Kto zaraził Covidem-19 sparaliżowaną kobietę?

7
901
REKLAMA
Kto zaraził kobietę Covidem-19
Andrzej Borys żąda 6600 złotych odszkodowania za sprowadzenie na jego rodzinę realnego zagrożenia utraty zdrowia, a nawet życia Fot: autorka

83-letni Andrzej Borys z Tarnowa i jego o trzy lata młodsza żona Danuta sprawują opiekę nad sparaliżowaną córką – 49-letnią Martą. Pan Andrzej twierdzi, że w listopadzie ubiegłego roku przychodząca do ich domu opiekunka z Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej zaraziła jego córkę Covidem-19. Zdaniem pana Andrzeja sprowadziła śmiertelne niebezpieczeństwo na całą ich rodzinę. Mężczyzna żąda finansowego zadośćuczynienia, zapowiada, że jeśli sprawy nie uda mu się załatwić polubownie z urzędnikami tarnowskiego magistratu, o zaistniałej sytuacji zawiadomi prokuraturę. Wiceprezydent Tarnowa Dorota Krakowska wyjaśnia, że kontrola przeprowadzona w PKPS przez pracowników wydziału zdrowia oraz Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej nie wykazała nieprawidłowości.

– W czasie, w którym córka źle się poczuła – miała podwyższoną temperaturę ciała i zaczęła kaszleć – do naszego domu nikt nie przychodził, z wyjątkiem opiekunki z Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. Ta pani kaszlała i była zakatarzona, a na nasze pytania, czy nie jest chora, odpowiadała, że ma astmę i jest lekko przeziębiona. Jestem przekonany, że to ona zaraziła Martę koronawirusem. Ani ja, ani żona nie byliśmy zakażeni, na co mam potwierdzenie w medycznej dokumentacji. I nie mam bezpośrednio pretensji do opiekunki, ale do instytucji, które ją zatrudniają i powinny sprawować nadzór, czy swoją pracę wykonywała w należyty sposób. Za sprowadzenie realnego zagrożenia utraty zdrowia, a nawet życia, będę żądał finansowej rekompensaty. Wysłałem do pani wiceprezydent Tarnowa Doroty Krakowskiej pismo, w którym krok po kroku wyjaśniam przebieg wydarzeń i mam nadzieję na polubowne rozwiązanie sprawy. Jeśli tak się nie stanie, złożę wniosek do prokuratury – zapowiada Andrzej Borys.

REKLAMA

Półtora tysiąca na miesiąc

Córka państwa Borysów – 49-letnia Marta jeszcze kilka lat temu była zdrowa i pracowała w jednym z krakowskich banków. – Jej choroba spadła na nas jak grom z jasnego nieba, sprowadziliśmy ją do siebie do Tarnowa i mimo że sami jesteśmy już starzy i schorowani, opiekujemy się nią najlepiej jak umiemy. Choroba – stwardnienie rozsiane – niestety stale postępuje, teraz Marta jest już całkowicie sparaliżowana i wymaga 24-godzinnej pomocy, trzeba ją karmić, przebierać, kąpać. Na początku października ubiegłego roku decyzją prezydenta przyznano córce prawo do korzystania z pomocy opiekunki społecznej, która zgodnie z umową przychodzi do nas na dwie godziny dziennie. Nie jest to jednak pomoc bezpłatna, za każdą godzinę płacimy ponad 24 złote, co w skali miesiąca wynosi blisko półtora tysiąca złotych – wylicza Andrzej Borys.
Opiekunka z PKPS zaczęła pracę u państwa Borysów w połowie października, przychodziła przez miesiąc. Pan Andrzej twierdzi, że mimo pandemii nie zawsze zachowywała się zgodnie z obowiązującym sanitarnym reżimem i zdejmowała z twarzy maseczkę, aby napić się kawy czy herbaty, potem zapominała, aby założyć ją z powrotem. – Pani przychodziła zakatarzona i kaszląca, baliśmy się, żeby nas nie pozarażała. Na czynione jej uwagi odpowiadała, że ma astmę i jest tylko lekko przeziębiona. Już w połowie listopada Marcie pogorszyło się samopoczucie, zaczęła gorączkować i kaszleć, miała duszności. Wzywaliśmy do niej kilka razy pogotowie, ale do szpitala jej nie zabrano. Stało się to dopiero 2 grudnia, testy wykazały, że ma Covid-19, sześć dni później odwieziono ją do domu. Ja od 15 listopada do 2 grudnia byłem w szpitalu, gdzie przeszedłem poważną operację, nie byłem zakażony koronawirusem. Badania zrobiono także mojej żonie, ale również u niej nie stwierdzono zakażenia. Wszystkie te fakty mogę uwiarygodnić, posiadam medyczną dokumentację. Tak więc z całą pewnością mogę stwierdzić, że Martę mogła zarazić tylko opiekunka, bo poza nią nikt do nas nie przychodził – wyjaśnia Andrzej Borys.

