(Nie) sportowa gra o kasę

0
156
REKLAMA

Kółko się zamyka
Nowi zawodnicy, pensje dla sportowców, sprzęt treningowy, opłacanie infrastruktury, koszty licencji na grę, nie najtańsze podróże na mecze – za wszystko trzeba zapłacić. A co, kiedy jest się małym klubem, nie posiada się możnych sponsorów, a głównym źródłem finansowania są miejskie pieniądze? Co, kiedy lokalny sportowy potentat dostaje niemal wszystko, a my prawie nic? Takie sytuacje są źródłem konfliktów, wywołują poczucie niesprawiedliwości, zazdrość, czasem nawet wrogość w środowisku sportowym.
Ostatnio w Tarnowie sporo się mówi o miejskim milionie złotych, który ma być przeznaczony na sport. W dużej mierze sport żużlowy, który według włodarzy miasta i dużej części kibiców ponoć jest znakiem rozpoznawczym Tarnowa, o co trudno przy innych dyscyplinach. Trudno, bo w Tarnowie, oprócz drużyny żużlowej, nie mamy żadnego klubu liczącego się w swoich rozgrywkach. Nie mamy zaś, bo w mieście od lat stawia się na „czarny sport”. Suma przeznaczona na żużel z miejskiej kasy byłaby w stanie znacząco pomóc mniejszym klubom, które dostaną mało lub nic. A dostaną mało, bo nie są tak popularne, bo drużyny grają w niskich ligach. A grają w niskich ligach, bo nie mają pieniędzy – w ten sposób koło się zamyka.

REKLAMA

Koszykówka i pieniądze
Tarnowscy kibice od dawna narzekają, że poza żużlem Tarnów nie istnieje na sportowej mapie Polski. Mamy co prawda sukcesy w sportach indywidualnych: świetnie na ścianie wspinaczkowej radzi sobie Edyta Ropek, kolejne walki wygrywa Dariusz Sęk, mamy dobrych brydżystów. Brakuje jednak w mieście widowiskowych i popularnych dyscyplin, którymi na co dzień żyją Polacy. Piłka nożna od dawna stoi na niskim poziomie, podobnie jest z siatkówką, a przyczyną upadku ekstraligowej drużyny koszykarskiej były właśnie… pieniądze.
Warto zresztą przypomnieć sobie koszykarski casus, który powinien być przestrogą dla tych, którzy dziś decydują o obliczu sportu w Tarnowie, a przez wielu został już zapomniany. Zespół Unii Tarnów przez dziesięć lat występował z powodzeniem w Polskiej Lidze Koszykówki, a hala „Jaskółka” jeszcze kilka lat temu wypełniała się po brzegi kibicami, chcącymi zobaczyć w akcji największe gwiazdy polskiego kosza. Przyczyną upadku drużyny stała się niegospodarność włodarzy klubu, chaos w spółce i ogromne długi – ściągano drogich zawodników, zadłużenia wzrastały, w końcu zaczęli się wycofywać także możni sponsorzy. Dziś koszykarska drużyna jest drugoligowym średniakiem i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie mogły powrócić do Tarnowa lata świetności tej dyscypliny.
Pokłosiem inwestowania w koszykówkę jest obecnie słaby poziom innych klubów. Piłkarska Unia Tarnów się nie rozwijała, brakowało wsparcia dla innych dyscyplin, bo pieniądze przeznaczane były na kosza i żużel. Ten przypadek powinien wszystkich nauczyć, że warto wspierać różne dyscypliny, bo wobec zmienności sportu nagle może się okazać, że potentat upadnie, a o Tarnowie znów będzie się mówiło jako o sportowym zaścianku.

