Nocny „zrzut” śmieci na osiedla

0
283
Do osiedlowych altanek bądź obok nich trafiają dzikie odpady
Do osiedlowych altanek bądź obok nich trafiają dzikie odpady
REKLAMA

– Kiedy rano idę do altany śmieciowej, często widzę pozostawione przed nią worki z jakimiś odpadami. One przyjechały nocą – mówi jeden z mieszkańców Osiedla Legionów Henryka Dąbrowskiego w Tarnowie. – Ktoś od czasu do czasu podrzuca nam różne śmieci. Mówi się, że to ludzie z okolicznych miejscowości, ale trudno powiedzieć, bo jeszcze nikt nikogo nie złapał za rękę. Jedno jest tylko pewne, że my, mieszkańcy, musimy za to zapłacić.

Coraz częściej czytelnicy informują nas o tym problemie. Obserwują ludzi, którzy podjeżdżają pod altanki śmieciowe na tarnowskich osiedlach samochodami i pozostawiają worki z odpadami. Obserwatorzy piszą potem do redakcji, że pojazdy miały tablice rejestracyjne o symbolach KTA, ale nie podają więcej szczegółów. Nie można jednak wykluczyć, że śmieci podrzucają również osoby, które przyjeżdżają samochodami z rejestracjami KT…
– Problem rzeczywiście istnieje – potwierdza Roman Kusek, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Jaskółka w Tarnowie. – Z okna własnego mieszkania sam na własne oczy obserwowałem takie sceny. Dwa razy widziałem nawet sporego dostawczaka, który coś nawiózł w workach, w jednym przypadku z pojazdu wysiadła para młodych ludzi, która zjawiła się w niedzielne południe! Nie zamierzali się kryć z nielegalną wywózką.

REKLAMA

Gruz w altanie
Większość jednak się kryje. Dobrze oni wiedzą, że gdyby zostali przyłapani na gorącym uczynku, mogliby zapłacić mandat nawet do 500 złotych.
Inni ryzykują. Zwłaszcza ci, którzy w swoich miejscowościach za wywóz odpadów z posesji płacą w oparciu o złożoną w gminie deklarację o liczbie zamieszkujących osób. Tylko kłopot w tym, że te liczby są zaniżane i często niewiele mają wspólnego z realiami. Zaniżane są dlatego, żeby mniej płacić za odbiór śmieci. Ale ponieważ domowników jest więcej niż podano to na papierze, więcej jest też odpadów. Coś trzeba z nimi zrobić…
– Niektóre odpady z „importu” trafiają bezpośrednio do altanek osiedlowych, inne obok nich – mówi prezes Kusek. – Nasze altanki wyposażone są w zamki w drzwiach, są do nich klucze, ale nie wszyscy mieszkańcy dbają o to, by te altanki ciągle zamykać. Tam, gdzie jedna przypada na jeden budynek, jak na przykład przy ul. Szpitalnej, jest to przestrzegane. Tam, gdzie z jednej altanki korzystają mieszkańcy kilku bloków, dyscyplina jest mniejsza. Okazje wykorzystują nierzadko osoby prowadzące działalność gospodarczą, które zajmują się remontami domów i mają do „upłynnienia” sporo odpadów, jakie pozostały po ich robocie. Unikają w ten sposób dodatkowych kosztów, przenosząc je na mieszkańców budynków.

Zrzut starych opon
Jak łatwo się domyślić, dzikie odpady, które nielegalnie trafiają do altanek bądź obok nich, nie są posegregowane. To jest kolejny kłopot mieszkańców, ponieważ brak segregacji obciąża ich konto i może przyczynić się do znacznego podniesienia opłat za wywóz śmieci. Przypomnijmy, że obecnie w Tarnowie za odbiór odpadów w przeliczeniu na jedną osobę płaci się 22 zł, ale jeśli śmieci nie są posortowane, stawka wzrasta do 84 zł! Od pewnego czasu firma, która zajmuje się wywozem odpadów, kontroluje i dokumentuje stan osiedlowych pojemników, by sprawdzić, czy deklaracja o segregacji śmieci znajduje potwierdzenie w faktach.
– Drobne odpady w workach, które podrzucane są na nasze osiedla, to jeszcze nie wszystko – mówi Zbigniew Sipiora, prezes Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Gorzej, gdy trafiają do nas tak zwane gabaryty, gdy dużych rozmiarów odpady pojawiają się w jedną noc. Zwożone są nie wiadomo skąd. Ostatnio mieliśmy kłopot ze sporą liczbą starych, zużytych opon. Ktoś je nam tutaj przywoził. Oczywiście, każdy problem, również ten, można załatwić, tylko kto za to zapłaci? Wiadomo. Nasi mieszkańcy. Oni i tak płacą coraz więcej, na co spółdzielnia nie ma wpływu. Rosną ustawowo płace minimalne naszych pracowników, rosną ceny tak zwanych mediów, gwałtownie drożeje wywóz śmieci, to jak jeszcze dopisać mieszkańcom do rachunku koszty zagospodarowania przywożonych na osiedla starych opon albo podobnych rzeczy?

