Moda na patrzenie z góry

0
130
drony
REKLAMA

Nazwa „dron” wciąż niewiele mówi przeciętnemu Polakowi. Kojarzy ją najczęściej z bezzałogowymi samolotami używanymi przez Amerykanów do walki z terrorystami. Tymczasem należy rozróżnić drony wojskowe od dwu‑trzymetrowych dronów cywilnych lub tzw. mikrodronów (quadrocopterów). Eksperci nie mają wątpliwości, że już wkrótce drony opanują także świat cywilny i będą wykorzystywane w celach komercyjnych.
A możliwości ich zastosowania są niemal nieograniczone, mogą np.: śledzić ruch drogowy i informować o wypadkach, pożarach, koordynować akcje ratunkowe na morzu i w górach, pomagać w szacowaniu strat powodziowych itd.
Ostatnio coraz większą popularność zdobywają wśród pasjonatów fotografowania i kręcenia filmów z lotu ptaka. Pojawiła się przy okazji moda na filmowanie ślubów i wesel z powietrza – z innej niż dotąd, zaskakującej perspektywy. Pomocne w tym są quadrocoptery, czyli niewielkie i lekkie drony wyposażone w aparat fotograficzny lub kamerę. Rzadziej używane są hexacoptery – urządzenia latające o większej mocy, zdolne unieść w górę sprzęt o wadze nawet trzech kilo.
W Tarnowie jest już grupka osób zafascynowanych możliwościami fotografowania i filmowania przy pomocy dronów lub jak kto woli – wielowirnikowców. Na tarnowskim niebie pierwsze zdalnie sterowane quadrocoptery pojawiły się przed dwoma laty. Jeden z pierwszych należał do tarnowskiego fotografa Łukasza Fusa, który przyznaje, że to kosztowne hobby.
– Jak zaczynałem, nie było łatwo. Gotowy sprzęt był bardzo drogi i postanowiłem sam go sobie złożyć z zakupionych części. Ten składak kosztował mnie i tak kilka tysięcy złotych, ale dodatkowo zyskałem bezcenną wiedzę o całym mechanizmie – opowiada. – Dziś gotowe zestawy można już kupić za 1,5‑2 tysięce złotych, co nie jest zbyt wygórowaną sumą.
Łukasz Fus z upodobaniem fotografuje miejskie panoramy z lotu swojego wielowirnikowca i zamieszcza je m.in. na Facebooku – na stronie „Tarnów z powietrza”. Opanował już dobrze sztukę pilotażu, choć początki nie były łatwe – niejednokrotnie jego latający model lądował w krzakach. Dziś nie ma z tym problemu, radzi też sobie z szybkim reagowaniem na powietrzne przeszkody, omijaniem nadajników zakłócających sygnał itp. Operuje zazwyczaj w promieniu 500‑600 metrów. Dalej nie odlatuje, by nie stracić kontroli nad maszyną.
Lubi „przyglądać się” miastu z lotu wielowirnikowca.
– To zupełnie inny wymiar i spojrzenie na miejsca; także te, które znamy i codziennie mijamy. To możliwość dostrzeżenia i sfotografowania czegoś, co z pozycji ziemi jest niedostrzegalne…
Na razie konkurencja w powietrzu nie jest zbyt wielka, drony nie wpadają na siebie, ale wciąż nowe wzbijają się w górę. Wykorzystują je m.in. fotoreporterzy do dziennikarskich celów, wydawcy czasopism i przewodników, także w Tarnowie. W Internecie krąży wiele filmików i zdjęć, głównie miejskich krajobrazów, wykonanych z wysokości kilkudziesięciu i więcej metrów. Niektórzy obawiają się, że uzbrojone w obiektyw latające maszyny mogą bezkarnie naruszać prywatne przestrzenie – robić zdjęcia z ukrycia, „zaglądać” w okna mieszkań itp.
Jednakże dotychczas policja ani Straż Miejska w Tarnowie nie odebrały zgłoszeń o nadużyciach ze strony pilotów wielowirnikowców.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments