Marzenia o „szóstce”

0
101
lotto
REKLAMA

Grupa „matematyków” od lat próbuje obliczyć prawdopodobieństwo wielkiej wygranej w grach liczbowych, a ich wysiłki ujawniają się w okresie, gdy szykują się wielkie kumulacje i – jak ostatnio w Bolesławcu na Dolnym Śląsku – ktoś zgarnie ponad 30 mln zł.
Tarnów pod tym względem jest miejscem umiarkowanie szczęśliwym. Od 1996 roku w tutejszych kolekturach Totalizatora Sportowego padły cztery ponadmilionowe nagrody. Największa kwota zdarzyła się w 2001 roku – ponad 2,2 mln, nieco mniejsza dwa lata później – 2,1 mln zł. W całym kraju żyje 812 „lottomilionerów” – tylu mieszkańców liczy najmniejsze miasto w Polsce.

REKLAMA

Mafia czyha na milionera
Pan Janusz (imię zmienione na jego prośbę), pracownik jednej z kolektur Lotto w Tarnowie, wspomina inną wygraną, o której mu wiadomo: – Pamiętam przede wszystkim „szóstkę” w Dąbrowie Tarnowskiej. To było 3,2 mln zł kilka lat temu. O wyższych wygranych na naszym terenie nie słyszałem.
Rozmawia chętnie, ale prosi o całkowitą anonimowość, bo nie ma pewności, czy kierownik nie miałby mu tego za złe. – Są tacy, którzy nakupią zakładów za 2 tysiące zł. Chociaż teraz, gdy podrożały, mniej skorzy są aż do takich wydatków, no i mamy kryzys. Ostatnio najwięksi gracze płacą zwykle od 600 do tysiąca zł. Mój kolega wygrał kiedyś 20 tys., ja 2 tysiące. Niektórzy grają na „chybił trafił” za pomocą maszyny, ale mam takich klientów, którzy przez długie lata przychodzą ze swoimi liczbami, wierząc, że kiedyś będą szczęśliwe. Nic ich nie zniechęca.
W swoje liczby wierzył także Jan Gomoła, znany tarnowski fotografik. – Jak każdy gracz, uznawałem je za magiczne i wytrwale na nich polegałem. Czasem trafiałem w „trójki”. Pani, która kiedyś pracowała w kolekturze na dworcu PKS, pocieszała mnie. Twierdziła, że wygrać miliony to kłopot. Była zdania, że zaraz jakimś sposobem dowiedziałaby się o tym mafia i nie dałaby człowiekowi spokoju… Prawdą jest, że wielcy wygrani najczęściej zachowują anonimowość. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale także o to, że w Polsce lepiej i łatwiej uchodzić za ubogiego. Bogatych się nie lubi i podejrzewa o kombinacje.
Starsi wiekiem tarnowianie zapamiętali mieszkańca miasta, który w latach 80. wygrał pokaźną kwotę dwa razy. Podobno zwycięzca szalał, wydawał pieniądze na lewo i prawo, a kiedy się skończyły – skończyło się też jego małżeństwo. Po drugiej wygranej było podobnie, także rzuciła go nowa partnerka, a on potem sprzedawał watę cukrową w Parku Strzeleckim, później zaś wyjechał do Anglii. Kiedy wrócił, wróciła do niego również pierwsza żona.
Do dzisiaj w pewnych kręgach żywa jest też opowieść o sześciu tarnowskich milicjantach, którzy razem składali się na zakłady, a kiedy wspólnie wygrali dużą sumę – rychło zwolnili się z pracy. Na Powiślu Dąbrowskim opowiada się o pewnym rolniku, który na wieść, że wygrał, zrobił natychmiast wielkie przyjęcie. Niestety, szybko się okazało, że wygrana jest mniejsza, niż się spodziewał, i nie wystarczy nawet na pokrycie kosztów jej oblewania.


