Nie potrafi się podpisać, ale ZUS orzekł, że może żyć samodzielnie

0
606
ZUS orzekł, że może żyć samodzielnie
Fot. Dawid Drwal
REKLAMA

Pani Zofia ma 61 lat, nie potrafi się umyć, ubrać, ani przygotować sobie jedzenia, z powodu skomplikowanych złamań nóg ma bardzo ograniczoną możliwość poruszania się. Do tego cierpi na schizofrenię paranoidalną, ma także ogromne deficyty umysłowe. Już od kilkunastu lat jest ubezwłasnowolniona, a prawną opiekę nad nią powierzono jej siostrze. Niedawno w sprawie kobiety wypowiedzieli się orzecznicy tarnowskiego oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Stwierdzili, że „nie jest niezdolna do samodzielnej egzystencji”, odmówili jej przyznania pierwszej grupy inwalidzkiej oraz wypłaty świadczenia uzupełniającego.

– Absolutnym skandalem jest to, że pracownicy ZUS wydali orzeczenia w oparciu o medyczną dokumentację pochodzącą z 2016 roku – mówi siostra i prawna opiekunka Zofii, Grażyna Wróblewska-Wróżek. – Od tamtej pory siostra miała kilka poważnych operacji, znacznie pogorszył się także jej stan psychiczny. Zosia ma niecały tysiąc złotych renty, więc kiedy skończyła 61 lat, postanowiłam skorzystać z przysługujących jej praw i wystąpiłam do ZUS z prośbą o przyznanie jej pierwszej grupy inwalidzkiej oraz zasiłku przysługującego osobom niezdolnym do samodzielnego życia. Wnioski wysłałam w listopadzie ubiegłego roku, zapewniono mnie, że odwiedzi ją i zbada lekarz. Oczywiście nikt nie przyszedł, a ja niedawno otrzymałam pismo, w którym znajdowało się stwierdzenie, że siostra nie jest niezdolna do samodzielnej egzystencji.

REKLAMA

Orzeczenie to kompromitacja ZUS
ZUS pisze, że przy dokonywaniu ustaleń orzeczniczych uwzględniono stopień naruszenia sprawności organizmu, sprawność psychofizyczną w zakresie zdolności do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych i stwierdzono, że Zofia nie jest niezdolna do samodzielnej egzystencji. Stwierdzono, że z analizy dokumentacji wynika, że nie wymaga ona jeszcze stałej bądź długotrwałej pomocy innych osób w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych. W związku z tym odmówiono jej wypłaty świadczenia uzupełniającego. Grażyna Wróblewska-Wróżek złożyła odwołanie od decyzji ZUS do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Tarnowie. – Wydane orzeczenie jest dowodem na to, że analiza medycznej dokumentacji przeprowadzona została w sposób nierzetelny. Uważam, że jest to kompromitacja nie tylko osoby wydającej taką opinię, ale także organu, który ją zatwierdził – mówi kobieta.
Zofia przyszła na świat jako zdrowe dziecko, jednak w pierwszym roku życia przeszła zapalenie opon mózgowych. – Choroba spowodowała wiele komplikacji, przyniosła schorzenia psychiczne i fizyczne, od tamtego czasu siostra ma także umysłowy niedorozwój. Rodzice wysłali ją do szkoły specjalnej, ale wkrótce zmuszeni byli przenieść ją do szkoły życia, tam nauczyła się podstaw czytania i pisania, z czasem jednak zdolność tę zatraciła. Kiedy skończyła 18 lat, zajęła się chałupnictwem, w co zresztą zaangażowana była cała nasza rodzina, bo Zosia nie była w stanie wykonywać żadnej pracy. Dopiero po kilku latach przyznano jej drugą grupę inwalidzką i rentę – wyjaśnia pani Grażyna.

