeszowa jedzie?
Ochroniarze pojawiają się coraz częściej, bo autostradę opanowali złodzieje. Ubiegłej jesieni po zmroku w rejonie węzła „Krzyż” zjawiło się trzech mężczyzn. Postanowili się włamać do zbiornika z paliwem jednej z maszyn budowlanych. Zaskoczył ich pracownik ochrony. Udało mu się zatelefonować na policję, mimo że został zaatakowany i pobity. W okolicy Pawęzowa radiowóz zauważył pojazd, którym uciekała trójka niedoszłych złodziei. Jego kierowca usiłował przjechać wzywającego do zatrzymania policjanta. Ostatecznie ujęto wszystkich podejrzanych; byli mieszkańcami okolicznych wsi.
Niedługo potem policjanci interweniowali w podobnej sprawie. Tym razem na spuszczaniu oleju napędowego z maszyny drogowej przyłapano 21‑letniego mężczyznę. Zdążył wypompować 80 litrów. Okazało się, że jest zatrudniony na budowie, wypełnione paliwem kanistry i wężownica ukryte były w jego prywatnym volkswagenie.
Najgłośniejsza sprawa kradzieży na tarnowskim odcinku A4 dotyczy trzech mieszkańców okolic, którzy w zorganizowany sposób okradali budowę z prętów zbrojeniowych. Nim wpadli, zdążyli wywieźć 6 ton materiału. Wywozili regularnie w bagażnikach swoich samochodów, wcześniej pociąwszy drut na fragmenty. W punktach skupu zarobili 16 tys. zł.
Złodziejskim tupetem przebiła wszystkich grupka pracowników zatrudnionych przy budowie odcinka A4 z Dębicy do Ropczyc. Tam przez pewien czas doskonale funkcjonował handel wysokogatunkowym betonem, który pochodził z wytwórni pracującej na rzecz budowy. Materiał sprzedawany był za 50 proc. ceny rynkowej i miał u odbiorców znakomitą opinię. Złodzieje zdążyli zarobić kilkadziesiąt tysięcy zł.
Firma nie zbiednieje
Wojciech Wypler, psycholog, konsultant firmy zajmującej się rekrutacją i selekcją kandydatów na pracowników, twierdzi, że takie budowy są olbrzymimi przedsięwzięciami, w których odpowiedzialność rozmywa się na kolejnych etapach podwykonawstwa. Dość powiedzieć, że niedługi odcinek A4 Brzesko – Wierzchosławice buduje bądź budowało, bagatela, 60 różnych firm…
Dla przedsiębiorstw priorytetem jest zapewnienie rąk do pracy, a nie standardy moralne załogi, dlatego dość łatwo trafiają na budowy ludzie, którzy nie cenią uczciwości, bez skrupułów korzystają z okazji, która czyni złodzieja. Poza tym działa też mechanizm psychologiczny: „jeśli inni korzystają, to dlaczego nie ja? Wielka firma jest bogata, nie ubędzie jej”.
Poszłabym stąd sobie…
Renata Kornaus wraz z rodziną mieszka przy Krótkiej przez ponad 30 lat, ale ostatnie dwa lata z powodu budowy autostrady uważa za wyjątkowo trudne. – Uciążliwości było dość. Różne cuda się tu działy. W któryś dzień prądu nie mieliśmy, ponieważ kierowca wywrotki zaczepił o przewód i go zerwał. Przez tę drogę straciłam też zarobek. Wcześniej opiekowałam się w swoim domu dwójką dzieci, ale kiedy przyszły hałas, kurz i brak dobrego dojazdu, trzeba było zrezygnować.
Na podwórku rośnie piękne, ponadstuletnie drzewo, a obok stoi stara, wiejska studnia. Ciągle jest w niej woda. Pani Renata mówi, że kiedyś był to cichy zakątek, ale autostrada odmieniła wszystko. Z ławki na podwórku widać uruchomiony częściowo zjazd z A4 na drogę do Mielca. Co sekunda pędzą w obydwie strony samochody, w tym wielkie tiry. Szczęście, że na poboczu zainstalowano ekrany akustyczne. – Chociaż długo się tu mieszkało, poszłabym stąd od razu. Bez sentymentów.
Kornausowie czekają z niecierpliwością na koniec budowy. Także dlatego, by nie znosić smrodu, który niesie wiatr z pobliskiej wytwórni asfaltu. Z końcem budowy jest jednak problem. Wiele budowanych autostrad w Polsce prześladują poważne kłopoty: zmieniają się wykonawcy, bankrutują lub wycofują się firmy, żądając dodatkowych pieniędzy. Pod Tarnowem jest podobnie. Dzisiaj GDKiA poszukuje nowego wykonawcy dla odcinka Tarnów‑Dębica.
Czas ucieka, problem goni problem, i nic pod tym względem się nie zmienia. Nie zmienia się także coś innego. W ubiegłym miesiącu na węźle „Krzyż” ponownie pojawili się złodzieje. Z baków dwóch maszyn wypompowali 400 litrów oleju napędowego. W tę noc zarobili 2 tysiące złotych. Nie przeszkadzał im nikt.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o