Z przyzwyczajenia?
Prezes Sipiora jest zdania, że do sprawy powinno aktywnie włączyć się miasto.
– Powinna się odbyć wspólna dyskusja, należałoby wypracować sposoby zwalczania zjawiska, o którym mówimy, na pewno powinien zostać zmieniony system wywozu gabarytów. Naszym zdaniem, wywóz mógłby odbywać się według pojawiających się na bieżąco potrzeb, a nie według ściśle określonego harmonogramu, zaplanowanego wcześniej kalendarza. Ktoś, kto akurat kupił nową kanapę, nie będzie czekał dwa tygodnie albo miesiąc na pozbycie się starej, wtedy, gdy miasto zgodnie ze swoim kalendarzem zabiera gabaryty z osiedli.
Stefan Piotrowski, zastępca dyrektora Wydziału Infrastruktury Miejskiej Urzędu Miasta Tarnowa, potwierdza, że z różnych źródeł samorząd otrzymuje wiadomości o podrzucaniu odpadów.
– Wiosną ktoś wywoził w rejon ul. Orkana, niedaleko remizy strażackiej, zużyte ogumienie. Interweniowała u nas rada osiedla. Przed laty w tym samym miejscu był jeden z kilkunastu punktów w mieście, w którym można było składować stare rzeczy, więc może ten ktoś to zapamiętał i transportował tam opony z dawnego przyzwyczajenia? W każdym razie dziś w tym miejscu opony już się nie pojawiają.

To nie jest donos
Zdaniem dyrektora Piotrowskiego, w sytuacji, gdy ma się do czynienia z przywożeniem śmieci, sami mieszkańcy powinni wykazać się większym zaangażowaniem.
– Powinni zapisać numer rejestracyjny samochodu, który pojawił się ze śmieciami, w razie możliwości zrobić zdjęcie. A potem ten fakt zgłosić nam. Nikt, kto zauważy taką sytuację, nie powinien mieć oporów przed zawiadomieniem. Trudno to traktować jako donosicielstwo, przecież to my wszyscy płacimy za cudze śmieci.
One trafiają w rozmaite miejsca. Wiadomo, że część odpadów podrzuca się także do koszy miejskich rozstawionych na ulicach i placach. Inne wędrują na obrzeża miasta – do rowów, zagajników, na pola. Niedawno w naszym portalu informowaliśmy o zanieczyszczeniu terenów przyległych do ul. Wilczej. Co parę kroków można tam natrafić na dzikie wysypiska. Ul. Wilcza świetnie nadaje się do podrzucania odpadów – położona jest w ustronnym miejscu, ze znakomitym dojazdem (rejon węzła autostradowego Tarnów Centrum), nie jest też dozorowana.

Będzie kamera
Problem podrzucania odpadów przez jednych mieszkańców drugim z tej samej lub innej miejscowości, dotyczy nie tylko Tarnowa. Sprawa jest ogólnopolska. Jak na razie nie znaleziono w 100 procentach skutecznych sposobów, aby zapobiec zjawisku. Kiedy kilka lat temu wprowadzano „rewolucję śmieciową” z nowym systemem opłat i zagospodarowywania odpadów, przekonywano nas, że nastąpi rychły zmierzch dzikich wysypisk. Nic bardziej mylnego.
– W zasadzie są tylko dwa systemy naliczania opłat za wywóz śmieci, które mogą wpłynąć na zmianę obecnej sytuacji – twierdzi prezes SM Jaskółka. – To opłaty liczone od ilości zużytej w gospodarstwie domowym wody lub od powierzchni zajmowanego mieszkania. Ja jestem zwolennikiem tej pierwszej zasady.
Jak wiadomo, system naliczania opłaty połączony z zużyciem wody miał, mimo licznych protestów, obowiązywać w Tarnowie, lecz po zastrzeżeniach wojewody małopolskiego co do formalnych rozwiązań uwzględnionych w uchwale Rady Miejskiej, pomysł został całkowicie zarzucony.
Tarnowska Spółdzielnia Mieszkaniowa wciąż jednak poszukuje metody na ukrócenie nocnego „zrzutu” gabarytów i śmieci.
– Mamy zamiar montować w wybranych punktach na naszych osiedlach przenośną kamerę, tak zwaną fotopułapkę, którą posługują się leśnicy mający problem z zaśmiecaniem lasów – zapowiada prezes Sipiora.
Na razie nie wiadomo, kiedy nastąpi premiera fotopułapki.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o