Mówi, że cała się lepi
Ze względu na to, że Zofia cierpi na częste zaburzenia równowagi, przewraca się, a to skutkuje złamaniami. – Kilka lat temu tak niefortunnie złamała nogę, że musiała przejść skomplikowaną operację, skończyło się tym, iż od tamtej pory może poruszać się tylko przy pomocy kul lub ortopedycznego chodzika. W tym roku, w lutym, złamaniu uległa druga noga, przez co Zosia w ogóle nie chce wychodzić z łóżka. Od kilkunastu lat siostra choruje na paranoidalną schizofrenię, która objawia się, między innymi tym, że – jak mówi – cała się lepi, nie chce żeby ją dotykano, nie chce jeść, ani się myć, co bardzo utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia opiekę nad nią. Leczona była w szpitalu w Straszęcinie oraz w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie w oddziale psychiatrycznym. Po pewnym czasie dolegliwości lekko się cofnęły, chociaż cały czas w mniejszym lub większym natężeniu jej towarzyszą. Ogromny kryzys psychiczny siostra przeszła cztery lata temu, kiedy zmarła nasza mama. Po tym, jak w lutym złamała nogę – chociaż przyczyniła się także do tego epidemia koronawirusa, którego się boi – wszystkie objawy choroby wróciły, konieczne było zwiększenie dawek leków – relacjonuje opiekunka chorej.
Zofia nie zna się na pieniądzach, pewnego razu w sklepie poprosiła o batonika, podała ekspedientce 50-złotowy banknot i powiedziała, że reszty nie trzeba. Nie jest w stanie załatwić żadnej sprawy urzędowej, ponieważ ma problemy z czytaniem i pisaniem. – Bardzo sprawnie potrafi się jednak posługiwać telefonem, jest to umiejętność przydatna, bo może zadzwonić, gdyby coś się stało, z drugiej jednak strony jest to przekleństwo. Kilka dni temu zadzwoniła na pogotowie i wezwała karetkę, bo przewróciła się w mieszkaniu. Zostałam wezwana przez ratowników, bo siostra nie zna daty swoich urodzin. Ledwie kawałek odjechałam, ponownie musiałam wracać, bo znowu zadzwoniła po karetkę, tym razem z powodu bólu brzucha. Nęka telefonami lekarzy i pracowników pogotowia, do mnie w ciągu dnia potrafi zadzwonić kilkadziesiąt razy. Ale wiem, że nie mogę jej tego telefonu zabrać, bo może on uratować życie nie tylko jej, ale także naszego 95-letniego ojca, z którym mieszka – wyjaśnia pani Grażyna.

Życie rodzinne leży w gruzach
Opiekunką prawną siostry pani Grażyna została już kilkanaście lat temu, Zofia trafiła do szpitala i nie można było od niej uzyskać zgody na leczenie, postępowanie w tej sprawie prowadzone było z urzędu. – Kilka lat temu wystąpiłam do sądu, aby ubezwłasnowolnienie zmienić na częściowe, a bezpośrednią tego przyczyną było to, że pewnego razu musiałam przerwać urlop i wrócić natychmiast do Tarnowa, bo konieczne było podpisanie zgody na operację. Faktycznie sąd wyraził zgodę, chociaż niechętni jej byli biegli – psychiatra i psycholog. W czasie rozprawy zapytano siostrę, co lubi robić, odpowiedziała, że czyta dużo romansów. Wtedy biegły podał jej książkę, ale nie była w stanie odczytać nawet wyrazu. Teraz Zosia jest ubezwłasnowolniona w części, nie znaczy to jednak, że może sama cokolwiek załatwić w urzędzie, czy w innym miejscu. Podpisuje się zdrobniałą formą swojego imienia, jednak już kolejność liter w nazwisku jest poprzestawiana. Ze względu na stan umysłu i psychiki odmówiono jej także prawa do wzięcia udziału w wyborach. A lepiej już raczej nie będzie, lekarze twierdzą, że jej mózg nie jest już w stanie się usprawniać, przez co Zosia jest coraz bardziej ograniczona umysłowo – wyjaśnia Grażyna Wróblewska-Wróżek.
W opiekę nad Zofią zaangażowanych jest kilka osób – pani Grażyna, jej mąż, ich córka, czasem brat, do niedawna przychodziła także kuzynka. Oprócz tego rodzina korzysta z pomocy dwóch wykwalifikowanych opiekunek – jednej z ośrodka pomocy społecznej, drugą zatrudniają prywatnie. – Co ciekawe, opłaty za pracę opiekunki, która przychodzi do siostry z ośrodka pomocy są wyższe niż te, które ponosimy za zatrudnienie drugiej pani prywatnie. Ze względu na pieniądze pewnie byśmy już zrezygnowali z jej usług, ale Zosia ją zna, dobrze czuje się w jej towarzystwie, zarówno ona, jak i nasz tato mają do niej zaufanie. Mimo tak wielu osób całe nasze rodzinne życie leży w gruzach, mam wnuczkę, z którą nie mogę się spotykać tak często, jakbym chciała, czasem z mężem czy z koleżanką wybieramy się do kina i nagle okazuje się, że natychmiast muszę jechać do Zosi. Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że pracuję w Gorlicach, musi być więc na miejscu ktoś, kto w razie nagłej sytuacji mnie zastąpi. Za poradą lekarzy i znajomych postanowiliśmy umieścić siostrę w dziennym ośrodku, który opiekuje się osobami niepełnosprawnymi. Mimo wielkiego zaangażowania pracowników nie udało się przekonać Zosi, aby uczestniczyła w zajęciach – mówi pani Grażyna.

