Ogień dobrze czuje się w świątyniach

0
162
Najcenniejszy w regionie drewniany kościółek św. Leonarda w Lipnicy Murowanej jest odpowiednio zabezpieczony przed pożarem
REKLAMA

W regionie tarnowskim znajduje się wiele pereł sakralnej architektury drewnianej, które szczęśliwie przetrwały, choć też nie omijały je nieszczęścia. Niestety, jedna z tych pereł padła ofiarą pożaru w czasach zupełnie nieodległych. Może gdyby ówczesne przepisy przeciwpożarowe były bardziej restrykcyjne, obiekt miałby szansę na ocalenie.
To stało się nocą z 7 na 8 października 1987 roku. W ogniu stanęła wolnostojąca wieżadzwonnica, zlokalizowana obok kościoła św. Mikołaja w Bochni. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, w temperaturze powyżej 1000 stopni Celsjusza zaczęły topić się dzwony. Cały obiekt szybko poszedł z dymem. Spłonął wtedy jeden z najcenniejszych zabytków drewnianego budownictwa sakralnego w Polsce. Pochodził z ok. 1609 roku. Nigdy nie udało się wyjaśnić przyczyny pożaru; mówiło się wtedy o celowym podpaleniu. Dzisiaj w tym miejscu stoi obiekt całkowicie zrekonstruowany, prace przypadły na lata 1990 – 1993.
Od tamtego czasu w regionie tarnowskim, gdy chodzi o pożary świątyń, już tak dramatycznego zdarzenia nie było. Ale w portalu „Pożary obiektów sakralnych 1973 – 1998” można znaleźć informację, że w 1990 roku doszło w Tarnowie do próby podpalenia XVI-wiecznego kościoła, którego nie wymienia się z nazwy. Przypuszczalnie chodzi o modrzewiowy kościół św. Trójcy na Terlikówce. Według tych informacji, ogień został stłumiony w zarodku.

REKLAMA

Woda zamiast ognia
W Tarnowie są dwie cenne drewniane świątynie; wspomniana wyżej oraz kościół Matki Bożej Szkaplerznej – na Burku. Ten pierwszy często był narażony na ogień, ponieważ stoi obok szlaku kolejowego i gdy pędziły nim jeszcze parowozy, wokół sypały się niebezpieczne iskry. Dlatego w swoim czasie kościółek zabezpieczony był na zewnątrz metalowymi osłonami. Drugi kościół, na Burku, był już odbudowywany po dużym pożarze w 1680 roku.
– Dziś obie świątynie wyposażone są w specjalne systemy gaśnicze o drobnym strumieniu wody, z tak zwaną mgłą wodną, przeznaczone między innymi dla ochrony obiektów zabytkowych. Są to systemy dość drogie, ale skuteczne – informuje bryg. Paweł Mazurek, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Tarnowie.
W podobny system wyposażony jest drewniany kościół św. Marcina w Zawadzie pod Tarnowem, w pobliżu Góry św. Marcina.
– Tak, na szczęście dysponujemy takim zabezpieczeniem. Oby nigdy się nie przydało, ale lepiej je mieć niż nie mieć – mówi ks. Adam Wyrwa, proboszcz parafii w Zawadzie.
Bez wątpienia najcenniejszą świątynią w regionie jest drewniany kościół cmentarny św. Leonarda w Lipnicy Murowanej. Jednonawowy, konstrukcji zrębowej, zbudowany ok. 1502 r. kilkanaście lat temu został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Obiekt w przeszłości był narażony na kilka poważnych niebezpieczeństw: w 1997 roku, podczas „powodzi stulecia”, woda podeszła blisko świątyni i mieszkańcy ofiarnie ją przywiązywali linami do drzew, by nie spłynęła wraz ze wzburzonym nurtem. Kilka lat temu bobry znad pobliskiej rzeki przegryzły pnie drzew, które spadły na kościelne ogrodzenie, omijając sam obiekt. Pożary szczęśliwie omijały kościółek.


Jak strzec kościół?
– Kościół zabezpieczony jest na wszelkie możliwe sposoby, w tym również przed pożarem. Nie chodzi tylko o gaszenie ognia, ale i o powiadamianie o zagrożeniu służb ratunkowych. To nowoczesna technika, dla wielu stanowi wzór, jak należy strzec takie obiekty. Oczywiście, nie wszystko da się przewidzieć, pojawiające w naszym klimacie żywioły mogą być problemem, ale na to nie mamy wpływu – podkreśla ks. Mariusz Jachymczak, proboszcz parafii św. Andrzeja Apostoła w Lipnicy Murowanej, która opiekuje się kościółkiem św. Leonarda.
– Jak jestem w służbie 28 lat, tak nie pamiętam pożaru kościoła w Tarnowie i okolicy – mówi bryg. Paweł Mazurek, który kiedyś zwiedzał paryską katedrę Notre Dame, jaka spłonęła na początku Wielkiego Tygodnia. – Dla tego rodzaju obiektów, jeśli są zabytkowe, zawsze takie zagrożenie jest wielkim niebezpieczeństwem, istnieje obawa przed utratą bezcennych niekiedy dzieł. Co pewien czas modyfikowane są przepisy dotyczące ochrony przeciwpożarowej świątyń, czasem pod wpływem pewnych zdarzeń, czy to w kraju, czy poza nim. Także po pożarach wież kościelnych w Gdańsku i Gorzowie Wielkopolskim byliśmy zobowiązani do sprawdzenia możliwości działań ratowniczo-gaśniczych w przypadku podobnych obiektów na swoim terenie.

