Kto szuka, ten znajdzie?

0
109
praca-szukanie
REKLAMA

Według badań, nawet 80 proc. ofert pracy nigdy nie jest publicznie ogłaszanych – są przekazywane w ramach nieformalnych kontaktów. Pracodawcy chcą w ten sposób ograniczyć koszty, poza tym osoby zatrudniane z polecania wydają się im bardziej wiarygodne. Ważne w związku z tym, żeby uruchomić wszystkie kontakty i poinformować wszystkie znajome osoby, że szukamy pracy. Kolejne sposoby to: ogłoszenia prasowe, przeglądanie ogłoszeń internetowych oraz zamieszczenie informacji na własny temat na przykład w serwisie GoldenLine, który przeczesują osoby skupione na rozwoju kariery. Tutaj albo ty znajdziesz pracodawcę, albo pracodawca ciebie – w każdym razie taka szansa zawsze istnieje.
Czas, jaki upływa od momentu powstania potrzeby zatrudnienia pracownika a ogłoszeniem tej informacji, to od kilkunastu dni do kilku miesięcy. W związku z tym warto wysyłać swoje aplikacje do wybranych zakładów, mimo że nie było takiego ogłoszenia. Nigdy nie wiadomo, czy akurat dana firma nie ma zamiaru przystąpić do poszukiwań. Wizyta w urzędzie pracy również nikomu nie zaszkodziła.
Pani Zofia jest w grupie wiekowej „50 plus”. – Już z dziesięć lat szukam pracy – mówi. – Wydawać by się mogło, że jest dużo ogłoszeń z ofertami pracy, że jest z czego wybrać. Ale jak przychodzi co do czego, to albo ogłoszenie jest już nieaktualne, albo okazuje się, że pracodawca ma wymagania, których nie spełniam. Nie znam się na komputerach, nie mam też orzeczenia o stopniu niepełnosprawności. W swojej branży pracy na pewno nie znajdę, bo jestem z wykształcenia technikiem budowy maszyn. Odkąd mój zakład pracy się rozpadł, łapię dorywcze prace, najczęściej chałupnicze. Już nieraz się zdarzyło, że ktoś mnie oszukał, nie wypłacił pieniędzy. Z czasem człowiek coraz bardziej traci nadzieję, czuje się bezradny i bezwartościowy.

REKLAMA

Potwierdza to pani Romana. – Ostatnio zainteresowała mnie oferta pracy dla opiekunów starszych osób. Słowo daję, że wyjechałabym do Niemiec, ale moje pokolenie uczyło się głównie języka rosyjskiego. Gdyby urząd pracy zorganizował dla nas szybki kurs niemieckiego, to by nam ułatwiło wyjazd – twierdzi 56‑latka. – Większość ofert jest jednak dla młodych ze specjalistycznymi umiejętnościami albo dla osób z grupą inwalidzką – w ochronie, w magazynie.
Paweł ukończył technikum informatyczne, teraz studiuje w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie informatykę stosowaną. – Jest praca w innych dziedzinach informatyki, pracodawcy szukają konkretnych specjalistów i nie chodzi tu o informatykę stosowaną. Wybrałem te studia, bo widziałem przyszłość w tym zawodzie, ale nie ma pracy dla takich informatyków jak ja.
Bartek od roku bezskutecznie rozgląda się za pracą biurową, na okrągło wysyła CV i nic. – W Tarnowie skończyłem filologię angielską, a w Rzeszowie administrację. Pracy biurowej nie ma, więc zainteresowałem się spedycją. Też nic z tego, bo sama znajomość angielskiego nie wystarczy, pracodawcy wymagają doświadczenia w branży, a takiego przecież nie mam. Na tarnowskim rynku pracy zrobiłem co mogłem, teraz nastawiam się na poszukiwania w Krakowie.
– Nie ma pracy w Tarnowie – potwierdza 43‑letni Krzysztof. – To znaczy jest praca, ale dla murarza, ślusarza, operatora koparki, a ja przepracowałem 20 lat w Tamelu jako programista maszyn sterowanych numerycznie. Następnie poszedłem na wychowawczy, bo żona lepiej zarabiała. Ale jak człowiek zerwie kontakt z pracą, to potem jest tragedia. Praktycznie nie ma powrotu. Od trzech lat aktywnie szukam pracy jako informatyk, przekwalifikowałem się też na nauczyciela, ale nic to nie dało.
Żaden z rozmówców nazwiska podać nie chce. Adrian Halastra odwrotnie. Nawet ma specjalną koszulkę z hasłem „Zatrudnij mnie w Tarnowie”, na której podaje wszystkie namiary na siebie. Po maturze wyjechał do Anglii, tam podniósł swoje kwalifikacje, znalazł dobrą pracę. Po kilku latach postanowił wrócić do kraju. – Studiowałem w Anglii, mam wykształcenie informatyczne, myślałem, że jak przyjadę do Tarnowa, to w miarę szybko znajdę pracę. Przez pewien czas nawet pracowałem w jednej z firm, gdzie zajmowałem się m.in. kontaktami zagranicznymi. Ostatecznie pracodawca zdecydował, że nie powstanie dział, w którym miałem pracować. Uparcie jednak roznoszę i rozsyłam swoje CV. Na razie otrzymałem tylko jedną odpowiedź od tarnowskiego wicestarosty. Niestety, negatywną. Będę szukał do upadłego. Jestem solidny i sumienny. Podejmę każdą pracę, byle była stabilna i zapewniła mojej rodzinie utrzymanie.
W Tarnowie pracy szuka się ponad 11 miesięcy. Taką średnią obliczyli pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy, stosując ministerialny przelicznik. To ani dużo, ani mało – blisko średniej krajowej. Jednak niektórzy tę średnią przekroczyli już kilka, a nawet kilkanaście razy.
– Każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia – tłumaczy Beata Hudyma, wicedyrektorka PUP. – Najwięcej długotrwale bezrobotnych jest w wieku do 30. roku życia oraz powyżej 50 lat. Ci pierwsi najczęściej nie mają doświadczenia zawodowego, którego wymaga pracodawca. Ci drudzy mają doświadczenie zawodowe, z tym, że nie odpowiada ono aktualnym potrzebom pracodawcy. Dlatego tarnowski PUP opracował specjalne programy. W ramach programu „Zaczynamy” 220 osób przed trzydziestką może starać się o staże lub jednorazową dotację na podjęcie działalności gospodarczej. Z kolei program „Dam radę”, adresowany do ludzi po pięćdziesiątce, oznacza refundację kosztów wyposażenia ich stanowisk pracy.
– Służymy także poradnictwem zawodowym i szkoleniami. Zwolniony nauczyciel raczej nie zostanie operatorem wózka widłowego, ale możemy mu zaproponować na przykład indywidualne przeszkolenie i rozpoczęcie własnej działalności w dziedzinie, która go interesuje. Jeśli to tylko jest możliwe pozyskujemy środki na tworzenie nowych miejsc pracy, ale nie mamy wpływu na sytuację ekonomiczną w kraju. Tak jak nie mamy wpływu na decyzje pracodawców. Wydajemy naszym bezrobotnym skierowania do różnych firm i zakładów, ale to pracodawca dokonuje wyboru. Czym się kieruje? Nie wiemy – dodaje B. Hudyma.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o