O cieple w zimowym nastroju

0
128
REKLAMA

Według raportu
Jak wyjaśnia Marcin Pałach z Tarnowskiego Centrum Informacji, tarnowską „biegunowość” dokumentuje raport krakowskiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej z 28 sierpnia 2007 roku, przygotowany na zamówienie miasta. To dane z pomiarów szczególnych cech tarnowskiego klimatu – jak stosunkowo wysoka średnia roczna temperatura (w ostatnim trzydziestoleciu 8,7 stopnia – nie za ciepło jednak!), z wahaniami od 7 (zimny rok 1980) do 10 stopni (rok 2000). Jak na polski klimat, mamy też podobno stosunkowo dużo słońca – średnio 1 573 godziny w ciągu roku, a to o ok. 50 godzin więcej niż średnie nasłonecznienie Polski w ostatnim „wieloleciu”. Wiąże się to z dłuższym okresem wegetacyjnym roślin – w Tarnowie i okolicach trwa on średnio od drugiego tygodnia marca do 25 października (228 dni w ciągu roku z temperaturą powyżej 5 stopni). Na Dolnym Śląsku – w regionie, gdzie aura jest także przychylna uprawom – średni okres wegetacyjny jest o ponad tydzień krótszy. A w mniej dopieszczanych przez klimat częściach kraju nie przekracza czasem 150 dni.
Według obserwacji z 2006 roku mieliśmy w Tarnowie prawie 60 (58,21) dni gorących, czyli takich, gdy temperatura powietrza wynosiła 25‑30 stopni, i przynajmniej sześć „dni upalnych” – z temperaturą 30‑40 stopni. W dodatku mamy też stosunkowo niewiele dni wietrznych – do 30 proc. „ciszy termicznej” rocznie.
W ostatnim dwudziestoleciu trafialiśmy też do rejestrów IMGW jako miejsce najwyższych w Polsce temperatur. 1 sierpnia 1994 odnotowano w Tarnowie 35,8 stopni, a 20 sierpnia 2000 roku – 35,9 stopni. Absolutny krajowy rekord należy jednak do Słubic (39,5 30 lipca 1994)
Biorąc pod uwagę tylko temperatury, trudno byłoby uznać raport IMGW za twardy materiał dowodowy na rzecz termicznej „biegunowości” Tarnowa. Szczególnie, że o tej porze roku niewiele na tym korzystamy.
– Z tego ciepła mamy tyle, że kiedy wszędzie w Polsce jest zimno i paskudnie, u nas jest może odrobinę cieplej, za to zwykle bardziej paskudnie – ocenia sceptycznie młody tarnowianin. – Marna to pociecha, kiedy śnieg taje i zamienia się w breję na chodnikach. Nic dziwnego, że wyciąg i skocznia na „Marcince” się nie utrzymały…

REKLAMA

Nasza „droga na biegun”
Jak podkreśla Marcin Pałach, idea Tarnowa jako „bieguna ciepła” jest jednak dziś popularna i wzbudza zainteresowanie zarówno wśród tarnowian, jak i mieszkańców innych części Polski.
– Raport IMGW trzymamy stale „na wierzchu”, bo stale zdarzają się pytania i prośby o informacje dotyczące podstaw tego pomysłu – podkreśla. – Temat podjęły w swoim czasie np. „Podróże” czy „Dziennik Zachodni”, w ub. roku pisali też na ten temat dziennikarze rosyjscy. Zdarza się zresztą często, że gdy wymieniamy nazwę Tarnowa podczas imprez czy spotkań w różnych miastach, ludzie reagują „O! to u was jest najcieplej…”
Wiadomo, że Sanguszkowie eksperymentowali w Tarnowie z uprawą winorośli i brzoskwiń. Najcieplejsze miejsce w (najcieplejszym) Tarnowie znajduje się podobno właśnie między stokiem Góry Św. Marcina a dawnym pałacem Sanguszków na Gumniskiej.
Czy jednak Tarnów istotnie jest miejscem najcieplejszym w Polsce? Czy „zasłużyliśmy” na ten tytuł i czy inne miasta go nie kwestionują? Cóż, należałoby pewnie zacząć od ścisłej definicji „najcieplejszego miejsca”, ale w kwestiach ścisłości i definicji nigdy nie byliśmy w Polsce szczególnie staranni. Dzięki temu na każdy prawie temat możemy dyskutować bez końca.