Dlaczego na żużel?
Osławiony już miejski milion ma być w większości przeznaczony na żużel. Jednak drużyna, w którą inwestuje się najwięcej, naturalną koleją rzeczy wzbudza dziś niechęć tych, którzy chcieliby więcej pieniędzy na inne dyscypliny. W zakulisowych rozmowach narzeka się na niesprawiedliwy podział pieniędzy przeznaczanych na sport w Tarnowie i dominującą pozycję Azotów Tauronu. Mówi się, że „czarny sport” to studnia bez dna – funkcjonowanie ekstraligowego teamu jest bardzo drogie, zawodnicy otrzymują bajońskie sumy za występy, a już mała część z tego, co dostanie żużel, byłaby w stanie pomóc mniejszym klubom.
Miasto broni się tym, że ze swojej kasy wcale na żużel wiele nie przeznacza (wręcz spotyka się z zarzutami, że tych pieniędzy w ostatnich latach prawie w ogóle nie było), a są przykłady innych miast, które zdecydowanie znaczniej dotują sport żużlowy. Problem w tym, że i te sumy, które przeznaczane są na żużel (bądź będą w najbliższym czasie przeznaczone), byłyby w stanie pomóc innym mniejszym klubom czy młodym sportowcom. A przecież „Azoty”, główny sponsor żużla w Tarnowie, to spółka państwowa. Nie dziwią pojawiające się głosy, że żużel nie powinien być w takim stopniu finansowany z publicznych pieniędzy.
Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Klub, a więc i miasto nie mogą sobie pozwolić na kolejny skandal, których ostatnio było niemało. Wystarczy przypomnieć sobie aferę związaną z brakiem wypłat dla byłych żużlowców Azotów Tauronu Tarnów. Prawda jest taka, że prezes Agata Mróz otrzymała we władanie spółkę, która znajduje się w opłakanym stanie. Presja jest duża, kibice są zaślepieni perspektywą sukcesu, drużyna jeździ bardzo dobrze, a tymczasem w tle rozgrywa się rozpaczliwe poszukiwanie pieniędzy. Gdyby okazało się, że nagle znów brakuje na wypłaty dla żużlowców, ponownie kompromitacja byłaby ogromna – nie tylko klubu, ale i miasta, które przecież tak mocno utożsamia się z drużyną.
Niektórzy chyba zapomnieli, że „promocja” Tarnowa przez żużlową drużynę może mieć dwie strony, bo konsekwencją rzeczownika „Tarnów” w nazwie klubu są nie tylko laury, ale i pomyje, jakie mogą z całej Polski spłynąć po klubie, jak to się stało podczas wspomnianej afery z Kasprzakiem i Ułamkiem. Nic więc dziwnego, że miasto postanowiło wesprzeć spółkę borykającą się z problemami finansowymi. Nikt nie chce, aby cały kraj ponownie usłyszał o nieporadności tarnowskiego klubu, który ostatnio opiewany jest jako „dream team” i faworyt w walce o mistrzostwo. W Tarnowie pieniędzy na inne sporty będzie więc mniej, a frustracja „biednych krewnych” żużla będzie większa.
Można by jednak powiedzieć, że przecież miasto i tak w ostatnich latach przeznacza dużo więcej pieniędzy na sport. Problem w tym, że klubom i organizacjom sportowym pieniędzy nadal brakuje, a co więcej – i to właśnie jest solą w oku żużlowych adwersarzy – są one nieproporcjonalnie rozdzielane. Prezydent Ryszard Ścigała niejednokrotnie powtarza też, że kluby powinny się starać o wsparcie indywidualnych sponsorów. Z tym jednak jest problem, bo większość woli mieć swoją reklamę na żużlowym plastronie niż finansować zespół z niskiej ligi, którego przyszłości nie można być pewnym. Wszystko obraca się więc przeciw mniejszym klubom, które z mozołem szukają wsparcia, gdzie się tylko da.


