Kto psuje I LO?

0
271
I-LO
REKLAMA

Owo psucie ostatnio polega na tym, że w ramach cięcia kosztów likwidowane  są kolejne oddziały w szkole. W ubiegłym roku kandydatów przyjmowano już tylko do ośmiu, a nie dziewięciu, jak do tej pory, klas, odpadła możliwość kształcenia się w jednym oddziale o profilu humanistycznym, w tym roku ma odpaść kolejny – prawdopodobnie „pod nóż” pójdzie jedna z dwóch klas o profilu biologiczno-chemicznym, które były zawsze kuźnią przyszłych studentów akademii medycznych, a wielu znanych dziś i cenionych tarnowskich lekarzy to absolwenci takich właśnie klas.
W ciągu roku szkoła zostanie więc odchudzona o niemal jedną czwartą, urzędnicy tłumaczą swoje decyzje koniecznością wprowadzenia oszczędności oraz niżem demograficznym, który powoduje, że mniej uczniów puka dziś do drzwi szkół, średnich. Problem w tym, że akurat takich szkół jak I Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie niż demograficzny zupełnie nie dotyczy.
Jak wyraźnie pokazują statystyki, od wielu lat liczba chętnych do nauki w tej właśnie placówce znacznie przekracza liczbę miejsc, którą liceum może zaoferować. Tak było także w roku ubiegłym i tak będzie zapewne także w obecnym.
O ile więc w przypadku szkół z bardzo niskim naborem tego typu zabiegi byłyby zrozumiałe, o tyle w tym przypadku muszą budzić zdumienie, bowiem stan samorządowej kasy uderza w najzdolniejszą młodzież, której znacznie ogranicza się możliwość dostania się do wymarzonej szkoły.
To jednak jeszcze nie wszystko. Cięcia w tzw. siatce godzin zmusiły dyrekcję I LO do ograniczenia zajęć dla uczniów klas trzecich, tzw. fakultetów przygotowujących bezpośrednio do egzaminu maturalnego. Jeszcze ubiegłoroczni absolwenci uczęszczali na zajęcia z dwóch wybranych na maturę przedmiotów, ich młodsi o rok koledzy mogli się wpisać już tylko na jeden. To kolejny przykład zdecydowanego pogorszenia propozycji edukacyjnej, którą placówka, nie ze swojej winy, może zaoferować uczniom.
Oczywiście I Liceum Ogólnokształcące nie jest tutaj wyjątkiem, ograniczenia i cięcia wydatków dotyczą wszystkich. Trzeba jednak zadać sobie pytanie, czy akurat w tym wypadku zasadna jest polityka przypominająca socjalistyczną „urawniłowkę”? Może lepiej byłoby zastanowić się nad restrukturyzacją i sposobami pomocy dla szkół, w których poziom nauczania jest najniższy, ich uczniowie uzyskują słabsze wyniki na maturze, a po naborach pozostają wolne miejsca? To trudniejsze zadanie niż obecna propozycja tarnowskiego samorządu wobec szkół średnich, ale nie po to utrzymujemy urzędników, aby wybierali i proponowali rozwiązania tylko dlatego, że są najprostsze do przeprowadzenia.
Czy w imię swoiście pojętej sprawiedliwości mądre jest ewidentne psucie placówek najlepszych, mających najwięcej do zaproponowania i najbardziej pożądanych przez uczniów i ich rodziców? Jest jeszcze czas, aby się nad tym problemem dobrze zastanowić, zanim skutecznie dorżnie się kurę, która wielokrotnie znosiła miastu złote jaja. Bo potem będziemy narzekać, że Tarnów stał się już taką prowincją, że nie ma w nim nawet przyzwoitej szkoły średniej.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o