Pomoc państwa powinna być zagwarantowana
Zofia ma tysiąc złotych renty, mieszka z ojcem, który pobiera ponad dwa tysiące złotych emerytury. Muszą zapłacić za czynsz, prąd, gaz, kupić leki, pampersy i jedzenie, pieniędzy im na wszystko oczywiście nie starcza. – Tylko leki mojego taty kosztują 500 złotych miesięcznie, jest schorowany i słaby, po wylewie bardzo niewyraźnie mówi, mało kto go rozumie, więc ma bardzo utrudniony kontakt z ludźmi, sam potrzebuje stałego nadzoru i pomocy. Dlatego decyzja pracowników ZUS i odmowa dodatkowego świadczenia dla Zosi bardzo nas zbulwersowała, tym bardziej, że to i tak w dalszym ciągu nie byłaby kwota, która zapewniłaby jej pełne utrzymanie. Dajemy radę finansowo, robimy co miesiąc zrzutkę i jakoś starcza, ale siostra już do końca życia wymagać będzie ustawicznej opieki. Jestem od niej starsza o trzy lata i ze względu na to, a także na swoją posturę – ważę 50 kilogramów, Zosia zaś 90, nie mogę wykonywać przy niej pracy, która wymaga fizycznego wysiłku. Czas biegnie, też się starzeję i nie wiem, jak długo jeszcze będę mogła jej pomagać. Dlatego uważam, że pomoc państwa powinna być takim osobom zagwarantowana. Ile jest osób, które są naprawdę biedne i dostają z ZUS odmowę wsparcia? Ich rodziny są umęczone i tak skołowane, że nawet do głowy im nie przyjdzie, żeby składać odwołania. Słyszałam niedawno o 93-letniej kobiecie, której nie przyznano zasiłku, to jest po prostu nieludzkie – dodaje pani Grażyna.

* * *

Anna Szaniawska, regionalny rzecznik prasowy ZUS województwa małopolskiego wyjaśnia, że lekarz orzecznik Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, po analizie dokumentacji medycznej pani Zofii stwierdził, iż nie jest ona niezdolna do samodzielnej egzystencji. – Prawidłowość tego orzeczenia potwierdziła trzyosobowa komisja lekarska ZUS, do której opiekun prawny pani Zofii wniósł sprzeciw. Orzeczenia wydano biorąc pod uwagę między innymi stopień naruszenia sprawności organizmu i konieczność stałej lub długotrwałej opieki oraz pomocy innej osoby w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych kobiety. Teraz sprawę rozpatrzy sąd, musimy poczekać na jego rozstrzygnięcie.
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o