Sięgnąć wieży
Wieża katedry tarnowskiej liczy 72 metry wysokości, a bliźniacze wieże kościoła Św. Rodziny (Misjonarzy) są niższe o ok. 10 metrów. Paweł Mazurek mówi, że sprzęt, którym dysponują dwie jednostki pożarnicze w mieście, jest wystarczający do prowadzenia akcji na takich wysokościach. Strażacy mają wysuwaną drabinę wysoką na 42 metry oraz 37-metrową drabinę z koszem.
Najważniejsza w Tarnowie świątynia – kościół katedralny Narodzenia NM Panny – jest budowlą murowaną, ale część wyposażenia pozostaje drewniana. Wystarczy wspomnieć XIX-wieczną ambonę z czarnego dębu, unikatowe stalle kanonickie z przełomu XV i XVI wieku, niektóre rzeźby, łącznie ze słynną „Pietą”, czy elementy ołtarzy. Drewniana jest również konstrukcja potężnych dachów. Kościół chroni przed pożarem sieć hydrantów wewnętrznych, stałych urządzeń gaśniczych; system ten najlepiej się sprawdza w początkowej fazie pożaru, gdy jest szybko zauważony i nie zdążył się rozprzestrzenić.
Na stronach Diecezji Tarnowskiej znaleźć można wytyczne dotyczące najbardziej istotnych elementów ochrony przeciwpożarowej w przypadku budynków sakralnych oraz innych, które im towarzyszą.


Świątynie spoza rejestru
Dla obiektów sakralnych polskie prawo nie przewiduje innych przepisów w zakresie zabezpieczenia przeciwpożarowego niż dla reszty obiektów budowlanych. Dodatkowe regulacje dotyczą tylko świątyń znajdujących się w rejestrze zabytków i są to te same przepisy, które obejmują inne obiekty zabytkowe. Delegaturę Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Tarnowie prosiliśmy o ocenę stanu zabezpieczenia kościołów będących zabytkami, ale do czasu oddania materiału do druku odpowiedź nie nadeszła. Na pewno poziom tego zabezpieczenia jest zróżnicowany, a więc i różny jest stopień jego skuteczności. W gorszej sytuacji mogą znajdować się liczne kościoły spoza rejestru WUOZ, aczkolwiek warto pamiętać, że także w wielu z nich znajdują się cenne pamiątki z przeszłości.Strażacy dobrze wiedzą, że pożar w kościele ma swoją specyfikę. Ze względu na konstrukcję budowli i często stare, zabytkowe wyposażenie jest trudny do opanowania i ugaszenia. Znaczna zawartość drewna w materiałach wykończeniowych czy ozdobnych także odgrywa dużą rolę. Niestety, ogień – jeśli się już pojawia – dobrze czuje się w świątyniach. Jest szybki i bardzo aktywny. Obszernie pisze o tym portal Strażak.wikidot.com: „Budynek kościoła w swoim wnętrzu zawiera dużą otwartą przestrzeń, obejmującą nawy, transept, prezbiterium z apsydą oraz kaplicę. Taki układ sprzyja swobodnemu rozwojowi pożaru we wszystkich kierunkach. Duże okna witrażowe, a także znaczna wysokość głównego pomieszczenia, ułatwia ciągłą wymianę gazową podczas pożaru. Ponadto otwarta przestrzeń i pojawiające się przeciągi o zmiennych kierunkach, wywołane przez podmuchy wiatru, mogą w łatwy sposób przyspieszać rozwój pożaru, a także powstawanie wtórnych ognisk pożaru w odległych miejscach kościoła”.

Niebezpieczne kadzidło
W minionych stuleciach kościoły często płonęły, ponieważ działo się to na skutek najazdów, napadów czy działań wojennych, ale też w okolicznościach zupełnie pokojowych. Przykładowo na przełomie XVIII i XIX wieku ogień zajął wnętrze kościoła bernardyńskiego w Tarnowie, co spowodowało znaczne straty. Ocalały wtedy fragmenty gotyckich stalli, które dzisiaj możemy oglądać w muzeum klasztornym w Leżajsku.
Z polskich statystyk wynika, że najczęstszymi przyczynami pożarów w świątyniach są obecnie wady urządzeń elektrycznych, zwarcia w instalacjach, pozostawienie bez dozoru piecyków, wyładowania atmosferyczne, zaprószenie ognia podczas prac remontowo – budowlanych, podpalenia. Były już przypadki, gdy ogień strawił kościoły, ponieważ zapomniano wygasić świece przy ołtarzu albo kadzidło. Jeszcze raz się potwierdza, że nie nowoczesne systemy mogą ochronić obiekty przed nieszczęściem, ale zwykła ludzka przezorność.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o