Nauczyciele muszą odejść

0
102
REKLAMA

Tę trudną sytuację zmienić może na lepsze tylko i wyłącznie dobry nabór do klas pierwszych. Im więcej uczniów zgłosi się do szkół, tym więcej nauczycieli będzie. – Jak nie ma dzieci, to w szkole nie ma co robić. To nie fabryka, że da się przestawić na inną linię produkcyjną – mówią w magistracie.
Niż i reforma sieją spustoszenie
Kadrową sytuację w przedszkolach magistraccy urzędnicy nazywają „w miarę ustabilizowaną”. Prawie wszystkim nauczycielkom z likwidowanych placówek udało się znaleźć pracę w innych przedszkolach oraz w szkolnych oddziałach zerowych. Niektóre z pań skorzystały również z praw emerytalnych. – Co do szkół podstawowych z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że sytuacja nie ulegnie pogorszeniu, ponieważ ruchy uczniów we wrześniu są już niewielkie – przewidziano do zwolnienia 30 pracowników, są to głównie osoby zajmujące się nauczaniem zintegrowanym – mówi Bogumiła Porębska, dyrektorka Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa. Ci dyrektorzy, którzy mieli taką możliwość proponowali nauczycielom godziny w świetlicy, uzupełniając w ten sposób niepełne etaty. Wystarczy bowiem, że szkołę opuści rocznik większy choćby tylko o jeden oddział od tego, który ma przyjść we wrześniu, a sytuacja już się komplikuje. Wiele zmieni się w momencie, gdy do szkoły ruszą obowiązkowo wszystkie sześciolatki – wraz z nimi szansę na powrót do pracy zyska część nauczycieli. Pytanie tylko, czy 2014 rok rzeczywiście stanie się rokiem przełomowym? – Sądzę, że reforma nie będzie dalej odkładana i w pierwszym roku jej obowiązywania pojawią się w tarnowskich szkołach podstawowych dwa najliczniejsze roczniki – tak wynika z danych demograficznych – czyli ponad 2 100 dzieci – kontynuuje Bogumiła Porębska. Oczywiście dyrektorzy szkół nadal będę mogli tworzyć u siebie oddziały przedszkolne dla pięciolatków i czterolatków, jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie ze strony rodziców.
W gimnazjach liczba nauczycieli również się zmniejszy, prawdopodobnie o kilkanaście osób. Magistrat nie podaje konkretnych danych, ponieważ sytuacja w gimnazjach jest jeszcze nieustabilizowana ze względu na trwający nabór. Wszystko się wyjaśni w lipcu.
– O niżu demograficznym mówi się od kilku lat i on rzeczywiście nas dosięgnął. Ten i następny rocznik to zapaść demograficzna w szkołach ponadgimnazjalnych – twierdzi Bogumiła Porębska. Na to nałożyła się nowa podstawa programowa, która we wszystkich typach szkół ponadgimnazjalnych ograniczyła przedmioty ogólnokształcące w pierwszym roku nauki. Rozszerzenia rozpoczną się od drugiej klasy, czyli jest szansa, że od września 2013 roku ci nauczyciele, którzy mają teraz niepełny wymiar godzin – a jest ich naprawdę wielu – odzyskają część zajęć.
– Sytuacja kadrowa w szkołach ponadgimnazjalnych przypomina loterię, bardzo dużo będzie zależało od wyników naboru. Patrząc jednak realnie, zwolnienia objąć mogą ponad 100 nauczycieli – szacuje szefowa edukacji, wyrażając nadzieję, że tarnowskie szkoły przyciągną jak najwięcej uczniów. – Dobra jakość nauczania przekłada się na wyniki z jakimi młodzi ludzie kończą nasze szkoły. Jest to doceniane.
„Parasol” nie dla wszystkich
Maleją szanse na przetrwanie tych, których nie chroni Karta Nauczyciela i związki zawodowe. Dyrektorzy po raz kolejny znaleźli się w sytuacji nie do pozazdroszczenia.
Na przegranej pozycji stoją na przykład pedagodzy z krótkim stażem, a fakt, że wielu z nich wyróżnia się bardzo dużym zaangażowaniem, skutecznością i świetnymi relacjami z młodzieżą, nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia.
W Zespole Szkół Ekonomiczno‑Gastronomicznych w Tarnowie z pracą będzie musiała pożegnać się czwórka nauczycieli: polonista, germanista, wuefista i anglista. Wielu pozostałych przejdzie z pełnego na część etatu. – Reforma ograniczająca liczbę przedmiotów ogólnokształcących oraz niż demograficzny nałożyły się na siebie – potwierdza dyrektor Jerzy Feret, nie kryjąc, że Karta Nauczyciela w żaden sposób nie pomaga mu w podejmowaniu decyzji dotyczących ograniczenia liczby etatów. Poza tym jej zapisy wcale nie gwarantują, że w szkole zostaną najlepsi pedagodzy.
Ewa Witecka, dyrektorka XVI Liceum Ogólnokształcącego, nie dała nikomu wypowiedzenia z artykułu 20. Karty Nauczyciela, który mówi, że dyrektor może pożegnać się z pracownikiem w razie zmian organizacyjnych, powodujących zmniejszenie liczby oddziałów w szkole, lub zmian planu nauczania, uniemożliwiających dalsze zatrudnianie nauczyciela. – Do arkusza organizacyjnego podeszliśmy bardzo ostrożnie. Ponieważ zawarte w nim dane przekładają się na finanse, więc zrobiliśmy przydział tylko na dwie pierwsze klasy. Nauczyciele wyrazili zgodę na zmniejszenie liczby godzin, w ten sposób wspólnie zdecydowaliśmy o obcięciu etatów. Mamy jednak nadzieję, że dokonamy naboru do minimum trzech klas. Im więcej uczniów przyjdzie do nas, tym lepiej.
– Dyrektorzy szkół stanęli przed poważnymi dylematami – podsumowuje Bogumiła Porębska. – Z jednej strony mają pracowników prawnie chronionych, z drugiej osoby posiadające prawo do emerytury i niekoniecznie chcące z niego skorzystać, a z trzeciej tych, którzy nie mają żadnego „parasola”, a pracują równie dobrze, a czasem może nawet lepiej od pozostałych. Nic dziwnego, że do Sądu Pracy trafia coraz więcej spraw kierowanych tam przez zwolnionych nauczycieli.
15 czerwca zakończył się etap składania dokumentów do szkół ponadgimnazjalnych. – Teraz poznamy liczbę potencjalnych kandydatów. Oby powtórzył się scenariusz z zeszłego roku. Jeśli nabór będzie dobry, to część nauczycieli odzyska lub uzupełni swoje etaty – z nadzieją mówi dyrektor Porębska. Zwolnienia dotykają obecnie wszystkich: polonistów, wuefistów, fizyków, geografów i długo by jeszcze wymieniać. Wyjątek stanowią ci, którzy uczą przedmiotów zawodowych. Tu jest wręcz odwrotnie – jeśli nie będzie dopływu młodej kadry, to może się zdarzyć, że nie będzie miał kto nauczać.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o