Była u nas tylko opiekunka

Kiedy mężczyzna doszedł do siebie po operacji, postanowił interweniować w sprawie zakażenia córki w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Tarnowie – pracodawcy opiekunki. – Przedstawiłem pani prezes sytuację, w moim przekonaniu zawinioną przez jej pracownicę, wyraziłem także żądanie zadośćuczynienia. Nie wskórałem nic. Następne kroki skierowałem do dyrektorki Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarnowie, później do wydziału zdrowia w urzędzie miejskim. W czasie pandemii świętym obowiązkiem PKPS-u powinno być sprawdzanie, czy wysyłane opiekunki są zdrowe i mogą wykonywać powierzone im obowiązki oraz kontrolowanie, czy nie stwarzają zagrożenia dla osób, do których się udają. Uważam, że jako poszkodowane osoby mamy prawo domagać się odszkodowania, a jedyną osobą, która sprowadziła na nas realne zagrożenie była opiekunka. Z wnioskiem o pomoc w przyznaniu odszkodowania zwróciłem się do wiceprezydent Tarnowa Doroty Krakowskiej, która nadzoruje wszystkie wymienione przeze mnie instytucje – tłumaczy Andrzej Borys.

Jakie odszkodowanie?

– Niedawno kupiłem dla córki specjalistyczne łóżko, dzięki któremu opieka nad nią stała się mniej uciążliwa, dla niej samej jest to wielka wygoda, a przy tym zabezpiecza ją przed odleżynami. Sprzęt ten kosztował 11 tysięcy złotych, zakup w części sfinansowany został przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, ja zapłaciłem za niego 6600 złotych. I w takiej właśnie wysokości chcę odszkodowania, nie chcę na tym zarabiać. Chcę jeszcze zwrócić uwagę, że wraz z małżonką ponosimy większość kosztów związanych z utrzymaniem ciężko chorej córki. Przyznana jej renta inwalidzka wystarcza na opłatę opiekunki i jakieś drobne zakupy, za resztę płacę ja i moja żona, tylko leki dla Marty kosztują kilkaset złotych. Tymczasem sami jesteśmy chorzy i wydajemy sporo pieniędzy na lekarstwa – mówi 83-latek.

Słowo przeciwko słowu

Wiceprezydent Tarnowa Dorota Krakowska wyjaśnia, że trudną sytuację życiową rodziny Borysów zna od lat i wraz z urzędnikami na wiele sposobów próbuje pomagać. Doprowadziła między innymi do tego, że w mieszkaniu Borysów wykonano niezbędny remont łazienki, która dostosowana została do potrzeb niepełnosprawnej Marty.
– Po interwencji pana Borysa zarządziłam, aby podległe mi ośrodek pomocy społecznej i wydział zdrowia magistratu przeprowadziły kontrolę w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej. Właśnie dzisiaj (z panią prezydent rozmawialiśmy w ostatni piątek) otrzymałam jej wyniki. Wypływa z nich jeden wniosek: usługi świadczone przez pracownice PKPS wykonywane są z całą starannością, pracownice otrzymują środki ochrony osobistej. Opiekunki zatrudnione przez PKPS, którym pracę zleca Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Tarnowie świadczą usługi dla pół tysiąca osób w mieście. I proszę mi wierzyć, skarga pana Borysa była pierwszą, jaką otrzymaliśmy do tej pory. Skarżący ma oczywiście prawo zgłosić sprawę do prokuratury, ale nie będę faktu tego oceniać. Nie wiem, czy opiekunka, która przychodziła do ich domu faktycznie zdejmowała maseczkę, ona sama twierdzi, że nic takiego nie miało miejsca. To jest słowo przeciwko słowu – zauważa Dorota Krakowska.

Nie miała koronawirusa

Ewa Szczepanik, prezes tarnowskiego oddziału PKPS wyjaśnia, że opiekunka, która przychodziła do domu państwa Borysów do 16 listopada, od 18 listopada w związku ze złym samopoczuciem przebywała na lekarskim zwolnieniu.
– 28 listopada wykonano jej test na obecność koronawirusa, wynik, który przyszedł już następnego dnia był negatywny. A mieszkanie państwa Borysów to nie było sterylne, zamknięte miejsce. Przychodził tam mężczyzna, który zabierał rzeczy dla pana Andrzeja, przebywającego w szpitalu, z rodziną mieszka jeszcze młodsza córka państwa Borysów, chodzili do sklepów na zakupy. Tak więc dróg zakażenia mogło być kilka – ocenia Ewa Szczepanik.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
7 komentarzy
NAJNOWSZE
NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Inline Feedbacks
View all comments