Miasto tylko na lato?

0
187
Zimą tarnowska starówka nie przyciąga turystów
REKLAMA

Normalne jest, że już późniejszą jesienią, zwykle od października, ruch turystyczny generalnie spada, później jest podobnie, a sytuacja nie dotyczy tylko znanych ośrodków w górach. W takim mieście jak Tarnów pojęcie martwego sezonu jest zdecydowanie bardziej widoczne – zaczyna robić się pustawo już we wrześniu, po zakończeniu szczytu urlopowego. Kiedy końcem września rozmawialiśmy z Dorotą Juruć, menedżerką hotelu i restauracji „U Jana”, już się skarżyła, że Tarnów właśnie wchodzi w martwy sezon, który potrwa do wiosny.– Trudno to oszacować, ale faktycznie – obecnie turystów w mieście mamy zdecydowanie mniej – mówi Marcin Pałach, dyrektor Tarnowskiego Centrum Informacji.
Nie wiadomo o ile mniej, zapewne dużo więcej niż o połowę. Zimą jednak bywają krótkotrwałe ożywienia – w ferie.
– Z tego powodu TCI pracuje także w niedziele. Podczas ferii jest większy ruch, niektórzy wracając lub jadąc w góry, zatrzymują się w Tarnowie i zwiedzają miasto. Ostatnio mieliśmy na przykład Ukraińców, którzy wracali ze świąt spędzanych w Zakopanem. Bywają turyści z Azji, którzy nawet zimą chętni są, by wybrać się do Zalipia, ale wcześniej oglądają naszą starówkę. W tym czasie działają też zimowiska pod Tarnowem i one również zwiększają trochę ruch.
Tarnów nie ma atrakcji, które byłyby magnesem przez cały rok. Tarnowska starówka jest piękna i cenna, ale najlepiej zwiedza się ją latem…
Jeśli chodzi o sporty zimowe – jest podobnie. W przeszłości na Górze Św. Marcina były tor saneczkowy i prymitywna skocznia narciarska, było też sztuczne lodowisko w hali „Jaskółka”. Już nie ma. Wprawdzie w okolicy Tarnowa jest do wyboru kilka ośrodków narciarskich ze sztucznym dośnieżaniem, ale mają lokalną renomę i korzystają z nich głównie mieszkańcy okolic.
– Moim zdaniem, problemem numer jeden, który nie odnosi się tylko do sezonu zimowego, jest lokalizacja Tarnowa, położonego pomiędzy Krakowem i Rzeszowem, gdzie rynek turystyczny ma większy potencjał – twierdzi Dariusz Ciborowski, dyrektor „Hotelu Krzyskiego”. – Ważny jest też charakter miasta. Tarnów nie leży w górach ani w ich pobliżu nie ma możliwości, by wynająć tu sobie pokój, a potem w 5‑10 minut dotrzeć na solidny stok narciarski.
– W zimie turyści u nas to jednostkowe przypadki – przyznaje Karolina Wolak, menedżerka ośrodka „Kantoria”, w którym funkcjonują hotel i kemping. –W zasadzie już we wrześniu kończy się sezon i do wiosny żyjemy głównie z klienta biznesowego, który korzysta z hotelu.W czasie martwego sezonu tarnowskie hotele i restauracje starają się przeżyć dzięki turystyce biznesowej, organizowanym w obiektach szkoleniom, weselom i innym imprezom rodzinnym lub firmowym.– Biznes? Owszem. Idzie to przodu, coraz więcej firm nocuje w naszym hotelu – mówi Dariusz Ciborowski. – Ale to tylko biznes. Dzień, dwa – i wyjazd. Latem problem jest dużo mniejszy, ogródki piwne, spacery, ogólnie więcej aktywności. Zima to zabiera i pozostawia nas na kilka miesięcy w hibernacji biznesowej. Miasto zamiera. Bardzo dobrym pomysłem jest festiwal komedii w Teatrze im. Solskiego. Może coś podobnego zimą? Może filmy o tematyce żydowskiej albo karnawał z jazzem? Pomysłów może być dużo. Trzeba w końcu opracować jakiś projekt, aby miasto turystycznie funkcjonowało też poza letnim sezonem. Coś, co mogłoby przetrwać dłużej i ściągnąć do Tarnowa więcej gości.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Opinie w treści
Zobacz wszystkie komentarze