Ostre cięcie już nie w podziemiu

0
138
fryzjerzy-atakują
Fot. Paweł Topolski

Otwarte galerie handlowe, otwarte przedszkola i żłobki, a zakłady fryzjerskie i kosmetyczne nadal zamknięte… Tak jeszcze niedawno wyglądał obraz naszego kraju. Polski rząd podjął jednak w końcu decyzję, iż zakłady fryzjerskie oraz salony kosmetyczne od 18 maja mogą ponownie obsługiwać klientów. Fryzjerzy odetchnęli z ulgą, bo do tej pory spora część z nich mimo przewidzianych drakońskich kar, obcinała klientów w swoich domach lub dojeżdżając do zainteresowanych. Ryzykowali, bo woleli zapłacić karę, niż zbankrutować.
Od 1 kwietnia formalnie zamknięto wszystkie punkty kosmetyczne, usługowe, fryzjerskie, rehabilitacyjne i masażu oraz gabinety tatuażu. Nie wolno było także realizować wizyt domowych związanych z wykonywaniem tych usług. W Polsce salonów fryzjerskich i kosmetycznych jest około 130 tys. Zapewniają one pracę ponad 300 tys. osobom.

Dodatkowo są jeszcze usługodawcy pracujący w domach klientek, często „na czarno”. Aż 94 proc. salonów kosmetycznych i fryzjerskich, które wzięły udział w badaniu przeprowadzonym w pierwszy majowy weekend przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Stylistów Paznokci Fantasmagorie we współpracy z Federacją Beauty Pro, mówiło o braku dochodów w swoich firmach w wyniku wprowadzenia stanu epidemii koronawirusa. Co ciekawe, 86 proc. przedsiębiorców oceniło, że jeśli restrykcje będą się przedłużać, to w ciągu sześciu miesięcy mogą zostać zmuszeni do zamknięcia swoich działalności.
Pomimo ryzyka poniesienia kary w wysokości nawet 30 tys. zł, fryzjerów, którzy zdecydowali się realizować swoje usługi w tzw. podziemiu, było mnóstwo. Co ciekawe, samo znalezienie fryzjera gotowego do obsługi klienta w domu nie stanowiło większego problemu. Wystarczyło wejść na jeden z portali z ogłoszeniami, by znaleźć aktywne oferty.

– Strzygłem od początku wprowadzenia zakazu. Przede wszystkim zajmowałem się włosami stałych klientów i klientek, do których miałem zaufanie i wiedziałem, że nie doniosą na mnie policji – przyznaje pan Marcin, fryzjer z kilkunastoletnim stażem, który nie ma wątpliwości, że bez podziemnego fryzjerstwa nie przetrwałby na rynku. – I tak było źle, ponieważ liczba klientów spadła praktycznie o połowę. Musiałem podnieść nieco ceny, bo nie dość, że ryzykowałem zarażeniem się koronawirusem, to mogłem zostać ukarany za nielegalną pracę. Przed epidemią strzygłem mężczyzn za 15 zł. Teraz robię to za 22 zł.
Pani Izabela, która również z powodu epidemii koronawirusa musiała zamknąć zakład fryzjerski, swoich klientów oraz członków ich rodzin strzygła u siebie w domu, w specjalnie zorganizowanym pomieszczeniu, które zaadaptowano na mały zakład fryzjerski, albo dojeżdżając do zainteresowanych. – Preferowałam formę, w której to klienci przyjeżdżali do mnie. Nie traciłam czasu na dojazd, dzięki czemu mogłam obsłużyć większą liczbę osób, a ponadto szanse na to, że mogłam zarazić się koronawirusem były znacznie mniejsze. Na brak zainteresowania nie narzekałam, codziennie strzygłam po kilkunastu klientów. Najbardziej bulwersujące dla mnie było to, że kiedy włączałam telewizję widziałam prezenterów czy polityków, wyglądających jak spod igły. Szaremu obywatelowi zakazywali wizyt w salonie fryzjerskim, a sami właśnie zostali ostrzyżeni.

W ubiegłym tygodniu rząd zadecydował, że od 18 maja zakłady fryzjerskie zostaną otwarte. Fryzjerzy mogą obcinać klientów w swoich zakładach, ale na specjalnych zasadach: przyjmowanie osób następuje wyłącznie po wcześniejszym umówieniu za pomocą środków zdalnych, a poczekalnie są wyłączone z użytku. Dodatkowo w dniu poprzedzającym planowaną wizytę personel skontaktuje się z klientem w celu potwierdzenia wizyty. Jeśli klient pojawi się w salonie bez maseczki ochronnej/rękawiczek jednorazowych, aby usługa mogła się odbyć, pracownicy salonu muszą mu je zapewnić. Ciekawostką jest również fakt, że peleryny wielorazowe będzie można wykorzystać, ale jedynie po odpowiedniej dezynfekcji lub wypraniu w temperaturze minimum 60 stopni Celsjusza z użyciem detergentu. Pomimo tak wygórowanych wymagań, klientów nie powinno jednak zabraknąć…

* Na prośbę fryzjerów ich imiona w artykule zostały zmienione.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o