Kresy pozostały w sercach

0
117
Halina i Zbigniew Żmudowie poświęcili towarzystwu kawał swojego życia i nadal żyją sprawami Kresów Wschodnich. W tle fragment przedwojennego herbu Lwowa

Czas jest nieubłagany – grono członków, liczące pierwotnie blisko pięćset osób pochodzących głównie ze Lwowa, stopniało dziś do ok. pięćdziesięciu. W tej liczbie są młodsi potomkowie kresowian i entuzjaści aktywności Towarzystwa, to oni powoli przejmują od starszych ciężar odpowiedzialności za losy TMLiKPW. Halina Żmuda z nostalgią wspomina pierwsze lata działalności, kiedy energia rozpierała wręcz członków towarzystwa. Z biegiem lat słabła z przyczyn oczywistych.
– Mam nadzieję, że nasze Towarzystwo będzie trwać dzięki młodszym kontynuatorom, pasjonatom kresowej historii i kultury – mówi dziś H. Żmuda, która kierowała tarnowskim oddziałem TMLiKPW przez ostatnie 24 lata. Mając jedenaście lat, wyjechała ze Lwowa wraz z rodzicami w 1945 roku. Zatrzymali się i zamieszkali w Tarnowie, żeby mieć blisko do rodzinnego Lwowa, do którego wrócą przecież – jak sądzili – za kilka/kilkanaście lat.

REKLAMA

Towarzystwo… żebracze
Podobnie złudne przekonanie żywiło wielu kresowian. Przez resztę życia trawiła ich silna tęsknota za ojczystymi stronami i poczucie dziejowej krzywdy. Nie wrócili do siebie, a Polskie Kresy Wschodnie pozostały na zawsze w ich pamięci i sercu.
Kiedy tylko sytuacja polityczna w kraju pozwoliła, zaczęły powstawać stowarzyszenia skupiające kresowian. Pierwszą organizacją zarejestrowaną w 1988 we Wrocławiu było Towarzystwo Miłośników Lwowa, przemianowane później na Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo‑Wschodnich. Niedługo potem zaczęły powstawać jego oddziały w całym kraju, w marcu 1989 dołączył do nich Tarnów. Statutową misją TMLiKPW jest nie tylko popularyzowanie tematyki kresowej, ale także dbałość o miejsca pamięci i wszechstronna pomoc Polakom, którzy pozostali na zachodniej Ukrainie. Szczególne znaczenie mają: troska o dzieci pochodzenia polskiego, budowanie ich narodowej świadomości, uwrażliwianie na kulturę i historię kraju ojczystego, organizowanie kolonii letnich i innych form wypoczynku połączonego z nauką i doskonaleniem języka itp.
Na te wszystkie przedsięwzięcia potrzebne są niemałe pieniądze, trzeba o nie stale zabiegać i prosić.
– Jesteśmy „towarzystwem żebraczym” w tym dobrym znaczeniu… – potwierdza Zbigniew Żmuda, aktywny członek tarnowskiego oddziału Towarzystwa, którego mama także pochodziła z Kresów, prywatnie mąż pani Haliny. ‑Bez wsparcia z zewnątrz nie dalibyśmy absolutnie rady, ale zawsze możemy liczyć na życzliwe instytucje, ludzi dobrej woli i władze samorządowe, niezależnie od politycznych opcji. Tu muszę podkreślić, że jesteśmy niezmiennie apolityczną organizacją. Spotykamy się, rozmawiamy, dyskutujemy, ale jakiekolwiek polityczne tematy są zabronione. Poglądy i spory ideologiczne zostawiamy za drzwiami – wiemy, że złe emocje nigdy nie będą służyć naszej sprawie.

Oj, działo się…
Wiele się działo w minionym ćwierćwieczu, o czym zaświadczają cztery tomy prowadzonej z pietyzmem kroniki tarnowskiego oddziału TMLiKPW. Odnotowano w niej każde istotne zdarzenie z udziałem kresowian, są relacje z koncertów, akcji charytatywnych, spotkań z orędownikami kresowej pamięci. Wśród nich z prof. Stanisławem Nicieją z Opola, autorem wielotomowego dzieła „Kresowa Atlantyda”. W kronice nie brak też zdjęć z wyjazdów do Lwowa, Strzelczysk, Mościsk i innych byłych polskich ośrodków na Ukrainie.
Tarnowski oddział ma co najmniej kilka powodów do zadowolenia, także udokumentowanych w kronice. Są nimi dwie szkoły podstawowe: w Tarnowie i Brzozówce, noszące imię Orląt Lwowskich i angażujące się w kultywowanie kresowej idei. Są organizowane co roku Dni Lwowa w Tarnowie i zbiórki pieniędzy na kresowe nekropolie.
Powód do dużej satysfakcji dają także realizowane corocznie z pomocą sponsorów, letnie kolonie dla ok. pięćdziesięciu dzieci z polskich rodzin na Ukrainie. Młodzi ludzie umacniają więzi z krajem przodków, poznają lepiej język polski, zwiedzają Kraków, Zakopane, Wieliczkę i inne miasta. Drugą spektakularną akcją jest przygotowanie mikołajkowych prezentów i dostarczenie je setkom polskich rodzin we Lwowie i okolicznych miejscowościach. Pod koniec każdego roku ok. trzech ton świątecznych podarunków jedzie na Ukrainę. Autokar do transportu darów udostępnia bezinteresownie wójt gminy Tarnów.

Przystań z herbem Lwowa
Siłą sprawczą większości przedsięwzięć jest Halina Żmuda, ustępująca prezes tarnowskiego oddziału TMLiKPW, nagrodzona za swą dotychczasową działalność m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i „Orłami Niepodległości”.
– Postanowiłam w tym roku, kiedy kończy się kolejna kadencja zarządu, zrezygnować i oddać kierownictwo oddziału młodszej osobie. To naturalna kolej rzeczy. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku przekazałam ciężar odpowiedzialności następcom, choć w Towarzystwie pozostaję i służę radą, pomocą.
Zapewnia, że jeśli zdrowie pozwoli, będzie uczestniczyć w wydarzeniach i cotygodniowych spotkaniach w siedzibie przy Piłsudskiego. Nie tylko dla niej, ten niewielki pokój pełni dziś rolę kresowej przystani. Na ścianach wiszą m.in. zdjęcia z podróży na Ukrainę, fotografie nieżyjących już członków Towarzystwa i sporych rozmiarów przedwojenny herb Lwowa. To prezent od tarnowskiego teatru, który wykorzystał go w jednej z teatralnych scenografii. Widnieje na nim napis „semper fidelis”, będący także dewizą wszystkich żyjących jeszcze kresowian.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o