Nie chcą kanalizacji?

0
191
REKLAMA

Tarnów nie jest miastem w stu procentach skanalizowanym i nie jest wyjątkiem na mapie Polski. W każdym mieście znaleźć można sporo domów jeszcze nieprzyłączonych do sieci kanalizacyjnej, a powstające nowe także czekają w kolejce na podpięcie. Dokładnemu oznaczeniu miejsc bez kanalizacji ma służyć prowadzona właśnie w Tarnowie inwentaryzacja, powstanie mapa miejsc bez kanalizacji, czym zajmują się Tarnowskie Wodociągi.
Problemem są właściciele domów, którzy unikają przyłączenia do kanalizacji.
– Są nieruchomości już przyłączone do sieci w taki sposób, że studzienka kanalizacyjna znajduje się na granicy lub w ramach tej nieruchomości, bo naszym obowiązkiem jest doprowadzenie sieci do granicy nieruchomości. Ale do samego domu brakuje kilku czy kilkunastu metrów. I właściciel tłumaczy się brakiem pieniędzy na wykonanie przyłączenia. Koszt realizacji jednego metra takiego przyłączenia to wydatek rzędu ok. 150 zł. Tarnowianie nie przyłączają się do kanalizacji też z innego powodu, również finansowego – nie chcą później płacić za usługę, za odprowadzane i przejmowane przez nas ścieki – mówi Tadeusz Rzepecki, prezes Tarnowskich Wodociągów.
Jeśli na takiej posesji jest regularnie opróżniane szambo, nie ma problemu. Tymczasem zdarza się, że tego typu zbiorniki nie są szczelne, ścieki odprowadzane są do pobliskiego rowu, a dla zachowania pozorów działania zgodnego z prawem co kilka miesięcy szambo opróżnia wyspecjalizowana firma, wystawiając rachunek za swoją usługę.
Są też sytuacje trudne, gdzie wykonanie kanalizacji utrudniają sami mieszkańcy.
– Realizowany w Klikowej projekt skanalizowania tej części miasta obejmował praktycznie wszystkie znajdujące się tam nieruchomości. W czasie prac okazało się, że niektórzy mieszkańcy tej dzielnicy nie chcą wpuścić pracowników na swoją posesję mimo pozwoleń na budowę i innych niezbędnych dokumentów. A my prawo własności musimy uszanować. W niektórych przypadkach kanalizację trzeba poprowadzić przez czyjąś działkę i bywa, że napotykamy na upór mieszkańców czy wręcz brak chęci do uzgadniania przebiegu tej sieci. Kolejny taki przypadek jeszcze nierozwiązany mamy przy ul. Nowodąbrowskiej – od wielu lat próbujemy uzgodnić tam przebieg kanalizacji, a jedna osoba, przez której działkę musimy przejść, nie wyraża na to zgody. Ostatnio zażądała 50 tys. zł za udostępnienie działki i możliwość wykonania przez nas kilkumetrowego odcinka kanalizacji. Oczywiście, stosowana jest symboliczna opłata za tzw. służebność przesyłu, ale nie są i nie mogą to być aż takie kwoty. To podniosłoby później znacznie koszty samej usługi – dodaje prezes Rzepecki.
Miejsc, w których uzgadnianie przebiegu kanalizacji idzie z trudem, jest w Tarnowie kilka. To m.in. część dzielnicy Gumniska i ul. Juraszka, skąd ścieki trafiają wprost do Wątoku. Mieszkańcy zgodzą się na kanalizację, jeśli miasto wykupi wcześniej działki pod drogę, a ta sprawa też się przeciąga. Kanalizacji nie ma jeszcze na ulicach Kaczej i Gęsiej; podobnie w niektórych rejonach dzielnicy Krzyż.
Ostatnio spore zainteresowanie podłączeniem do miejskiej kanalizacji odnotowano wśród mieszkańców ul. Wiadukt. Ale tu zmianę nastawienia wymogły remonty realizowane przez kolej. Wcześniej ścieki z kilku domostw trafiały do rowów przy torach; teraz, gdy torowiska są remontowane, nielegalne przyłącza są likwidowane.
Tarnowskie Wodociągi nie mogą sprawdzać i kwestionować sposobów, w jakie z danego gospodarstwa odprowadzane są ścieki. Łatwo wtedy o zarzut działania w interesie własnym czy nawet przymuszania do przyłączenia do miejskiej kanalizacji, a na tarnowskim rynku spółka jest przecież monopolistą.
Egzekwowaniem prawa zajmują się miejscy strażnicy.
– Podczas kontroli oglądamy posesję, prosimy o okazanie stosownych dokumentów, umów na wywóz śmieci i innych nieczystości, rachunków za takie usługi; sprawdzamy, czy posesja jest podpięta do sieci kanalizacyjnej lub w jaki inny sposób gospodarstwo pozbywa się nieczystości. Właściciel nieruchomości powinien mieć umowę z przedsiębiorcą uprawnionym do opróżniania szamba i pokazać nam rachunki za tę usługę – mówi Zofia Hebda, kierownik referatu porządkowego w Straży Miejskiej w Tarnowie.
Informacje o nieprawidłowościach docierają do strażników w różny sposób.
Czasami to sygnał od Tarnowskich Wodociągów, a czasami „życzliwy” głos sąsiadów wskazujących posesje, z których ścieki trafiają do rowów, studzienek kanalizacyjnych czy zalewają pobliskie nieruchomości.
Nie zdarzyło się jeszcze, by strażników ktoś nie wpuścił. Byłoby to ryzykowne, bo takie działanie uznawane jest za przestępstwo. Gdy właścicieli posesji nie ma w domu, do skrzynki trafia wezwanie do stawienia się w siedzibie Straży Miejskiej wraz z rachunkami i umowami, które pozwolą udowodnić korzystanie ze zgodnego z prawem pozbywania się nieczystości.
Od stycznia do czerwca 2012 roku Straż Miejska w Tarnowie przeprowadziła 245 kontroli, 90 z nich dotyczyło kanalizacji. Pouczono blisko sto osób, wypisano ponad 50 mandatów, skierowano też kilka spraw do sądu.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o