Krótka pamięć tarnowskiej PO

0
114
koalicja1
REKLAMA

Siedem lat koalicji i…
Co to za lament? – zapyta zapewne słabo zorientowany w lokalnej, tarnowskiej polityce Czytelnik. Otóż jest to lament dowodzących tarnowskimi strukturami Platformy Obywatelskiej, którzy właśnie teraz doszli do wniosku, że do zawartej ponad trzy lata temu wyborczej koalicji z ugrupowaniem Tarnowianie (w poprzedniej kadencji samorządu koalicja funkcjonowała przez lat cztery), którego liderem jest aresztowany prezydent Tarnowa, zmuszono ich co najmniej pod groźbą pistoletu (chyba dzierżył go wspomniany prezydent) i biedacy za nic się nie mogli wymigać, choć żadnej koalicji tak naprawdę nie chcieli, tak samo jak nie chcieli wysokich stanowisk w urzędzie miejskim i miejskich jednostkach. Gdy zabrakło prezydenta (i jego pistoletu, oczywiście), odetchnęli wreszcie z ulgą, odzyskali głos i mogli obwieścić światu, jak to ten paskudny prezydent i reszta działaczy Tarnowian ich niecnie wykorzystali. Teraz mogą powiedzieć wreszcie twarde „dość” i zerwać te krępujące ich łańcuchy. Dlaczego nie wcześniej? No, bo… jakoś tak.
Na dobrą sprawę oficjalnie nie wiadomo, dlaczego tarnowska PO dopiero teraz dostała „etycznego zapału” i jej przedstawiciele gromkim głosem mówią, że przestają współpracować z Tarnowianami i zrywają koalicję, bo ich lider jest podejrzany o korupcję, a ciągle go popierają.

REKLAMA

Kto i od czego odsuwał PO?
Czy gdyby członkowie Tarnowian przysłowiowo kopali leżącego, sytuacja byłaby inna? Śmiem wątpić, bo to raczej pretekst – po prostu koalicja z Tarnowianami nie jest już do niczego lokalnej PO potrzebna – ujmując rzecz dosadnie i niepoprawnie politycznie: murzyn zrobił swoje… Wspólnymi głosami uchwalili ostatnio budżet miasta na 2014 rok i to był łabędzi śpiew koalicji. Teraz przez rok PO może sobie w mieście samodzielnie rządzić i dowolnie rozdawać karty – mają p.o. prezydenta w osobie Słomki‑Narożańskiego, mają wiceprezydent Latałową, mają kilka osób na kierowniczych stanowiskach w urzędzie, a gdy będzie trzeba, to szybko pojawią się nowe osoby, bo chętni do stanowisk już przebierają nogami.
Robert Wardzała, szef lokalnych struktur PO, który wypowiadał się oficjalnie na temat końca koalicji PO‑Tarnowianie, mówił m.in., że ludzie Platformy ostatnio mieli coraz mniej do powiedzenia na temat rządzenia miastem, bo prezydent Ścigała dokonał restrukturyzacji urzędu i powołał centra, które obsadził swoimi ludźmi. Hmm… niechby nawet i tak było, ale restrukturyzacja i centra to dopiero druga połowa 2011 roku, więc jak sytuacja się przedstawiała przez poprzednie ponad pięć lat wspólnego rządzenia? Jakoś nie pamiętam wcześniejszych skarg działaczy PO na temat odsuwania od procesów decyzyjnych, natomiast nieźle pamiętam ich działania i naciski na prezydenta i jego otoczenie w sprawach personalnych.

