Nowe wiadukty, stare problemy

0
409
Czy projektanci wszystko zaplanowali jak trzeba?
REKLAMA

Inżynier praktyk z wieloletnim stażem, z którym rozmawialiśmy na ten temat, twierdzi, że jeśli inwestor i wykonawca nie wprowadzą do obiektów pewnych modyfikacji, kłopoty mogą w przyszłości się powtarzać.
O nowych – starych problemach związanych z wiaduktami kolejowymi, które znajdują się w Tarnowie, pisaliśmy na naszych łamach 7 sierpnia. Informowaliśmy, że po intensywniejszych opadach deszczu wystąpiły poważne problemy z przejazdem w rejonie wiaduktów nad ul. Krakowską, Warsztatową, Czerwonych Klonów i Gumniską. Kilka dni po tej publikacji podobne kłopoty spotkały kierowców znów w ciągu ul. Krakowskiej; z powodu nadmiaru wody, która zgromadziła się pod obiektem, trudności z przeprawą trwały kilka godzin. Nagrany film, jaki jest do obejrzenia na naszych stronach (www.temi.pl), ilustruje zaistniałą sytuację.
Okoliczności te wywołują w Tarnowie nie tylko zdumienie, ale i coraz większą irytację. Wspomniane obiekty były latami przebudowywane kosztem wielu milionów złotych, a notowane ciągłe opóźnienia na budowach paraliżowały ruch w mieście. Inwestorem wszystkich budowli jest spółka Polskie Linie Kolejowe PKP i to ona w pierwszym rzędzie odpowiada za ten stan rzeczy. Wcześniej zapewniano, że dzięki inwestycjom znikną stare problemy związane z użytkowaniem tych budowli.

REKLAMA

Starym śladem
Przebudowę wiaduktów kolejowych w Tarnowie od początku obserwuje miedzy innymi inż. Leszek Śnieszko, emerytowany inżynier budownictwa, absolwent Politechniki Krakowskiej, który umiejętności zawodowe nabył podczas kilkudziesięciu lat pracy na ważnych budowach krajowych i zagranicznych.
Z inż. Śnieszko po raz pierwszy rozmawialiśmy kilka lat temu, gdy przebudowywano wiadukt nad ul. Tuchowską. Krytykował on wtedy projekt, który nie rozwiązywał starego problemu zlokalizowanego w tym miejscu: ciasnego przesmyku, jaki biegnie nad wiaduktem, utrudniającego manewrowanie szczególnie dużymi pojazdami, negatywnie wpływającego na bezpieczeństwo ruchu. Inżynier był wtedy – i nadal jest – zdania, że jeśli miliony złotówek włożyło się w projekt i realizację, to można było pokusić się o inne, lepsze rozwiązanie. Spółka PLK PKP w odpowiedzi pisała wówczas do naszej redakcji, że „przebudowa obiektów w ciągu ul. Tuchowskiej wykonana została zgodnie z zatwierdzonymi projektami i zgodnie z ustaleniami z Urzędem Miasta w Tarnowie. Prace obejmowały przebudowę obiektów bez zmiany parametrów, odtworzenie nawierzchni w starym śladzie oraz budowę nowych odcinków chodnika. Przejazd autobusów został przywrócony zgodnie z wcześniejszymi warunkami (…)”.
Spółka twierdziła, że wprowadzenie większych zmian na ul. Tuchowskiej byłoby ekonomicznie nieuzasadnione ze względu na budowę nowego łącznika al. Tarnowskich – Tuchowska.

Studnia prawdę ci powie
Ta dyskusja odbyła się trzy lata temu. Wspomniany łącznik już powinien funkcjonować, ale dziś nie wiadomo, kiedy wreszcie to nastąpi. W ciągu ostatniego roku wszystkie pracy zostały w tamtym miejscu wstrzymane. Napływające wody gruntowe uniemożliwiły kontynuowanie robót. Dorota Szalacha, rzeczniczka prasowa PKP PLK, dwa tygodnie temu poinformowała redakcję TEMI: „Wykonawca musiał uwzględnić trudne warunki geotechniczne i hydrologiczne oraz wszystkie wymagania zarządców i gestorów infrastruktury zewnętrznej. Projekt zabezpieczenia wiaduktu i dróg przed wodami gruntowymi jest już gotowy i prace przygotowawcze ruszyły. Specjalny sprzęt wykona łącznie 800 pali i wybudowana zostanie wanna żelbetonowa wraz z izolacją przeciwwodną. (…) ”.
Pozostaje jednak pytanie, czy zbyt łatwo ta i inne sytuacje nie zaskoczyły inwestora i wykonawcę przebudowy wiaduktów kolejowych w Tarnowie.
– Nie wiem, w jaki sposób były w tym przypadku wykonywane prace projektowe, ale wiem na pewno, że nie warto opierać się wyłącznie na materiałach opracowanych i dostarczonych przez geologów – mówi inż. Śnieszko. – Jako młody chłopak interesowałem się hodowlą rybek i swego czasu miałem w domu nawet 16 czynnych akwariów. Ktoś mi kiedyś powiedział, że zapasy dobrej wody odnajdę w pobliżu budki dróżnika na al. Tarnowskich, w sąsiedztwie dzisiejszej budowy łącznika. Istotnie, była tam betonowa studnia, a w niej świetna woda. Jej widoczny poziom świadczył o sporej zasobności studni. Dawało to wiele do myślenia. Opowiadam o tym, aby zaznaczyć, że jeśli coś projektujemy, warto wybrać się w teren, na którym zostanie wykonana inwestycja, dokładnie go spenetrować, poznać wszystkie jego uwarunkowania. Być może wtedy dostrzeże się to, czego nie uwzględniono w oficjalnych dokumentach.