Biedni „krewni” żużlowców
Od lat słyszy się, że żużel musi być dotowany z różnych źródeł, bo jest naszym „towarem eksportowym”. Ostatni sezon pokazuje jednak, że wcale tak nie musi być, a przy wsparciu miasta i lokalnych sponsorów mamy szansę zniwelować nieco sportową posuchę, w której od dawna tkwi Tarnów.
Unia Tarnów, której piłkarze grali przez całe rozgrywki za darmo, zdołała po dziewięciu latach awansować do II ligi. Były sytuacje, że na mecze przychodziły dwa tysiące kibiców, a ostatnia siedmiotysięczna frekwencja podczas towarzyskiego spotkania z Wisłą Kraków pokazuje, że zapotrzebowanie na piłkę nożną na niezłym poziomie jest w Tarnowie duże. Drużyna pokazała ambicję i wolę walki – złożona w większości z wychowanków, zdołała awansować w bardzo niesprzyjających okolicznościach. Gdyby pojawiło się większe wsparcie ze strony miasta i sponsorów, Unia ma szansę nie tylko wzmocnić skład, ale myśleć o wyższych celach. Prezydent na szczęście zapowiada, że klub dostanie pieniądze, ale wszyscy zdają sobie sprawę, że będą one niewystarczalne, aby sprawnie funkcjonować w II lidze. Trzeba będzie szukać sponsorów, a o tych w Tarnowie trudno. Dlaczego? Bo ci najwięksi wspierają żużel.
Inni próbują sobie radzić. Mamy w Tarnowie drużynę szczypiorniaka, która awansowała w tym sezonie do I ligi. To duży sukces, ale gdyby nie wsparcie firmy Control Process można by o nim zapomnieć. Teraz trzeba przebudować skład, kupić nowych zawodników, a i funkcjonowanie pierwszoligowego klubu jest droższe. Sumy, które zostaną przeznaczone z miejskiej kasy na drużynę piłki ręcznej, z pewnością będą niewystarczalne. I znów pojawia się pytanie: czy nie można by więcej?
Ciekawie poradził sobie zespół PWSZ Jedynki Tarnów, który z trudem wiązał koniec z końcem. Rok temu, tuż przed awansem do II ligi, trenerka drużyny mówiła na łamach TEMI, że z miejskiej kasy otrzymano 12 tys. złotych. Po awansie pieniądze były nieco większe, ale i tak niewystarczające. Zespół jakoś sobie radził, szukał prywatnych sponsorów, ale w lidze nie udało się utrzymać. Znalazł się jednak ktoś z głową na karku, kto postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Piotr Górnikiewicz prowadzi negocjacje z PWSZ oraz finalizuje rozmowy, które zapewnią drużynie poważnego sponsora. Zespół wykupił też licencję na grę w II lidze od Częstochowianki i wszystko wskazuje na to, że zupełnie nowa i wzmocniona siatkarska drużyna rozpocznie rozgrywki w najbliższym sezonie.

Taki sobie pat
W środowisku sportowym w Tarnowie podkreśla się, że czasy są ciężkie, a o finansowanie klubów i indywidualnych sportowców nie jest łatwo. Miasto skupia się na tym, co rozpoznawalne, a reszta z trudem walczy o każdy grosz na przetrwanie. Trudno o sponsorów, niejednokrotnie trzeba się zadłużać, by zawodnik mógł pojechać na turniej. A przecież mamy też duże grono młodych sportowców, którzy w swoich kategoriach wiekowych osiągają znaczne sukcesy na arenie krajowej – trenerzy podkreślają jednak, że wciąż brakuje pieniędzy nawet na wyjazdy na zawody.
Sytuacja wydaje się być patowa, bo – rozdzielając pieniądze na sport – zawsze ktoś będzie pokrzywdzony. W czasach sportowej niestałości warto jednak spojrzeć realnie na rzeczywistość – inwestowanie większości pieniędzy w jedną drużynę może zakończyć się spektakularną klęską, co przypomina historia koszykarskiej Unii Tarnów. Śmieszny jest też argument, że poza żużlem Tarnów sportowo nie istnieje. Tak z pewnością może być, jeśli włodarze miasta i prywatni sponsorzy nie uświadomią sobie, że bez ich rozsądnego wsparcia inne drużyny nie mogą dobrze funkcjonować, a pompowanie większości pieniędzy w sport tak drogi i efemeryczny jak żużel uniemożliwia skuteczne wspieranie innych. Jeśli w Tarnowie zapomni się, że oprócz „czarnego sportu” istnieją jeszcze inne drużyny, którym warto pomóc, to kibice jeszcze przez wiele lat będą narzekać, że miasto jest sportowym zaściankiem. Nie dlatego, że brakuje potencjału sportowców i ambicji ludzi, którzy chcieliby coś zrobić. Dlatego, że nie mają za co…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o