 

Wybiórcza amnezja
Ogólnie rzecz traktując, można zauważyć, iż działaczy PO w mieście dopadła jakaś wybiórcza amnezja, bo niedwuznacznie sugerują, iż wszystkie afery korupcyjne, związane z prezydentem Ścigałą i jego ludźmi, pewnie nie miałyby miejsca, gdyby od kierowania Tarnowem nie odsuwano ludzi PO, przede wszystkim odpowiedzialnego za inwestycje wiceprezydenta Henryka Słomkę‑Narożańskiego. Gwoli częściowej redukcji tej amnezji chciałbym przypomnieć, jak wyglądało to „odsuwanie”, zwłaszcza w kontekście inwestycji, które obecnie określa się mianem „aferalnych”. Otóż zarządzeniem prezydenta nr 488/2009 z dnia 30 grudnia 2009 roku powołano zespół zarządzający projektem pn.: „Budowa połączenia autostrady A4 (węzeł Krzyż) z drogą wojewódzką nr 977”, którego przewodniczącym na cały czas trwania projektu został Henryk Słomka-Narożański odpowiedzialny za, cytuję, „merytoryczną i finansową realizację całości projektu.”. No to jak było z tym odsuwaniem…?
A jeżeli lokalna PO chce się prezentować jak przysłowiowa „żona Cezara”, to przypomnę, że ludzie są tylko ludźmi, różne rzeczy mogą wyjść na jaw, bez względu na partyjną przynależność. Na razie nie chciałbym psuć tego wymarzonego wizerunku, więc sprawę chwilowo zostawiam.
Jest jeszcze jedna, chyba dość istotna sprawa. Otóż w wypowiedziach działaczy PO pojawia się błąd, który bezkrytycznie przekazują media, że aresztowanie prezydenta Tarnowa miało bezpośredni związek z tzw. „aferą łącznikową”. Otóż krakowscy prokuratorzy nigdy tak nie twierdzili, podkreślali natomiast, że w śledztwie dotyczącym zmowy przetargowej związanej z tą inwestycją natrafiono na ślad ewentualnego skorumpowania prezydenta Tarnowa i tenże wątek wyłączono do odrębnego śledztwa. O tym, czy, kto, kiedy i dlaczego miał przekazać prezydentowi łapówkę, dowiemy się dopiero podczas procesu.

 

Kto do „kupienia”?
Zmieniając trochę temat… Jak wspomniałem już wyżej, PO może sobie obecnie samodzielnie rządzić w mieście do listopadowych (?) wyborów, przed którymi chce sobie wyczyścić przedpole i pewnie wytłumaczyć mieszkańcom miasta, że ugrupowanie Tarnowie jest „be” i przejąć ich elektorat. Ale gdy pojawi się sprawa, która wymagać będzie głosowania w radzie i akceptacji większości radnych, to równocześnie pojawi się problem – dysponujący ośmioma głosami w radzie klub PO samodzielnie nic nie przegłosuje. Gdzie będą szukać sojuszników, aby zdobyć wymaganą większość? Ponoć dogadanych ma już być dwóch radnych SLD (J. Kwaśny oficjalnie zaprzecza), słychać też głosy, że dwie osoby z klubu Tarnowian, z uwagi na dobrze pojęte własne interesy, mogą się zdecydować na współpracę, mogą też działacze PO spróbować sięgnąć po jednego radnego „bezklubowego” – G. Kądzielawskiego – lub nawet skusić kogoś z klubu PiS… I już będzie potrzebna większość. Oczywiście można by założyć, przynajmniej teoretycznie, iż sensowne projekty powinny znaleźć większość na forum rady bez względu na przynależność radnych, ale dotychczasowa praktyka…
„Polityka to brudny interes” – głosi znana od lat sentencja. Nasza rzeczywistość ciągle utwierdza nas w przekonaniu, że w polityce, również tej lokalnej, nie ma miejsca na prawdę, zwykłą, ludzką uczciwość, na lojalność i przedkładanie interesów ogółu mieszkańców nad partyjnymi – jest przede wszystkim miejsce na strategiczne i doraźne korzyści, podział łupów, „kupowanie” ludzi i lojalności.
Odezwał się przeciwnik PO – może ktoś skomentować. Otóż nie. Nie jestem przeciwnikiem PO, wręcz przeciwnie, ale nie jestem zwolennikiem zasady, iż wszystkie chwyty są dozwolone, gdy chodzi o władzę…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o