Magnes w kuli
Także ci, którzy grają, ale jeszcze nic nie wygrali, niechętnie przyznają się do uczestnictwa w Lotto. Jeden z tarnowskich dziennikarzy mówi, że dotychczas wygrywał tylko drobne kwoty. Kiedy jest kumulacja, składają się z kolegami na zakup większej liczby zakładów. Jak na razie bez rezultatu.
Marek, nauczyciel fizyki z Tarnowa, gra od kilku lat bez większych sukcesów. – Nie wierzę, że kiedyś rozbiję bank Totalizatora, ale może wygram kiedyś kwotę, za którą będę mógł spędzić z rodziną wakacje za granicą?
Tym, którzy nie wygrywają, często puszczają nerwy. Na portalach internetowych piszą później, że ta gra to ściema, że jest nieuczciwa, że to wielka kombinacja. Nie wierzy się komputerowi. Na przykład: „Jeśli kupony są wprowadzone do centralnego systemu, to komputer o dużej mocy obliczeniowej jest w stanie w ciągu 10 minut zrobić kombinację 6 cyfr, której nikt nie obstawił”.
Dziś losowania odbywają się za pomocą najnowszej techniki; pierwszy poważny postęp w tej dziedzinie odnotowano w 1973 roku, gdy wprowadzono bębnową maszynę losującą, do tej pory napędzaną ręcznie. Na forum ktoś napisał: „Sprawiedliwe losowania to były dawniej, gdy bęben się kręcił i z kręcącego bębna losowano, pamiętacie? Teraz wystarczy, że podrasuje się kule. W ten sposób, że w środku takiej kuli umieści się jakiś magnes albo coś podobnego”. Ktoś inny, mocno zaniepokojony, pyta: „Dlaczego nigdy nie pokażą zwycięzcy milionera? ”. Ktoś zastanawia się: „Jak gra może być uczciwa, jeśli obstawiam od 20 lat i jeszcze nigdy nic nie wygrałem?!”.
– Czasem zawiedzeni brakiem wygranej klienci snują tak kuriozalne teorie na temat systemu gier Lotto, że nie sposób tego nawet komentować – odpowiada Jarosław Tomaszewski z Biura Prasowego Totalizatora Sportowego SA.
Ostatnio wydaje się, że głośna afera Amber Gold zaszkodziła grom liczbowym w Polsce. Ludzie są bardziej nieufni.
– Trochę się nasłucham teraz na ten temat – potwierdza pan Janusz. – Ale mam wrażenie, że niektórzy mylą nas z konkurencją.
Wciąż poważny odsetek Polaków myli Totolotek z Totalizatorem Sportowym. Tymczasem dziś jest tak, że Totolotek SA prowadzi zakłady bukmacherskie, a Totalizator Sportowy, jako spółka Skarbu Państwa, jest właścicielem marki Lotto. Dlatego pan Janusz, gdy słyszy, że klient, kupując kupon Lotto, mówi coś o Totolotku, natychmiast go poprawia.

Bezpańska wygrana
Różni są klienci. Pani, która obsługuje kolekturę TS na tarnowskim dworcu kolejowym, określa ich tak: – Są głównie w starszym i średnim wieku, na zakłady wydają góra 200 zł, ale jestem tu dopiero od trzech miesięcy, więc na razie nie wiem wiele na ten temat. Czasami rozmawiają ze mną, twierdzą, że pieniądze wydaliby na dalekie podróże. Sama gram, ale wtedy, gdy są kumulacje.
Na pewno wśród klientów tej kolektury przeważają podróżni. Znana jest historia pasażera kolei, który zimą 2005 roku trafił na dworzec w 16‑tysięcznym Przeworsku. Ponieważ miał sporo czasu do odjazdu następnego pociągu, z nudów wypełnił kupon Lotto. Szybko okazało się, że trafił „szóstkę” na kwotę 6,7 mln zł. Długo poszukiwano szczęśliwca, ponieważ zniknął bez śladu, a wygrana wciąż czekała… Widocznie, nie wierząc w swoje szczęście, już nie sprawdził, czy wygrał. Dopiero, gdy o czekających milionach zaczęła pisać prasa, zwycięzca dał znak życia.
Totalizator Sportowy SA w tym roku przeprowadził badania, w oparciu o które stworzono „profil” gracza.
– Okazało się, że co drugi dorosły Polak gra w Lotto – informuje Jarosław Tomaszewski. – Jedna trzecia z nich wybiera metodę blankietową. Skreślanie własnych liczb częściej preferują gracze starsi, w wieku 55 lat i więcej, oraz mieszkańcy większych miast. Prawie 14 proc. zawsze gra na „chybił, trafił”, a reszta stosuje obie metody.
Typowy gracz Lotto to osoba w średnim wieku (45 – 54 lata), przy nieznacznej przewadze mężczyzn, natomiast kumulacje działają na wyobraźnię głównie młodych ludzi (18 – 24 lata). Jak wynika z badań, większość wcale nie marzy o luksusowych willach i samochodach, częściej o tym, by być wolnym i żyć pełnią życia, realizować swoje pasje i zapewnić dzieciom dobrą przyszłość.

Pewniejsza „Wielka Gra” …
Stefan Rymek z Tarnowa był zapalonym graczem, ale graczem… „Wielkiej Gry”. W latach 80. i 90. znajomi z zapartym tchem obserwowali jego liczne zwycięstwa w słynnym programie prowadzonym przez Stanisławę Ryster. Emeryt z Tarnowa specjalizował się w muzyce poważnej, w utworach największych kompozytorów. Jego maksymalna wygrana to 20 tys. zł.
– Lubiłem grać również dla adrenaliny, jednak zawsze uważałem, że prędzej zwyciężę w „Wielkiej Grze”, mimo że wymagało to dużo z mojej strony wysiłku, niż w totka.
Jan Gomoła już nie gra. Był trochę znużony ciągłymi „trójkami”, poza tym zniechęcił go nowy system Totalizatora.
– Marzyłem przynajmniej o takiej kwocie, która pozwoli mi zakupić znakomity sprzęt fotograficzny i wyjechać w piękne miejsca na Ziemi, by móc je sfotografować.
Przegrani w wielkiej kumulacji dodają sobie otuchy, jak tylko mogą: „Ok. 80 proc. wygrywających pozbywa się kasy do dwóch lat, a nierzadko ich rodziny też się rozpadają”. Wiadomo, pieniądze szczęścia nie dają. Pocieszają się nawet ci, którzy nie grają. Pewien forumowicz: „Pomyślałem przed chwilą 6 liczb. Sprawdziłem wyniki – dobrze, że nie zagrałem. Jestem 3 złote do przodu. Będzie na chleb”.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o