Niezniszczalna wiara w źródełko

0
281
Woda ze źródełka na Rzędzinie ciągle ma wielu amatorów. Nikt z nich nie wierzy, że czasem może być poważnie zanieczyszczona
REKLAMA

Pan Kazimierz mieszka niedaleko. Jest na emeryturze. Dla niego to stały rytuał. Prawie codziennie przychodzi na ulicę Orkana z dwiema, trzema plastikowymi butelkami po wodzie mineralnej. Wlewa do pełna i wraca do domu.
– To jest lepsza woda od tej, którą kupić można w sklepie. Też czyściutka jak tamta, ale smaczniejsza, zdrowsza. Podobno dobrze służy nerkom – zachwala.
Takich jak on w ciągu godziny zjawia się jeszcze kilku. Dwóch przyjechało samochodem. Nalali po kilkadziesiąt litrów, żeby się opłacał kurs. Nie chcą rozmawiać.
– Niektórzy biorą tę wodę, by spłukiwać nią w toalecie – szepce pan Kazimierz trochę oburzony. – Taką porządną wodę. No, tak, ale jeśli leci za darmo, to co tam…

REKLAMA

Wyzdrowieją nerki
– Nie ma lepszej kawy jak na tej wodzie – przekonuje Witold Banaś, jedyny, który zgadza się podać nazwisko. – Ta z kranu ma kamień. Wystarczy pogotować trochę w czajniku, odstawić na bok i po pewnym czasie białe dno. Ze źródełka jest zupełnie inna. Będziesz ją pił, to nigdy nie będziesz miał kamieni w nerkach ani choćby piaseczku.
– No i nie ma konserwantów. Pozostawiona w pojemniku po paru dniach zielenieje. Dlaczego? Bo nie ma w niej chemii. Nie ma chloru – dodaje starszy siwy pan. – Ale ja ją piję po przegotowaniu.
Ponieważ jest tutejszy, zna historię tego ujęcia. Tłumaczy, że źródełko jest trochę oddalone od tego miejsca. Spływa z niewielkiej wysoczyzny od strony Woli Rzędzińskiej. Kiedyś, przed I wojną światową, woda płynęła aż do browaru Sanguszków na Strusinie.
– Ale Sanguszko robił marne piwo. Tak czytałem – wtrąca kolejny mężczyzna, który przyszedł z czterema butelkami i przysłuchuje się rozmowie.
– Nie wiem, jakie było to piwo, ale jeśli kiepskie, to nie z powodu wody – obrusza się pierwszy rozmówca i kończy swoją opowieść. – Któregoś roku rurociąg pękł, woda pod własnym ciśnieniem wypłynęła i potem miasto zrobiło tutaj ujęcie. Ponoć pod ziemią są jeszcze drewniane rury…


zrodelko1To propaganda
Nad zbudowanym ujęciem góruje tablica z napisem: „Woda niezdatna do picia. Tarnowskie Wodociągi, spółka z o.o.”
Pytani o to mężczyźni, którzy ochoczo wlewają wodę do swoich pojemników, wybuchają śmiechem.
– Jaka niezdatna?! Ja piję ją od lat, pił mój ojciec, który dożył 87 lat, i nigdy nikomu nie zaszkodziła. Z Pilzna, prawie 20 kilometrów, przyjeżdżają tutaj.
– Panie, to propaganda. Woda była i jest dobra. Nie trzeba wierzyć propagandzie – gorliwie przekonują inni. – Wodę ze źródła wywozi beczkami pewien producent żuru i któryś z tarnowskich piekarzy.
Tablica z ostrzeżeniem stoi tu już od dawna i od razu da się zauważyć, że została umieszczona na dużej wysokości, ponad 3 metrów, tak, by nie znalazła się w zasięgu ludzkiej ręki.
– Stoi wysoko, bo wcześniej, jak ją tu umieszczali, od razu przepadała. Wkurzeni ludzie ją zrywali, bo napis był kłamliwy – tłumaczą amatorzy źródlanej wody. – Nie wie pan, o co chodzi? Wodociągi się burzą, bo mamy tu darmową wodę, z której korzysta mnóstwo ludzi. One na tym tracą i chcą nam obrzydzić źródełko, żeby z niego nie korzystać. Wszystko jasne.

Kropla w morzu
W Powiatowej Stacji Sanitarno‑Epidemiologicznej w Tarnowie informują, że w przeszłości ich laboratorium prowadziło badania wody na ul. Orkana, ale teraz leży to w gestii Tarnowskich Wodociągów.
– Nikt nikomu nie chce obrzydzać wody ze źródełka – zapewnia Tadeusz Rzepecki, prezes wodociągów. – Nie mamy w tym żadnego interesu.
Prezes twierdzi, że ta ilość wody, którą pobierają obok źródła mieszkańcy, nigdy nie miała liczącego się wpływu na przychody spółki.
– To jest kropla w morzu tego, co sprzedajemy tysiącom odbiorców w mieście i okolicznych gminach. Tadeusz Rzepecki prywatnie jest jednak zdziwiony, że wielu ludziom chce się przyjeżdżać w tamto miejsce nawet samochodami. – Biorąc pod uwagę cenę wody, którą my oferujemy w sieci, podejrzewam, że więcej trzeba zapłacić za paliwo, by tam dojechać…
A może ta woda rzeczywiście ma takie walory, że na wielu działa jak magnes?
Prezes Wodociągów przypomina, że obecnie woda pitna w Tarnowie jest bardzo dobrej jakości, można ją spożywać bez przegotowania; przy stosowaniu od kilku lat metody ozonowania przydatność do spożycia osiąga się już przy małych ilościach chloru.

Oddajcie nam wodę!
Tarnowskie Wodociągi od niedawna podają na swoich stronach wyniki badań wody ze źródła na Rzędzinie.
– Raz jest zdatna do picia, innym razem nie. Zalecamy w tej sprawie ostrożność. Taka jest prawda o źródle – oznajmia prezes. – Zasoby wody w tym przypadku są płytkie, powierzchniowe, narażone na zanieczyszczenia dostające się z zewnątrz, zwłaszcza w okresie wiosennym, podczas roztopów itd.
Trzy lata temu wybuchła mała afera. Wodociągi po stwierdzeniu, że w źródle znajdują się bakterie z grupy coli, zamknęły ujęcie. Natychmiast zbuntowali się odbiorcy tej wody. Specjalna delegacja obrońców ujęcia udała się do spółki, żądając otwarcia kurka. Była ona przekonana, że Wodociągi uknuły spisek, żeby ludziom odciąć dostęp do darmowej wody. Było nerwowo, delegacja groziła okupacją pomieszczeń spółki. Informacje o bakteriach groźnych dla zdrowia na nikim nie robiły wrażenia.
Dziś, sądząc po publikowanych w Internecie wynikach, woda na Orkana spełnia wymagane normy. Okazuje się, że ludzie, którzy tu przychodzą, nie sprawdzają publikowanych wyników badań laboratoryjnych, często o nich nie wiedzą. Za to wiedzą swoje. Że woda była i jest dobra.
Wszyscy wierzą, że woda źródlana ma swoją moc. Wygląda na to, że legenda wokół niej działa i jeszcze bardziej dodaje smaku.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o