Odwołanie pani rektor to wierzchołek góry lodowej

0
303
Robert Tomasiewicz | fot. Paweł Topolski

Rozmowa z Robertem Tomasiewiczem, prezesem ELPLC, byłym przewodniczącym Rady Uczelni Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie

Czym się Pan zajmuje?
Od 16 lat zarządzam spółką budującą maszyny oraz linie produkcyjne, które funkcjonują w zakładach na całym świecie. Współpracuję nie tylko z korporacjami, ale także mniejszymi firmami oraz uczelniami.

Jednym z partnerów Pana spółki jest tarnowska PWSZ. Jak wygląda współpraca firmy i uczelni?
Każdego roku przyjmujemy na praktyki studentów, zatrudniamy absolwentów, wspieramy tarnowską uczelnię doposażając sale w najnowszy sprzęt z dziedziny automatyki i mechatroniki. Propozycja bycia członkiem Rady Uczelni była dla mnie zwieńczeniem kilku lat dobrej współpracy z Wydziałem Politechnicznym PWSZ.

Co stało się później?
Brak chęci współpracy ze strony byłej pani rektor oraz dotarcie w trakcie prac Rady Uczelni PWSZ do materiałów wzbudzających ogólny niepokój spowodował, że zostaliśmy zmuszeni do powiadomienia ministra nauki i szkolnictwa wyższego o zaistniałych nieprawidłowościach. W ramach odwetu odwołano mnie z zajmowanej funkcji za pomocą przyjętego z wadą prawną statutu.

Dlaczego po bezprawnym – według Pana – odwołaniu ze stanowiska przewodniczącego Rady Uczelni dalej wspiera Pan PWSZ?
Moja firma sfinansowała staż studentowi kierunku studiów dualnych, przygotowywany jest kolejny sprzęt branży automatycznej do przekazania uczelni. To, że była pani rektor sięgnęła po bezprawne środki, które bezpośrednio uderzyły w moją osobę, nie jest według mnie powodem do zaprzestania takiej pomocy. Studenci nie są niczemu winni.

Niedawno minister nauki i szkolnictwa wyższego stwierdził wygaśnięcie mandatu rektor PWSZ. Jaka była Pana reakcja na ten fakt?
Spokój. Długo czekałem na odpowiedź Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ale rozumiem, że takie decyzje muszą być dokładnie przemyślane. Tym bardziej, że mówimy tu o wierzchołku góry lodowej. W świetle dokumentów, które jako przewodniczący Rady Uczelni przesłałem do ministerstwa, skala stwierdzonych nieprawidłowości w tarnowskiej PWSZ jest tak duża, że kolejne kroki są według mnie tylko kwestią czasu.

Jakie to są nieprawidłowości?
Wolałbym, żeby wypowiadały się na ten temat odpowiednie organy, ale powiem tyle, że wśród dokumentów, które wysłaliśmy do ministerstwa, znajdują się między innymi sfałszowane protokoły posiedzenia Senatu PWSZ. Są to trzy fotokopie. Na pierwszej jest protokół oryginalny, zatwierdzony przez Senat, na drugiej ten sam protokół z odręcznie naniesionymi poprawkami byłej pani rektor, w którym usuwa ona niekorzystne zapisy, a fotokopia trzecia to wersja ostateczna, sfałszowana. Korzystna dla byłej pani rektor i niezgodna z głosowaniem Senatu.

Nie boi się Pan pozwu?
„Nikt nie jest bardziej znienawidzony niż ten, kto mówi prawdę” – mawiał Platon. Proponuję poczekać na działania właściwych organów. Nie sądzę, żeby po ich interwencji była pani rektor pozwała kogokolwiek. Ale w razie takiego wypadku jestem przygotowany.

Do tej pory odmawiał Pan kontaktu z mediami. Dlaczego teraz przerwał milczenie?
Jestem człowiekiem działającym spokojnie, metodycznie i konsekwentnie zarówno w domu, w biznesie, jak i pracach Rady Uczelni, a wreszcie w kontaktach z mediami. Do czasu formalnej interwencji organów nadzorujących postanowiłem nie wypowiadać się publicznie, ale czytając, jakie rzeczy opowiada się na mój temat, nie było mi łatwo. Mieszanina pomówień, obelg i oszczerstw… Dla mnie, jako człowieka i biznesmena to była i wciąż jest bardzo niekomfortowa sytuacja, choć niezupełnie nowa, ponieważ wiem doskonale, w jaki sposób była pani rektor wyraża się o ludziach, których nie lubi i których się obawia.

Nie chciał Pan wystąpić na drogę sądową?
Jestem cierpliwy. Czekałem najpierw na rozpatrzenie moich wniosków przez ministerstwo. Jak widać, warto było. Nie chcę wchodzić w szczegóły, będą one znane w świetle ujawnienia możliwych kolejnych nieprawidłowości. Podstawa stwierdzenia nieważności mandatu byłej pani rektor, wynikająca z braku odpowiednich zezwoleń na dodatkowe zajęcia zarobkowe, to według mojej wiedzy dopiero początek.

Jak Pan ocenia obecną sytuację na uczelni, w której coraz częściej słyszy się, że była rektor nie chce oddać władzy?
Jej zachowania są bulwersujące, ale w tym wypadku, niestety, konsekwentne. To nie jest nic nowego dla kogoś, kto miał okazję ją poznać. Tak samo zachowywała się, gdy odmawiała wglądu w dokumentację, nie udzielała odpowiedzi na pisma, gdy odwoływała Radę Uczelni, kiedy w sposób budzący wątpliwości wymieniała skład Senatu, gdy forsowała przepisy niezgodne, według nas, z ustawą, a pomagające w utrzymaniu przez nią władzy.

Na koniec: jak postrzega Pan rolę Rady Uczelni?
Radę Uczelni widziałem i widzę jako platformę, na której można zsynchronizować w realny sposób potrzeby i wymagania lokalnego środowiska, w moim wypadku środowiska biznesowego, z ofertą lokalnej uczelni. Ta współpraca, o której była pani rektor tyle opowiadała, jest fasadowa. W rzeczywistości to fikcja.

A taka współpraca jest możliwa?
Oczywiście. I obopólne korzyści mogą być ogromne.

Jakie korzyści ma Pan na myśli?
Podam przykład. Do rozwoju firmy potrzeba specjalistów. Można ich rekrutować na tarnowskiej uczelni. Mogę zaoferować studentom płatne staże, a później pracę. Nowoczesną, rozwojową, atrakcyjną i bardzo dobrze wynagradzaną. I co więcej, jest to praca, za którą nie trzeba wyjeżdżać z Tarnowa.

Zbliżają się wybory rektora tarnowskiej PWSZ. Czy ma Pan swojego kandydata na to stanowisko?
Wolałbym nie mówić o nazwiskach. Ale musi być to ktoś dynamiczny, otwarty na współpracę, związany z uczelnią i środowiskiem lokalnym, ale potrafiący się odnaleźć w instytucjach centralnych. Musi to być człowiek potrafiący współpracować z zespołem, rozumiejący złożoność tej konkretnej uczelni. Musi to być ktoś, kto poświęci uczelni cały swój czas. Innymi słowy, musi to być człowiek, który potraktuje uczelnię jako priorytet.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o