Nauczyciel się „reperuje”

0
164
nauczycielskie-urlopy
REKLAMA

W czasie swojej kariery zawodowej nauczyciel może trzykrotnie pójść na płatny roczny urlop, aby podreperować zdrowie. Mogą o niego występować prawie wszyscy stojący przed tablicą i objęci Kartą Nauczyciela pracownicy oświaty z pominięciem tych, którzy zatrudnieni są w szkołach niepublicznych. Są jednak pewne warunki. Trzeba siedmiu lat pracy w szkolnictwie, żeby nauczyciel mógł po raz pierwszy skorzystać ze zdrowotnego urlopu. O urlop może się starać tylko nauczyciel, który jest zatrudniony w pełnym wymiarze zajęć na czas nieokreślony. O następny ubiegać się będzie mógł nie wcześniej, niż po upływie roku od zakończenia poprzedniego urlopu.
Są dwie teorie tłumaczące obecny wzrost liczby nauczycieli „ratujących zdrowie”. Urlop jest przywilejem, może on jednak zostać zniesiony lub zmodyfikowany, dlatego nauczyciele chcą go wykorzystać teraz. Innym powodem jest niż demograficzny – urlop ma być ucieczką przed zwolnieniem. Za urlopy płacą samorządy – od 60 do nawet 150 tys. zł za trzykrotne skorzystanie w ciągu kariery zawodowej. Polskie samorządy wydają każdego roku na nauczycielskie urlopy zdrowotne około 600 mln zł.
Masowe korzystanie z rocznych urlopów oznaczać może komplikacje kadrowe dla szkoły, a dla samorządu dodatkowe obciążenie finansowe. Gminy chciałyby, aby ciężar ich finansowania wziął na siebie Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a decyzję o urlopie podejmowali specjaliści zakładu. Obecnie, zanim nauczyciel wystąpi o urlop dla poratowania zdrowia, tylko lekarz musi orzec, że taki urlop jest potrzebny.
W Tarnowie wzrosła liczba nauczycieli przebywających na urlopach dla poratowania zdrowia. – Bardzo rzadko mamy w tej chwili urlopy krótsze niż rok – mówi Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa. – W Karcie Nauczyciela jest wyraźnie napisane, że to dyrektor szkoły udziela takiego urlopu, ale proszę mi znaleźć dyrektora, który odmówi nauczycielowi, mając przed sobą zaświadczenie od lekarza? W Tarnowie raz tylko jedna z dyrektorek odważyła się odmówić, w rezultacie nauczycielka nie skorzystała z urlopu, zrezygnowała również z pójścia do Sądu Pracy. Właśnie w sądzie kończą się najczęściej odmowne decyzje, a stroną wygraną jest przeważnie nauczyciel.
– Nie tylko nauczycielski zawód obciąża człowieka, tymczasem urlopowy przywilej jest przypisany jednej grupie zawodowej – Bogumiła Porębska stara się dobierać właściwe słowa. – Nauczyciel, tak jak górnik, pielęgniarka, kierowca autobusu czy ktokolwiek inny, ma prawo do choroby i prawo do działań, które pozwolą mu do zdrowia wrócić. Jest coś takiego, jak na przykład świadczenie rehabilitacyjne w ZUS. Koszty ponosi wtedy Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a nie organ prowadzący szkoły, czyli miasto. Jest duża łatwość w sięganiu po urlopy dla poratowania zdrowia, a jak coś jest łatwe, to może prowadzić do nadużyć.

REKLAMA

***

Nie jest dla nikogo tajemnica, że większość nauczycielskich urlopów „dla poratowania zdrowia” to po prostu długie i płatne urlopy wypoczynkowe, które pedagodzy różnie wykorzystują, często także na… dodatkową pracę. Na dobrą sprawę nikogo nie dziwi „ratujący zdrowie” pedagog, który w trakcie tego ratowania daje zwiększoną liczbę korepetycji, dorabia w szkole językowej lub oddaje się innej działalności zarobkowej. Nauczyciele nie widzą w tym nic zdrożnego: jest możliwość, państwo płaci, idziemy na roczny urlop, a jak „ratujemy zdrowie”, to już nasza sprawa…
Ostatnio okazało się jednak, że za kontrolę nauczycielskiego „ratowania zdrowia” wzięły się samorządy. Wprowadzone na początku lutego zarządzenie wójta gminy Dębica, dotyczące kontroli nauczycielskich urlopów dla poratowanie zdrowia przyniosło pierwszy efekt – dyrektor jednej ze szkół, nie chcąc puścić nauczyciela na urlop, odwołał się do Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy, a ten zdecydował, że nauczycielowi urlop się nie należy.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o