Klapa na całego
Kiedy w tym miesiącu po obfitych opadach woda zalała dopiero co oddane do użytku wiadukty, PKP PLK tłumaczyły, że brak prądu uniemożliwił zadziałanie specjalnych pomp.
– Dla mnie to wyjaśnienie jest zupełnie niezrozumiałe – podkreśla inż. Śnieszko. – W tak newralgicznych miejscach powinno się zaplanować zasilanie zastępcze, tak jak na przykład w szpitalach. Przy obecnej technice nie stanowi to problemu. Nie może być tak, że jest burza, silny deszcz, następuje awaria sieci i klops! Pompa nie działa, więc wszyscy toniemy. Sytuacja dotyczy głównych dróg w mieście i także ze względów bezpieczeństwa nie wolno pozwolić, żeby w kilku punktach miasta przejazd stał się niemożliwy.
Leszek Śnieszko wyraźnie zaznacza: W przypadku takich obiektów jak wiadukt bardzo ważne są skrupulatne, prawidłowe obliczenia dotyczące charakterystyki zlewni, żeby wiedzieć, ile zbierze się wody, napływającej z różnych kierunków tam, gdzie mamy zamiar zrealizować inwestycję. Pod uwagę bierze się różne rodzaje opadów atmosferycznych, według tzw. skali Chomicza, ich natężenie i wydajność. Opad mierzymy wysokością zgromadzonej warstwy wody i wyrażamy ją w milimetrach.
Specjaliści przyjmują, że jeśli na powierzchni jednego metra kwadratowego spadnie deszcz o wysokości 1 mm, to objętość wody wynosi 1 litr.

Ciągłe zaskoczenia
– W zależności od uzyskanych w obliczeniach wyników planujemy, czy na określonym terenie wystarczy jedna pompa, czy dwie, czy sprawdzą się pompy dwu- lub trzystopniowe, czy określona wydajność urządzeń będzie odpowiednia itp. To są elementarne zasady. Jeśli wszystko to uwzględnimy, nie popełniając w obliczeniach błędów, nie powinno być zaskoczeń w sytuacjach kryzysowych.
Tymczasem, jak się już okazało, w Tarnowie zaskoczenia są, choć na razie można tylko przypuszczać, co jest tego powodem. Niektórzy nasi rozmówcy uważają, że w przeszłości władze miasta zbyt mało uwagi zwracały na sposób, w jaki przebudowywane są wiadukty.
– Uznano widocznie, że skoro inwestorem jest spółka PKP PLK, to wszystko można puścić na żywioł, bo i tak oni za to odpowiadają – słyszymy. – Ale przecież to nie Tarnów leży na kolei, ale kolej przebiega przez Tarnów.Po ostatnich poważnych wpadkach dotyczących zalania wiaduktów tarnowski Zarząd Dróg i Komunikacji domagał się od inwestora bardziej skutecznych rozwiązań, m.in. montażu przy obiektach alternatywnych źródeł zasilania. Monity w tej sprawie były kierowane do kolei już wcześniej, lecz nie odniosły skutku.Kolejarze: wszystko jest w porządku
PKP PLK upierają się jednak przy tym, że zastosowane przy wiaduktach w Tarnowie pompy mają odpowiednią wydajność (na ul. Krakowskiej są dwie), wysoką sprawność, a wynikłe niedawno problemy były skutkiem nieprzewidzianych awarii. Spółka zapewnia, że w normalnej sytuacji nawet podczas obfitych opadów deszczu urządzenia będą działać skutecznie.
Inż. Śnieszko twierdzi, że jeśli kolej nie doprowadzi do znacznych modyfikacji, wiadukty kolejowe w Tarnowie również przez kolejne lata będą powodem licznych emocji. Jego zdaniem, wątpliwe wydają się też inne parametry niektórych tych budowli, m.in. na al. Tarnowskich, ale z oceną chce jeszcze zaczekać. Dopiero czas zweryfikuje pewne obawy.
Remont lub przebudowa 18 wiaduktów w Tarnowie rozpoczęły się – w ramach modernizacji linii kolejowej E30 – w 2013 roku. To był koszt ok. 200 mln zł. Według wcześniejszych zapewnień, większość obiektów miała być gotowa w 2015, także przejazd na al. Tarnowskich. W tym przypadku opóźnienie może wynieść nawet… pięć lat.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o