Miejski strażnik od wszystkiego

0
96
REKLAMA

Z otwartego okna kamienicy przy ul. Lwowskiej w Tarnowie wystawały… czyjeś nogi. Zobaczył to jeden z mieszkańców budynku i niecodzienny widok mocno go zaniepokoił, więc zatelefonował do straży miejskiej. Wezwani na pomoc strażnicy weszli do mieszkania i szybko okazało się, że przyjechali w samą porę. Na łóżku leżał mężczyzna, który zasłabł i nie mógł się ruszyć. Zaalarmowana karetka pogotowia zawiozła go do szpitala.
Podobnych przykładów interwencji strażnicy miejscy mają dużo, bo tarnowianie coraz częściej telefonują na ich numer alarmowy. W ciągu zaledwie czterech lat liczba spraw zgłaszanych przez mieszkańców do straży miejskiej wzrosła o ponad 90 procent. Jeśli w pierwszych sześciu miesiącach 2008 roku strażnicy przyjęli 3 135 zgłoszeń od mieszkańców, to w tym samym czasie 2012 roku było ich już 6 049.
W oddziale patrolowym tarnowskiej straży miejskiej pracuje 40 osób. Codziennie na ulice wychodzi cztery lub pięć samodzielnych patroli straży, nocą i wieczorem jest ich dwa lub trzy.
Z czym najczęściej zwracamy się do straży miejskiej? Najwięcej, bo około 40 proc. interwencji dotyczy nieprawidłowości w ruchu drogowym, zwłaszcza złego parkowania i pozostawiania samochodów na chodnikach lub przed wjazdami do bram. Reszta to kwestie związane z zakłócaniem codziennego życia, np. ciszy nocnej, utrzymaniem porządku w miejscach publicznych i na prywatnych posesjach, piciem alkoholu w parkach i na placach zabaw dla dzieci bądź tzw. nieobyczajnych wybryków – czyli np. publicznego załatwiania potrzeb fizjologicznych. Do czerwca tego roku tarnowianie zgłosili 4,4 tys. takich spraw, podczas gdy w pierwszym półroczu 2008 było ich niecałe dwa tysiące.
Tadeusz Pawlik, komendant Straży Miejskiej w Tarnowie uważa, że tarnowianie mają teraz większą świadomość, dobrze wiedzą, czym się zajmują strażnicy, znają numery telefonów, przekazują sobie informacje, jak należy postąpić, gdy wydarzy się coś niespodziewanego. – Staramy się nie odmawiać i reagować na każde zgłoszenie – zaznacza szef tarnowskich strażników.
W efekcie strażnicy interweniują czasem w przedziwnych sprawach. Nie tylko ratują nieprzytomnych ludzi z pożaru, jak niedawno miało to miejsce na ul. Targowej lub Mościckiego, ale też łapią zwierzęta: jaszczurkę, którą ktoś ukradł ze sklepu zoologicznego, czy egzotycznego legwana biegającego między blokami na ul. Wojska Polskiego.
Kiedyś z jednego z mieszkań w centrum miasta dochodziły przeraźliwe męskie wrzaski, które zaniepokoiły mieszkającą za ścianą kobietę. Wezwani na pomoc strażnicy zastali wrzeszczącego lokatora w niecodziennej pozycji: mężczyzna kucał przy ścianie z głowę zaklinowaną między kaloryferem a stojącą tuż obok meblościanką. Jak się okazało, 58‑latek przewrócił się i zablokował, ale nikogo w pobliżu nie było, więc krzyczał, by sprowadzić pomoc. Do podobnego zdarzenia doszło w mieszkaniu samotnie mieszkającej, starszej kobiety. Tarnowianka zasłabła i przewróciła się, nie mogła wstać o własnych siłach, ale dosięgła miotły i jej długim kijem stukała w ścianę, aż zaniepokoiło to sąsiadkę. Wezwani strażnicy zatelefonowali po pogotowie, które odwiozło staruszkę do szpitala. Z pomocy zupełnie innych służb trzeba było skorzystać, gdy strażnicy zostali wezwani przez sąsiadów lokatora odciętego od prądu mieszkania – mężczyzna na metalowej tacy palił gazety, ponieważ chciał mieć jasno w mieszkaniu.
Niektórzy chcą wykorzystać strażników w sąsiedzkim sporze. Informują, że sąsiad zamiast węgla pali w piecu odpady albo układa drzewo na ogólnodostępnej drodze. – Często odstępujemy w takich sprawach od skierowania wniosku do sądu, uznając, że powinny to zrobić zwaśnione strony – mówi Tadeusz Pawlik.
Niedawno pewna tarnowianka wpadła na nietypowy pomysł, jak zaszkodzić znienawidzonej sąsiadce. Najpierw drażniła jej psa, a potem wzywała strażników. Nie wiedziała, że sąsiadka ma zamontowany monitoring i zarejestrowana przez kamery sytuacja jednoznacznie wskaże winną.
Nie brak też przypadków, gdy tarnowianie wzywają strażników w zupełnie nieuzasadnionych przypadkach. Niedawno ktoś zadzwonił ze skargą, że nad budowanym odcinkiem autostrady unosi się mgła i pył. Kiedyś pewien mężczyzna zaalarmował strażników, iż w jego mieszkaniu jest złodziej. Tarnowianin oświadczył, że zamknął opryszka w środku. Jednak przybyły na miejsce patrol stwierdził, że w mieszkaniu nikogo nie było, wówczas mężczyzna po kolei wskazywał miejsca, gdzie mógł schować się złodziej: w szafie, wersalce, nawet w stojącym zegarze… Oczywiście żadnego złodzieja nie było.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o