Makulatura, czyli dużo zbierania za grosze

0
820
Nigdy jeszcze papier nie był taki tani
REKLAMA

Prawie wyginęli drobni zbieracze, którzy dorabiali zbieraniem do marnej emeryturki albo na tanie wino. „Detalistów” już coraz mniej, ale po części zastąpili ich „hurtownicy”, którzy czasem przychodzą na gotowe.
Pan Witek, szczupły mężczyzna po sześćdziesiątce, sprytnie otwiera zsyp w jednym z wieżowców przy ul. Marynarki Wojennej. Od dawna dysponuje dorobionym kluczem. Ma leciwy rower składak i zapas różnych reklamówek – niektóre już pełne. W nich różne „bogactwa” odnalezione w śmietnikach tarnowskich blokowisk. Pan Witek, skromny rencista, od lat ma ten sam rewir – osiedla: Jasna, Legionów, Zielone, Lwowska… W workach uwieszonych na kierownicy składaka jest niemal wszystko, oprócz makulatury. – Nie opłaca się. Dużo miejsca na rowerku papier zajmuje, a pieniędzy z tego żadnych. Chyba że komuś na winko brakuje dwóch złotych – mruga okiem porozumiewawczo pan Witek.

REKLAMA

Papier przy okazji
Dziś coraz trudniej trafić w Tarnowie na punkt skupu makulatury. Puszki, metale kolorowe, tworzywa sztuczne? Proszę bardzo. Papier? Nie. Już nie. W całym mieście mogą być jeszcze trzy, może cztery miejsca, w których można sprzedać makulaturę.
– Makulaturę jeszcze odbieramy, ale zjawiają się z nią głównie firmy, drobnych zbieraczy nie mamy. Jesteśmy trochę daleko od miasta, a tacy skromni zbieracze samochodów raczej nie mają – mówi pracownica punktu skupu przy ul. Kryształowej. Za kilogram makulatury punkt płaci 16 groszy. Kiedyś było drożej. Był to okres, gdy Chiny wchodziły w fazę gwałtownego rozwoju i potrzebowały ze świata wszelakiego surowca, makulatury też. Dzisiaj to już tylko wspomnienie.
W skupie przy Fabrycznej mówią, że interesują ich głównie metale, a papier biorą „przy okazji”. Żeby dostać za niego złotówkę, trzeba przytachać całe 10 kilo.
W punkcie przy Klikowskiej jest trochę drożej. Jak przywieziemy stare książki, za kilo dostaniemy 20 groszy, za karton 18, za prasę już tylko 10. Jeśli przyjrzymy się „strukturze” dzisiejszej makulatury, będziemy mogli próbować wyciągnąć pewne wnioski o przemianach we współczesnym świecie. A więc opakowania po najróżniejszym towarze, stare książki, które przegrywają z epoką cyfryzacji, rzadko czarno‑biały papier gazetowy, jeszcze trochę prasy kolorowej.


Rekordzista
– Ogólnie nie jest tak źle – mówi kierowniczka punktu skupu. – Firmy tak, ale tych małych zbieraczy, z wózeczkami dziecinnymi, na których przywożą, co znajdą po drodze, też nie brakuje. Zdziwiłby się pan, jak się przykładają do roboty. Dla niektórych liczy się każdy grosz. Bezdomność i bieda swoje robią. Mam takiego rekordzistę, któremu za jednym razem wypłaciłam 150 zł. Dla niego to majątek. Z tego rachunku wynika, że „rekordzista” musiał wtedy uzbierać i sprzedać prawie tonę papieru!
Wdzięcznym surowcem są książki. Wdzięcznym, bo ciężkim. Do punktów skupu trafia sporo egzemplarzy z bibliotek, które pozbywają się niepotrzebnych tytułów.
– Od czasu do czasu robimy przegląd starych książek i najbardziej zniszczone, których nie można już używać i które nie przedstawiają wartości, przeznaczamy na makulaturę – informuje Ewa Stańczyk, dyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie.
Nie wytrzymują zwłaszcza stare „klejonki”. Jakiś PRL‑owski minister zakupił nietrafioną licencję dla rodzimej branży poligraficznej na książki klejone. Wiele egzemplarzy rozpadało się już podczas pierwszego czytania.

Łup w osiedlowym pojemniku
Dla „hurtowników” książki to dobra zdobycz. Jeśli zjawiają się w skupie z makulaturą, przywożą jej duże ilości. I jest to albo efekt długotrwałej mozolnej pracy, albo pewnego rodzaju sprytu.
– Mam przed domem, jak inni, trzy pojemniki na odpady, w tym na papier. Czasem ktoś się do niego zakradnie i wszystko wybierze przed przyjazdem firmy wywozowej – przyznaje szefowa skupu przy Klikowskiej.
Zjawisko to jest dobrze znane. Po dokonaniu się rewolucji śmieciowej w kraju zbieracze makulatury, „hurtownicy”, przerzucili się na specjalne pojemniki, w których gromadzi się posortowany przez mieszkańców papier. Tracą na tym legalnie działające firmy wywozowe, które sprzedają surowiec w skupie. W niektórych miastach pojawiły się nawet samochody wywożące nocą z osiedli papierowy łup. W świetle prawa jest to zwyczajna kradzież. Ale żeby – ze względu na wartość – stała się ona prawnie przestępstwem, a nie wykroczeniem, ktoś musiałby ukraść co najmniej… dwie i pół tony. Tak już źle jest z makulaturą.
Punkty skupu mają obowiązek rejestracji danych dostawców złomu, ale nie papieru.
– Przypadki kradzieży posegregowanej makulatury zdarzają się w mieście, ale nie mają one zorganizowanego charakteru – słyszymy w Sekcji Wywozu Odpadów i Oczyszczania w MPGK w Tarnowie.
W przeszłości zbieracz miał tylko to, co sam uzbierał. Prawie nikt już nie pamięta w Tarnowie „Króla papieru”, starszego, drobnego człowieczka, zwanego też – ze względu na pasje śpiewacze – Kiepurą. Do końca lat 80. przez całe dnie uganiał się z wózkiem za makulaturą po całym mieście. W punktach skupu mógł ją wymienić na rolki papieru toaletowego, którego w poprzedniej epoce brakowało, albo na emaliowane garnki, których też był deficyt. Warto było wtedy zbierać makulaturę, lecz to był już ostatni etap jej kariery.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments