Między Krakowem a Rzeszowem

0
196
ratusze
REKLAMA

– W Krakowie są lepsze warunki do rozwoju, inwestycje, nauka, postęp; Kraków to wreszcie jedno z ważniejszych miast w Polsce, kulturalna i historyczna stolica. Trudno byłoby miastu takiemu jak Tarnów kiedykolwiek „doskoczyć” do rangi Krakowa – możemy tylko z nadzieją patrzeć w tę stronę albo tam uciekać – mówi Andrzej, tarnowianin, ale trochę i rzeszowianin (studia) i niedoszły krakowianin (dwa lata pracy po studiach). – Z drugiej strony narzekamy na Kraków, bo odciąga od nas i pieniądze, i instytucje, a zatem miejsca pracy. Z Rzeszowem – w końcu to inne województwo – nie mamy wiele wspólnego poza rywalizacją żużlową – tu zresztą zwykle wygrywamy. Ale Rzeszów to miasto dość przestrzenne, w miarę czyste i rozwija się ostatnio szybciej niż Tarnów….

REKLAMA

 Bo Lwów przypadł Ukrainie…
– Świadomość socjogeograficzna tarnowian jest tradycyjnie taka, że za najbliższe centrum, najbliższe wielkie miasto uważają Kraków i w naturalny sposób ciążą w tamtą stronę. Rzeszów jest dla przeciętnego tarnowianina tylko bardziej na wschód i dalej od Krakowa, więc zasadniczo nie może być ważniejszy od Tarnowa. A jeśli z jakichś względów ma większe znaczenie –jako miasto wojewódzkie np. – to, oczywiście, niesłusznie – uśmiecha się Jacek Daniel, socjolog (obecnie krakowianin).
„Rzeszów został miastem wojewódzkim tylko dlatego, że jest wystarczająco daleko od Krakowa, a Lwów przypadł już Ukrainie! ” – dowodzi jeden z uczestników internetowej dyskusji poświęconej plusom i minusom najbliższych nam miast.
Jak dodaje Jacek Daniel, przeprowadzkę na stałe do Krakowa większość tarnowian odbiera jako awans społeczny, osiedlenie się w Rzeszowie – w najlepszym razie jako „drugą nagrodę”. Co na to tarnowscy „emigranci”?
– Kiedy zdecydowałem się przenieść do Rzeszowa, oczywiście spotkałem się z opiniami, że wynoszę się na koniec świata, na „daleki wschód” – mówi Piotr Widliński, aktualnie rzeszowianin. – Ale uważam, że Rzeszów nie jest złą opcją. To miasto powierzchniowo zbliżone do Tarnowa, ale większe jako środowisko, bardziej różnorodne, lepiej zorganizowane. Komunikacja jest tu sprawna, do centrum łatwo się dostać z każdego punktu, więcej placówek kulturalnych i obiektów sportowych ogólnego użytku, no i całkiem sympatyczne życie studenckie. O pracę też łatwiej niż w Tarnowie, choćby dlatego, że to wojewódzkie miasto i większe środowisko. Po studiach zostałem tu z własnego wyboru i chyba nie zamieniłbym tego miejsca ani na Tarnów, ani na Kraków. Rzeszów nie jest dla mnie tak ciasny jak Tarnów, a zarazem nie ma tych wad wielkiego miasta, jakie ma Kraków – np. korków czy faktu, że dojazd z osiedli na obrzeżach do centrum trwa godzinę i dłużej.
– Nie mogłabym mieszkać w Krakowie, bo nie mam dobrej orientacji w mieście, stale bym się gubiła. Rzeszów jest znacznie prościej skonstruowany, łatwo tu wszędzie trafić – ocenia Judyta, także aktualnie rzeszowianka. – Z drugiej strony, nikt mnie tu nie zna, z nikim nie kojarzy i nie ocenia pod tym kątem. To całkiem fajne.


