Oskarżony bankowiec

0
128
REKLAMA

Pracując od dwóch lat jako kasjer i przy obsłudze indywidualnych rachunków, młody mężczyzna przejął z kont 26 klientów 2 mln 559 tys. 811 zł. Zwykle robił to, podrabiając podpisy i fałszując dokumenty dotyczące likwidacji lokat terminowych, przelewów i wypłat. Trwało to niemal dwa lata. Klienci o niczym nie wiedzieli, bo to zwykle właśnie Maciej P. obsługiwał ich rachunki. Wyławiał „swoich klientów” z sali, nawet poza kolejką, nie dopuszczając, by inni pracownicy sprawdzali ich konta. Raz zdarzyło się, że właściciel lokaty zlikwidowanej wcześniej przez oszusta trafił do innego pracownika banku. Ten nie mógł znaleźć lokaty w systemie. Maciej P. zażegnał niebezpieczeństwo, mówiąc koledze, że przejmuje obsługę klienta. Pozornie sprawdzając coś w komputerze, zapewnił następnie właściciela konta, że wszystko jest w porządku, tylko system na chwilę się „zawiesił”.
Pieniądze pobierane z rachunków klientów czasem wypłacał sobie w gotówce, zwykle jednak przelewał na rachunki własne w tym samym lub innym banku. Wykorzystując dostęp do danych klientów, założył też kilka fikcyjnych kont, do których tylko on miał dostęp. Na nie także przelewał pieniądze.
Serię oszustw odkryto w wyniku kontroli bankowego Departamentu Bezpieczeństwa. Czujność kontrolerów wzbudziła duża liczba zrywanych przed terminem lokat w tarnowskim oddziale banku. Kontrolerzy m.in. kontaktowali się z właścicielami lokat. Ci – jak się okazało – nic o zerwaniu lokat nie wiedzieli. Niektórzy nawet sprawdzali je w ostatnim czasie i – oczywiście – byli przekonani, że nadal istnieją i procentują.
W śledztwie Maciej P. przyznał się do winy i opowiedział o tym, jak dokonywał oszustw. Tłumaczył, że jest uzależniony od hazardu – od kilku lat grywa stale m.in. na internetowych portalach bukmacherskich i w ten właśnie sposób wykorzystał większość przywłaszczonych pieniędzy. Wyjaśnienie to sprawdzono i ustalono, że, poza kilkudziesięcioma tysiącami przekazanymi rodzinie lub przeznaczonymi na zakupy, Maciej P. istotnie „utopił” znaczną część skradzionych pieniędzy w zakładach. Jak stwierdzono, młody mężczyzna grywał od kilku lat – zanim jednak zatrudniono go w banku, jego zakłady nie przekraczały kilkuset złotych. Potem zaczął stawiać znacznie większe sumy.
W ocenie biegłych Maciej P. jest istotnie uzależniony od hazardu. Nie stwierdzono jednak, by przypadłość ta miała wpływ na jego poczytalność w czasie dokonywania oszustw. Postawiono mu zarzuty zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat. Kara może być nawet wyższa, jako że Maciej P. prowadził karalny proceder dłuższy czas i uczynił sobie z niego źródło stałych dochodów.
Sąd uznał, że poszkodowanym w sprawie jest zatrudniający nieuczciwego pracownika bank, klienci zatem nie mogą ponieść kosztów jego działalności. Bank anulował sfałszowane przez Macieja P. operacje, przywracając klientom stan kont i lokat sprzed okresu działalności oszusta.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o