Najpierw strzelali, później brali pieniądze

0
160
Gang „kantorowców” działał w niezwykle brutalny sposób; najpierw tropili wytypowane ofiary i strzelali do nich, a dopiero potem sprawdzali, czy mają przy sobie pieniądze

Nim nastąpi jego finał, odbędzie się co najmniej kilkanaście rozpraw. W całej tej sprawie przewija się także jeden wątek tarnowski, ale nie można wykluczyć, że w przyszłości pojawi się również drugi. To już jednak zależy od ustaleń i decyzji prokuratorskich.
Na czas rozpraw w tarnowskim Sądzie Okręgowym znowu obowiązują zaostrzone środki bezpieczeństwa: wzmożona obstawa policyjna, specjalna sala nr 254, szczegółowa kontrola każdej osoby, która ma wejść do tej sali. Wiadomo, że część oskarżonych jest transportowana do Tarnowa z różnych zakładów karnych, ale tajemnicą pozostaje, gdzie konkretnie zostali oni osadzeni. Ubrani są w charakterystyczne czerwone uniformy, przewidziane dla przestępców szczególnie niebezpiecznych.
– Rozpoczęliśmy drugą część tego procesu, który u nas trwa od marca – informuje Tomasz Kozioł, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Tarnowie, także przewodniczący składu sędziowskiego w tym procesie. – Na ławie oskarżonych znajduje się 14 osób. Przedstawiono im 44 różne zarzuty dotyczące przestępstw dokonywanych w zmieniających się składach osobowych. Najcięższe odnoszą się do pięciu zabójstw oraz do dwóch usiłowań zabójstw.

Skromny plantator truskawek…
Głównymi oskarżonymi są Wojciech W. i Tadeusz. G., którzy odbywają już wyroki dożywocia za inne zabójstwa właścicieli kantorów. Od 11 lat przebywają w zakładach karnych na mocy wcześniejszych prawomocnych wyroków wydanych przez inny sąd.
Wojciech W., lat 40, pochodzi z niewielkiej miejscowości w woj. świętokrzyskim, jest kawalerem, był bezrobotny, znajdował się na utrzymaniu rodziców. Tadeusz G., lat 58, uważany za mózg grupy dokonującej przestępstw, również pochodzi z Kielecczyzny. Ma rodzinę. W swojej wiosce postrzegany był jako zwyczajny rolnik, niczym niewyróżniający się plantator truskawek.
Do zarzucanych mężczyznom w obecnym akcie oskarżenia zbrodni doszło w latach 2006‑2007 na terenie województw małopolskiego i podkarpackiego. Wojciechowi W. zarzucono dokonanie pięciu zabójstw i dwukrotne usiłowanie zabójstwa, a także kradzieże, włamania i rozboje. Przestępstwa były popełniane w różnych miejscowościach woj. podkarpackiego, małopolskiego i świętokrzyskiego, między innymi w Przeworsku, Tarnowie, Olkuszu, Domaszowicach, Daleszycach, Cedzynie, Miąsowej. Tadeusz G. usłyszał zarzuty czterech zabójstw i dwóch usiłowań zabójstw oraz rozbojów, włamań i kradzieży na terenie Podkarpacia i Małopolski. Innemu podejrzanemu, Adamowi M., postawiono zarzut jednego usiłowania zabójstwa, a także dokonania rozbojów i kradzieży.
Do zarzucanych czynów przyznał się Wojciech W., reszta oskarżonych albo tylko do niektórych z nich, albo nie przyznaje się do żadnych.


Najpierw zabijali
Gangowi „kantorowców” przypisuje się niezwykle brutalny sposób działania; najpierw tropili i strzelali do swoich ofiar, a dopiero potem sprawdzali, czy mają przy sobie pieniądze.
– Pierwsza część procesu koncentrowała się na najpoważniejszych zarzutach: zabójstwach i ich usiłowaniach, oskarżeni złożyli wyjaśnienia, przesłuchani zostali także świadkowie, których zgłosił prokurator. W samym akcie oskarżenia występuje 130 świadków – mówi sędzia Kozioł.
W styczniu 2007 roku „kantorowcy” zawitali także do Tarnowa. W pobliżu ul. Bitwy pod Studziankami zginął mężczyzna, gdy nieznani wówczas sprawcy oddali do niego strzały z broni palnej. Miał 57 lat, był właścicielem kantoru znajdującego się w centrum miasta. Wracał z pracy do domu, nie miał przy sobie pieniędzy.
W tym samym okresie do próby zastrzelenia właściciela kantoru doszło również w nieodległej Dębicy.
– W obecnej, drugiej odsłonie procesu do końca października planujemy przesłuchać kolejnych świadków, w następnych miesiącach przeprowadzone zostaną inne dowody, mogą pojawić się także inni świadkowie. W tym przypadku chodzi o przestępstwa związane głównie z włamaniami, rozbojami, kradzieżami, zaborem pojazdów w celu krótkotrwałego użycia. Przewidujemy kilkanaście rozpraw, w pierwszej części odbyło się ich piętnaście. Finał procesu może nastąpić na przełomie lutego i marca przyszłego roku – zapowiada Tomasz Kozioł.
To jeden z najpoważniejszych procesów, które w ciągu ostatnich lat odbywały się w Sądzie Okręgowym w Tarnowie. Początkowo miał się on toczyć w Krakowie, lecz Sąd Apelacyjny zdecydował inaczej. Jednym z powodów był fakt, że w Tarnowie doszło do zbrodni popełnionej przez „kantorowców”.

Nierozwikłana zagadka
Nie można jednak wykluczyć, że w historii brutalnego gangu z Kielecczyzny znajdzie się także drugi wątek tarnowski. Jak informowaliśmy kilka miesięcy temu, prokuratura powróciła do sprawy zabójstwa znanego w Tarnowie cinkciarza, Andrzeja P. W lutym 1992 roku został on zastrzelony z pistoletu na drodze lokalnej wiodącej do Czarnej podczas wieczornego powrotu do domu samochodem. Sposób działania sprawców, których wówczas nie ustalono, po latach przypominał metodę stosowaną przez gang „kantorowców”. Czy to ta grupa stała za sprawą zabójstwa Andrzeja P.? – Na razie mówimy o jednej z zakładanych hipotez – odpowiada Mieczysław Sienicki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie. – Sprawa jest skomplikowana, ma charakter poszlakowy, wciąż prowadzimy czynności, które być może rzucą na nią nowe światło.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o