Kraków, czyli wybór
– Wyjechałam z Tarnowa z tej prostej przyczyny, że po prawie pół roku poszukiwania pracy jedyne, na co mogłam liczyć bez stażu i odpowiednich znajomości, to telemarketing za kilkaset złotych miesięcznie – mówi Aneta Berke, obecnie krakowianka. – W Krakowie w dwa tygodnie znalazłam pracę z płacą parę razy lepszą. Nie była to żadna rewelacja, na kasie, ale wytrzymałam parę miesięcy, potem pracowałam w sklepach i firmach na różnych stanowiskach. Nie było łatwo, ale jak miałam dość, zawsze było gdzie odejść. Teraz z mężem mamy własną firmę, prowadzimy szkolenia dla różnych podmiotów. Radzimy sobie. Odwiedzam od czasu do czasu bliskich w Tarnowie, ale za tym miastem nie tęsknię – to taka życiowa pułapka, z której się wydostałam. Kraków to nasz dom i środowisko zawodowe, mamy tu ulubione restauracje, kluby muzyczne, teatry. Bo jest wybór. W Tarnowie trzeba lubić tylko to, co się ma.
Irena Wiśniewska, tarnowianka z pochodzenia, mieszka w Krakowie prawie pół wieku i choć nie zamierza wracać, dostrzega wady małopolskiej metropolii.
– Wielkie miasto, budowane – szczególnie ostatnio – bez planu i bardzo stłoczone, co odczuwamy i w komunikacji wewnątrzmiejskiej, i w powietrzu. Stary Kraków wokół rynku – owszem, odnawiany i rewaloryzowany – jest obecnie częścią miasta prawie wyludnioną, nie ma tam już zwykłych mieszkańców, tylko firmy, biura, banki, hotele. Mieszkańcy Lubomirskiej czy Mogilskiej jeszcze walczą o swoje mieszkania w centrum, ale przegrywają z wysokimi czynszami. Z drugiej strony, miasto obrasta w wieżowce i apartamentowce, czyli miejsca z definicji za drogie dla zwykłych mieszkańców. Krakowianie wynoszą się peryferie, czyli właściwie pod Kraków, centrum jest dla biznesu i turystów, którzy są częścią tego biznesu – to o te sfery głównie się dba. Nie jest to na pewno ten Kraków, który kiedyś wybrałam na miejsce do życia. Ale z Tarnowem łączy mnie dziś tak niewiele, że nigdy nie myślałam o powrocie.
– Trochę tęsknię, ale do takiego Tarnowa, jaki zapamiętałem z dzieciństwa – z kolegami i bez troski o pieniądze – uśmiecha się Robert Pietrzak, krakowianin od kilkunastu lat. – Zdarza mi się nawet czasem wyrwać tam na niedzielę, jak dokuczy mi ciągły pośpiech, walka z konkurencją, obowiązki. Pochodzę po Starówce, odwiedzę znajomych i to mnie na pewno odpręża, chociaż i zasmuca. Tu czas płynie jakby wolniej, ale też nie wyobrażam sobie już, że w takim „zatrzymanym” miejscu mógłbym żyć, utrzymać rodzinę, iść naprzód.
Konkluzją ubiegłorocznej debaty „Czy w Tarnowie da się żyć”, zorganizowanej przez Radio Kraków i PWSZ, była wypowiedź: „Chciałbym żyć w Tarnowie, ale mnie na to nie stać”. Koszty życia w Krakowie czy Rzeszowie są z reguły wyższe, za to w Tarnowie możliwości zarobkowania zbyt ograniczone nawet na miejscowe ceny. Koszt bycia miastem „pomiędzy” jest taki, że ludzie wyjeżdżają z Tarnowa w różnych kierunkach, a potem – już nie wracają.

