Młodzi na haju

0
140
na-haju
REKLAMA

– Wszyscy palą – mówi Monika. – Jest fajnie, łapie się luz, ludzie bez ściemy opowiadają o sobie, a tego nam potrzeba. Wcześniej piliśmy piwo, ale po trawie czy haszu jest weselej.
Kacper dodaje:
– Dziewczyny takie, bardziej chętne po prochach, same nas podrywają i zachęcają do seksu, są bardziej odważne niż chłopcy.
– W piątek i w sobotę piję i biorę prochy, wracam do domu, kiedy starzy już śpią, zabiliby mnie, gdyby się dowiedzieli, co robię – dodaje Monika. – W niedzielę jestem już grzeczną dziewczynką, idę z nimi do kościoła i biorę się za lekcje. A Kacper trochę przesadza, może zdarzyło się parę razy, ale wszyscy tak robią. Mama chyba się domyśla, że czasem biorę, i robi mi kazania, ale nawet jej nie słucham, nie jestem przecież żadną ćpunką.
Bartek jest z nich najstarszy i wszyscy mu mówią, że z prochami powinien skończyć.
– Nawet nie będę tego słuchał, skończę, kiedy ja będę chciał – mówi. Twierdzi, że po amfie może nie spać kilkadziesiąt godzin, wtedy czyta i pisze wiersze. Nikomu by ich nie pokazał, ale są dla niego ważne. Twierdzi, że wyraża w nich samego siebie, takiego prawdziwego. – Nie pracuję, bo pieniądze mam z handlu zielem, przywożę większą partię z Krakowa od zaprzyjaźnionego dilera i rozprowadzam wśród znajomych. A jak mi się nie chce, to dość jest chętnej młodzieży do pomocy – dostaną działkę i obskoczą za mnie parę miejsc.
Paweł jest jednym z jego sprzedawców.
– Jak idę ulicą i mam to w kieszeni, to serce podchodzi mi ze strachu do gardła. Jak przejeżdża radiowóz policyjny, to prawie jestem przekonany, że to po mnie, adrenalina mi się podnosi, aż zaczyna boleć mnie głowa. Paweł narkotyków nie zażywa. Brał kiedyś, ale nie czuł się po tym dobrze, woli wódkę. – Jak dobrze rozplanuję picie, to jestem na przyjemnym rauszu przez całą noc.
Iwona po prawie roku wróciła niedawno do Brzeska, była u rodziny z matką – to jest oficjalna wersja dla znajomych i dalszej rodziny.
– Tak mi odwaliło po prochach, że wylądowałam w psychiatryku, ale teraz jestem już czysta, nie biorę od kilku tygodni. Trochę się boję, matka mnie pilnuje, ale ciągnie mnie. Mój terapeuta mówił, że muszę zerwać ze wszystkimi, z którymi brałam, ale dalej spotykam się z kolegami z paczki. Nie wiem, jak długo wytrzymam… Iwona zakochała się w Jurku, to on namówił ją na pierwszą działkę, po kilku miesiącach już wynosiła rzeczy z domu, okradła babcię, podbierała pieniądze koleżankom, sama handlowała narkotykami, a kiedy to nie wystarczyło, chodziła do łóżka z dilerami, byle tylko móc dostać towar.
Młodzi podkreślają naiwność rodziców i nauczycieli.
– Są po prostu śmieszni – twierdzi Iwona. – Najbardziej ubawiło mnie, jak dyrektorka naszej szkoły opowiadała jednej dziennikarce o tym, że w szkole jest monitoring i dilerzy nie mają do niej żadnego dostępu. No może faktycznie do szkoły nie wchodzą, ale już za jej rogiem można kupić wszystko, czego dusza zapragnie. Monika śmieje się też się ze swojej mamy: – Zawsze wysępię od niej trochę pieniędzy, mówię, że to na kosmetyki, podpaski albo na bluzkę. Nie grzebie w moich rzeczach, więc nie wie, czy coś faktycznie kupiłam. Ojciec mieszka z nową rodziną, więc jeszcze łatwiej naciągnąć go na kasę, bo ma wyrzuty sumienia. Na narkotyki i na piwo nigdy mi nie brakuje, a jak już kieszeń mam pustą, to robię spacer za Bartka i parę dyszek wpadnie. Nie, nie jestem zdemoralizowana, każdy żyje, jak chce i nie ma w tym nic złego.

REKLAMA

***

Policjanci z wydziału prewencji brzeskiej komendy twierdzą, że narkotyki są wśród nastolatków modne, a ich ceny stale spadają.
– Z naszych danych wynika, że narkotyki trafiają do Brzeska z Krakowa i Tarnowa, to tam zaopatrują się w nie dilerzy – wyjaśnia komisarz Jarosław Dudek. –Do obrotu trafiają także konopie indyjskie z domowych hodowli.
Policjanci obliczyli, że w ciągu dwóch ostatnich lat cena narkotyków spadła o około 30 procent – na działkę marihuany czy nawet amfetaminy stać teraz każdego nastoletniego uczestnika dyskoteki.
Policjanci zdają sobie zapewne sprawę z tego, że ci, których złapią na handlu, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. W ich ręce wpadają najczęściej drobni sprzedawcy, którzy nawet nie wiedzą, dla kogo pracują.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments