Nauczyciele powiedzieli: „Dość”

0
187
Tarnowscy nauczyciele przyłączyli się do zapowiadanego od dawna ogólnopolskiego protestu
REKLAMA

– Dotychczasowe propozycje rządu nie dają podstaw do odwołania strajku w ramach legalnie toczącego się sporu zbiorowego – brzmiał fragment oświadczenia związkowców, wydanego po kolejnych nieudanych rozmowach z przedstawicielami rządu, które miały miejsce w ubiegły piątek. Nauczyciele strajkowali, ponieważ według Związku Nauczycielstwa Polskiego podwyżki zapowiadane przez minister edukacji Annę Zalewską są stanowczo za niskie. Szefowa MEN zaoferowała wzrost płacy zasadniczej nauczycieli w 2019 roku w wysokości od 121 do 166 zł brutto, w zależności od stopnia awansu zawodowego. Działacze ZNP domagali się podwyżki 1000 zł. Dodatkowo wśród postulatów znalazły się: większe fundusze na oświatę z budżetu, zmiana oceny pracy nauczycieli i ścieżki awansu, a także dymisja minister Zalewskiej.
Do rozmów ostatniej szansy przystąpiono jeszcze w niedzielę o godz. 19, ale propozycje rządu zostały odrzucone przez dwie centrale związkowe. Jedynie „Solidarność” zdecydowała się wycofać ze strajku. W porozumieniu z oświatową „Solidarnością” rząd zadeklarował dodatkowe pieniądze na podwyżki dla nauczycieli, by od września tego roku wynosiły one 9,6 proc. w stosunku do stycznia, skrócenie stażu, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 zł, zmianę w systemie oceniania nauczycieli i zmniejszenie biurokracji. Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych nie przystały na te propozycje.
– Strajk był zapowiadany od miesiąca. Rozmowy mogły zacząć się znacznie wcześniej niż kilka dni przed przystąpieniem do protestu. Naprawdę nie wiem, na co liczył w tej sprawie rząd – mówi Marcin Zaród, nauczyciel języka angielskiego w V Liceum Ogólnokształcącym w Tarnowie i laureat nagrody „Nauczyciel Roku”, konkursu organizowanego przez Głos Nauczycielski i Ministerstwo Edukacji Narodowej. – To prawda, że dla nauczycieli najważniejsze są zarobki, jednak ważne są również inne kwestie. Pedagodzy chcą, by przywrócić godność wykonywanemu zawodowi. Rząd powinien uważnie przeanalizować system edukacji, który wszedł w życie po reformie oświaty. Podstawa programowa jest przeładowana, dzieci mają zbyt dużo zadań domowych, gimnazja zostały zlikwidowane, a nowe budynki, na które gminy zaciągały olbrzymie kredyty, dziś świecą pustkami. Strajk jest swego rodzaju krzykiem rozpaczy nauczycieli.

REKLAMA

Strajkowali, ale pracowali
Dwa tygodnie temu w tarnowskich szkołach i przedszkolach prowadzone były referenda dotyczące poparcia akcji strajkowej. Spośród 65 placówek, 41 opowiedziało się za strajkiem. W 24 szkołach i przedszkolach wyniki referendum wskazały na brak poparcia protestu przez pedagogów. W niektórych miejskich placówkach za strajkiem opowiedziało się ponad 90 proc. nauczycieli, jednak w przedszkolach nr 17 i 35, SP nr 3 czy Zespole Szkół Ogólnokształcących i Technicznych pedagogów popierających protest było nieco ponad 50 proc.
Jeszcze w piątek Wydział Edukacji Urzędu Miasta Tarnowa poinformował, że żadna z miejskich placówek nie będzie zamknięta podczas poniedziałkowego strajku, pomimo że wcześniej miały to w planach: SP nr 3, SP nr 15, Zespół Szkół Ogólnokształcących nr 1 i przedszkole nr 21. – W większości przypadków prowadzono zajęcia opiekuńczo-wychowawcze dla mniejszej niż normalnie liczby dzieci, ponieważ cześć rodziców zadeklarowała, że ich pociechy zostaną w tym dniu w domu. W części szkół skrócono czas pracy świetlic, z reguły od godz. 7 do 15 lub 15.30. Na razie trudno wyrokować jak rozwinie się sytuacja w przypadku przedłużenia się strajku na kolejne dni. Z wypowiedzi dyrektorów wynika, że raczej są przygotowani na taką okoliczność i zastosują podobne rozwiązania – mówi Ireneusz Kutrzuba, zastępca dyrektora Wydziału Komunikacji Społecznej w tarnowskim magistracie.
Barbara Nowak, dyrektorka Przedszkola nr 21, które początkowo miało zamknąć placówkę dla najmłodszych, informowała, że wynikło to z faktu, iż nikt w tym czasie nie mógłby się zająć dziećmi. – Tak naprawdę mogłaby uczynić to jedynie katechetka, ale po pierwsze pracuje ona w przedszkolu tylko 1,5 godziny, a po drugie mówimy o placówce, która liczy 125 dzieci. Ostatecznie zdecydowaliśmy się zorganizować dla najmłodszych zajęcia opiekuńczo- wychowawcze. Dzieci, które w poniedziałek pojawiły się w przedszkolu, a było ich nieco ponad 10, mogły przebywać w naszej placówce do godz. 16.
W podobnym tonie wypowiadała się również Teresa Kot, dyrektorka SP nr 15 w Tarnowie. – Początkowo planowaliśmy całkowite zamknięcie placówki, o czym poinformowaliśmy rodziców na naszej stronie internetowej. Aż 76 proc. pedagogów opowiedziało się za strajkiem. Jako dyrektorka szkoły też popieram postulaty nauczycieli. Do ostatniej chwili czekaliśmy na informację, czy strajk rzeczywiście dojdzie do skutku. W poniedziałek spośród 515 uczniów w placówce pojawiło się 14 dzieci. Mogły one przebywać w szkolnej świetlicy do godziny 16.30.
Normalne zajęcia w szkole planowano przeprowadzić w Zespole Szkół Plastycznych w Tarnowie. Dyrektor placówki Janusz Jędrzejczyk mówił, że stało się tak za sprawą referendum, którego wyniki ze względu na niską frekwencję nie były brane pod uwagę. – Pomimo, że referendum było w przypadku naszej szkoły nieważne, to nie spotkałem się z sytuacją, by nauczyciele zaczęli brać w dniu strajku zwolnienia lekarskie. Poniedziałkowe zajęcia odbywały się normalnie. Nie będę ukrywał, że cieszę się z tego powodu, dlatego, że wkrótce ruszamy z egzaminami dyplomowymi. W przypadku ich odwołania młodzież miałaby nie lada problem, a przecież dla uczniów to istotna sprawa, która ma olbrzymi wpływ na ich przyszłość.


Rodzice nie wszyscy zachwyceni
Na forach internetowych można było znaleźć mnóstwo komentarzy osób, które popierały strajk nauczycieli. Nie brakowało podziwu, że w końcu postanowili wziąć sprawy w swoje ręce, ponieważ podwyżki należały im się od wielu lat. Praca w ciągłym stresie, wykonywanie obowiązków również poza szkołą (ocenianie sprawdzianów, przygotowywanie się do zajęć), opieka nad grupą ponad 20 uczniów to tylko niektóre z argumentów podnoszonych przez internautów, popierających protest.
Wśród wielu pochlebnych komentarzy można było natrafić na takie, w których nauczycielską akcję uznano za „słaby żart”, sugerując, że strajk odbywał się kosztem uczniów.
Pani Sylwia, matka uczennicy ostatniej klasy gimnazjum w jednej z tarnowskich szkół, była oburzona zachowaniem nauczycieli, twierdząc, że w ten sposób mogą oni zrujnować jej córce przyszłość. – Nie wyobrażam sobie, by moje dziecko miało nie napisać egzaminu gimnazjalnego. Pieniądze przyćmiły nauczycielom to, co powinno być głównym celem ich pracy, czyli wychowanie przyszłych pokoleń. Pedagodzy walczą o wyższe wynagrodzenia, ale czy sami nie mają sobie nic do zarzucenia? Poziom nauczania w wielu szkołach pozostawia wiele do życzenia. Nie wszyscy nauczyciele pracują tak samo. Dlaczego pedagog, który poświęca się zajęciom i swojej pracy ma zarabiać tyle samo pieniędzy, co nauczyciel, który z obojętnością podchodzi do wykonywanego przez siebie zawodu? Wielu uczniów przez takie zachowania musi korzystać z korepetycji, podczas których nauczyciele dorabiają niemałe pieniądze. Tak wygląda sprawiedliwość?
Niektórzy rodzice obawiali się również, że strajk spowoduje, iż ich pociechy będą zmuszone odrabiać zajęcia szkolne podczas wakacji. Nie brakowało komentarzy, w których grożono nauczycielom pozwami cywilnymi za narażenie na konkretne koszty życiowe i społeczne, a także utracone szanse ich dzieci.
Marcin Zaród mówił, że odrabianie zajęć w wakacje nie wchodzi w grę, a pozwów cywilnych również nie trzeba się obawiać. – Kwestie strajku regulowane są ustawą o rozwiązaniu sporów zbiorowych. Strajkujący nauczyciele podczas trwania protestu nie otrzymują wynagrodzenia za swoją pracę, więc nie są zmuszeni odrabiać zaległych godzin lekcyjnych. W moim odczuciu to jedynie straszenie pedagogów, które ma na celu skłócenie grup nauczycieli – zaznacza nasz rozmówca, i dodaje – Mam nadzieję, że strajk nie potrwa długo i wszystko szybko się uspokoi. Rząd musi zdać sobie sprawę, że kilka dni bez szkół i przedszkoli spowoduje, iż cała gospodarka zostanie sparaliżowana. Lekarz, który ma 7-letnie dziecko, z powodu zamknięcia szkoły weźmie zwolnienie z pracy. Podobnie uczyni strażak, policjant i przedstawiciele innych grup zawodowych. Przyzwyczailiśmy się, że rano oddajemy nasze pociechy do szkół czy przedszkoli, a sami idziemy zarabiać pieniądze. Jeżeli szkoła zostaje zamknięta, to w pewien sposób tracimy grunt pod nogami. Wierzę, że strajk uda się szybko opanować i uzyskać porozumienie między rządem a ZNP. Wszystkim powinno na tym zależeć.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o