 Wschód albo… smuga cienia
Co nie znaczy, że lubimy sąsiadów. Stosunek tarnowian do Krakowa nacechowany jest zarówno podziwem, jak i pretensjami, bo… Kraków jest za blisko.
– W ogólnej ocenie skazuje to Tarnów na życie w cieniu Krakowa – łagodnie mówiąc, bo spotkałem się też z opiniami, że Tarnów jest „pożerany” przez Kraków, okradany przez krakowskich decydentów itp. – mówi Jacek Daniel. – Tarnowianie nie lubią też wcale krakowian – uważają ich za zarozumiałych, skąpych i drobnomieszczańskich. Z kolei rzeszowianom z upodobaniem wytykają plebejskie albo „wschodnie” korzenie.
„Wy jesteście Małopolska, a tu według was jest Ukraina. I boli was to, że ta nędzna Ukraina jeszcze jakoś sobie radzi. Mało tego – zamierzamy sobie radzić lepiej od was. A wy patrzcie dalej na Kraków!…” – natrząsa się z tarnowian rzeszowski internauta. „Żadna z was Ukraina, ale Ukraina to już byłoby coś, prawda? Tymczasem Rzeszów znany jest z tego, że nie jest znany z absolutnie niczego” – odcina się dyskutant z tarnowskiej strony.
– Pamiętam Tarnów jako miasto zakompleksione. Dowodzenie, że lepiej niż w Tarnowie jest nie tylko w Krakowie, ale i w Rzeszowie czy Nowym Sączu, było zawsze na porządku dziennym i pewnie dalej jest – mówi Jan, dziś rzeszowianin. – Ale i rzeszowianie mają sporo kompleksów, nie tylko w stosunku do Krakowa.
– Nie przeceniałbym oryginalności ani samodzielności rzeszowian, ale pracując tam i w Tarnowie, odniosłem wrażenie, że Rzeszów to jednak miasto bardziej otwarte na inicjatywy, zwykle łatwiej tam coś załatwić, kogoś do czegoś namówić. Oni bardziej tam doceniają, że coś się w ogóle dzieje. Tarnów jest bardziej ostrożny i… senny – twierdzi Maciej, biznesmen prowadzący interesy w całej południowo ‑wschodniej Polsce.
„Tarnów? Miasto powiatowe gdzieś między Krakowem a Dębicą… Niezły deptak, zawody żużlowe, poza tym właściwie nic ciekawego… Nawet Dunajec go omija…. Tarnów to piękne, historyczne miasto, a Rzeszów jest bez wyrazu… Tak, ale Tarnów ma 20‑procentowe bezrobocie, dziurawe i ciasne drogi, ogólny marazm, no i brudny jak typowe galicyjskie miasteczko… Owszem, Rzeszów jest dość czysty, ale nudny… Nieprawda, to piękne miasto, ma uczelnie i zabytkowy Rynek! A właściwie czemu porównujemy się z Tarnowem, a nie z Tarnobrzegiem czy Przemyślem? ” – to opinie ścierające się na rzeszowskim forum dyskusyjnym.
A na krakowskim jest tylko gorzej. „Tarnów to podkrakowskie zadupie! Kto pomieszkał choć rok‑dwa w Krakowie, nie zechce do tego grajdołka wracać… Dla krakusów właściwie mogłoby nas nie być, nie odczuliby różnicy…Cóż, w odległości 70 km od miasta takiego jak Kraków trudno nie być ubogim krewnym! Ludzie, czemu my się ciągle porównujemy z Krakowem? Nigdy nie będziemy jak Kraków, możemy go tylko nieudolnie przedrzeźniać!… A czego tak Krakowowi zazdrościć? Korki, smog, zapyziałość… No, a w Tarnowie oczywiście górskie powietrze i metropolia? To czemu tak stamtąd uciekacie?!”
Damian, turysta z centralnej Polski, który ostatniego lata przejechał rowerem Polskę południową z zachodu na wschód, odnotowuje w swoim blogu: „Kraków pamiętam jako zabytkowy do kwadratu, ale duszny i przytłaczający. W Tarnowie odpocząłem w pejzażu naprawdę ładnej Starówki – przystępne ceny w restauracjach! Z Rzeszowa pamiętam głównie przejazd przez miasto i bulwary nad Wisłokiem…”
– Ja pochodzę z Przemyśla, z perspektywy tarnowskiej to raczej odległy i obojętny region – uśmiecha się Andrzej Szpunar, dyrektor tarnowskiego Muzeum Okręgowego. – Żywię pewien podziw dla Podkarpacia, jeśli chodzi o stan dróg lokalnych – gdy się wyjeżdża z tarnowskiego w tamtą stronę, od razu widać poprawę. Natomiast co do Krakowa, to sądzę, że w cieniu tego miasta spokojnie możemy sobie funkcjonować – musimy tylko im zabrać tak jedną dziesiątą turystów…

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments