Nie dojadą, nie zaparkują, nie…

0
101
dojazd-do-bloku

W trzech blokach przy ul. Szujskiego 21, 21a i 23 oraz w budynku przy Pułaskiego 64 w Tarnowie mieszka prawie 200 osób. Od dawna był tam problem z parkowaniem aut. Jeszcze do 1982 roku istniał plac zabaw, na którym postanowiono urządzić parking. Dzieci przeniosły się na większy i ładniejszy plac, a stare miejsce spółdzielnia chciała utwardzić pod samochody. Zezwolenia jednak nie dostała, bo okazało się, że w ziemi znajdują się kable wysokiego napięcia. Teren wysypano więc żwirem.
Parking istniał przez 31 lat, a samochodów przybywało. Kto miał szczęście, stawiał auto na placu, jednak mieściło się tam tylko 10‑15 pojazdów. Pozostali wynajmowali garaże lub tłoczyli się wzdłuż ulicy Pułaskiego. Między blokami stał znak informujący o zakazie ruchu, który nie dotyczył mieszkańców pobliskich budynków.
Między 8 a 10 lipca br. miasto postanowiło wprowadzić na osiedlu zmiany. Na dojeździe do bloków przy ul. Szujskiego, graniczącym z budynkiem przy Pułaskiego, ekipy postawiły znak drogowy: zakaz ruchu z wyłączeniem służb miejskich.
– Tym samym pozbawiono nas możliwości dojazdu do swoich bloków, nawet w sytuacji, gdy musimy coś wyładować lub zapakować do samochodu – oburza się pan Andrzej. – Interweniowałem w magistrackim wydziale przy ul. Bernardyńskiej, a urzędnik tłumaczył, że wokół naszych bloków nie ma miejsc parkingowych. Mieszkańcy stawiają samochody nielegalnie na dawnym placu zabaw należącym do miasta. Teren jest stale niszczony, więc teraz będzie zagospodarowany jako skwer.
Postanowiono zlikwidować wszystkie miejsca parkingowe. Zostały tylko dwa, których mieszkańcy i tak nie wykorzystują, ponieważ nie mogą tam wjechać.
– Kilka razy dziennie na osiedle przyjeżdżają strażnicy miejscy i wlepiają mandaty za złe parkowanie. Od sąsiadów słyszałem, że niedawno zmarł jakiś lokator. Był pogrzeb, na który przyjechała rodzina. Zostawili pięć samochodów na dawnym parkingu, ale zaraz przyjechali strażnicy i wszystkich ukarali mandatami – dodaje zdenerwowany tarnowianin. – Nie rozumiem podejścia władz miasta – zamiast udostępnić więcej miejsc parkingowych ogranicza się ich liczbę. Przecież możemy je sami urządzić za własne pieniądze, tylko miasto powinno wydzierżawić nam teren.
Mieszkańcy próbowali protestować w Biurze Inżynierii Ruchu Drogowego, gdzie dowiedzieli się…
– Nie wiedzieliśmy, że tam nie ma innego dojazdu – tłumaczyli urzędnicy. Jednak nikt nie przyjechał i znaku nie zabrał.
Alarmujące pisma wysłały również Tarnowska Spółdzielnia Mieszkaniowa i Zarząd Budynków Mieszkalnych, nadzorujące cztery bloki w tej części miasta. Wszyscy domagają się usunięcia zakazu ruchu.
– Nikt tej decyzji z nami nie konsultował, znak pojawił się nagle – przyznaje Tadeusz Sękowski, prezes TSM. – To jakiś absurd, który trwa już dziesięć dni. Postawili idiotyczny znak, zupełnie nie zastanawiając się nad sensem swoich poczynań.A jak zaistniałą sytuację tłumaczą magistraccy urzędnicy? Ich zdaniem część mieszkańców osiedla domagała się zlikwidowania istniejącego parkingu i utworzenia tam zieleńca. Przeszkadzały samochody, ich hałas dobiegał przez wychodzące na plac balkony.– We wrześniu ubiegłego roku otrzymaliśmy pismo od grupy mieszkańców bloku przy ul. Pułaskiego 64. Wobec braku rady osiedla w tej części miasta zorganizowana została wizja lokalna z udziałem zainteresowanych osób i dwójki radnych – wyjaśnia Jacek Kułaga, dyrektor Centrum Usług Ogólnomiejskich UMT.
W oparciu o plan zagospodarowania przestrzennego postanowiono przywrócić pierwotną funkcję osiedlowego placu i urządzić tam zieleniec.
– Dlatego wjazd na teren został zabroniony odpowiednimi znakami – podkreśla szef centrum.
– Nie uczestniczyłem w wizji lokalnej, bo nic o niej nie słyszałem. Zieleń zielenią, ale dlaczego nie możemy podjechać pod blok? Przecież jakiś dojazd powinien być. Czy ktoś rozważył, co będzie za kilka lat, kiedy mieszkańcy się zestarzeją? – zastanawia się jeden z lokatorów pechowych bloków.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o