Wojna na ciepło
Rekordami temperatur i liczby dni słonecznych bezwzględnie innych pretendentów do tytułu „najcieplejszego miasta” nie pokonamy. Średnia roczna temperatura w Tarnowie należy co prawda istotnie do najwyższych w Polsce, ale podobne wskaźniki ma kilka innych miast – np. wspomniane już Słubice, Legnica, Opole (a Szczecin czy Wrocław nie odstają znacząco).
Ostatnie lato chwalili np. winiarze z regionu tarnowskiego. W stosunku do winiarzy z Dolnego Śląska (liczniejszych i sprzedających więcej wina) odnieśli znacznie mniejsze straty w wyniku wiosennych przymrozków czy letnich opadów.
– Trzeba przyznać, że turystyczne hasło o lokalnym „biegunie ciepła” sprawdziło nam się tym razem…Lato było niemal idealne – oceniał Mariusz Chryk, właściciel największej w regionie winnicy „Zawisza” w Brzozowej. – Winogrona są w tym roku o tak dobrych parametrach, jakich nie miałem jeszcze od czasu założenia winnicy. I jakie w polskim klimacie w ogóle trudno uzyskać…
W samym mieście nie wszyscy cieszyli się z gorącego lata. Np. odwiedzający Tarnowski Teatr omal nie ugotowali się w foyer za nagrzaną szklaną fasadą i zmuszeni byli uznać, że odnowionego wnętrza „świątyni sztuki” nie dostosowano zgoła do warunków „bieguna ciepła”.

Ciepło subiektywne
Oczywiście odczucie ciepła bywa subiektywne.
– W Tarnowie jest zimno! – twierdzi stanowczo Edyta, trzydziestoletnia mieszkanka osiedla XXV‑lecia. – Nawet w słoneczne dni ciemno, bo mury zewsząd zasłaniają słońce, które do mieszkania w bloku praktycznie nie zagląda… A u mojej mamy w okolicach Tuchowa słońce widać prawie codziennie, śnieg za domem pięknie je odbija. Na południowej ścianie domu rośnie winogrono. A jak się zapali w kominku, w domu jest ciepło, sucho i przytulnie.
– Na pewno klimat jest zjawiskiem zbyt złożonym i zmiennym, by wyłącznie w oparciu o dane meteo dało się zestawić jakiś niebudzący wątpliwości ranking – uśmiecha się Maria Zawada‑Bilik, dyrektor Wydziału Marki Urzędu Miasta Tarnowa. – Ale jesteśmy jednym z najcieplejszych regionów w Polsce, co wynika zarówno z danych meteorologicznych, jak z tradycji i pewnych przekazów historycznych. Mamy dobrą podbudowę, więc gdy pojawił się taki pomysł na promocję miasta, należało go wykorzystać. Wydaje się, że wpadliśmy na to pierwsi – w każdym razie w takim znaczeniu, by z ciepła zrobić znak rozpoznawczy miasta. I to się przyjęło. Co najmniej kilkakrotnie w ostatnim roku „tarnowski biegun ciepła” pojawił się w różnych publikacjach i w programach telewizyjnych. To natomiast, na ile potraktujemy to „ciepło” dosłownie, a na ile szerzej, metaforycznie, to znacznie ważniejsza sprawa.

Nasz „trzeci świat”?
W sensie metaforycznym z klimatem miasta nie jest tak dobrze, jak byśmy chcieli.
– To chyba kwestia czasów – kiwa głową karmiąca gołębie (co jest zresztą zakazane) pani Dorota. – Dawniej znało się wszystkich sąsiadów na kilka ulic dookoła. Wiedziało się o nich dużo i było o czym porozmawiać. Teraz się ich najwyżej widuje. Miasto się nie rozrasta, ale robi się coraz bardziej obce. Ludzie wolą się nie znać, a różnice między tymi, którzy mają i mogą, a tymi, którzy nie mają prawie nic i o niczym nie decydują – są coraz większe. I to widać nawet w wyglądzie miasta. Proszę popatrzyć – parę metrów od niedawno odnowionego skweru jest alejka do mojego bloku: brudna, z wyszczerbionym chodnikiem i wyrwą, w której zawsze stoi kałuża z wodą po kolana…
– Może zamiast promować miasto na zewnątrz i reklamować się jako „biegun ciepła”, należałoby skierować więcej funduszy na ocieplenie klimatu życia w mieście – sugeruje Kamil, absolwent marketingu i zarządzania. – Niekoniecznie na szklane fasady i przejścia podziemne, ale na przykład na dostępne mieszkania komunalne i lepsze warunki dla drobnej przedsiębiorczości. Żebyśmy mogli żyć i pracować bez pokrętnego szukania znajomości i podpinania się do opcji towarzysko‑politycznych. Żeby nie trzeba było koniecznie wyjeżdżać za granicę. Żeby był jakiś wybór. Żeby to nie był taki „trzeci świat”!
Żyjąc na „biegunie ciepła”, tarnowianie nie są szczęśliwi. Czy kiedyś byli? Albo będą?

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o