Parada oszustów

0
153
Tylko w sierpniu tego roku oszuści telefonowali do ponad 20 tarnowskich seniorów i okradli ich na 250 tysięcy złotych. Każdą zgłoszoną sprawę prowadzi Komenda Miejska Policji w Tarnowie

Niemal w tym samym czasie podobną metodę wykorzystali przestępcy w innej części miasta, a starsza tarnowianka straciła aż 70 tysięcy złotych. Tylko w ciągu letnich miesięcy oszuści okradli starszych tarnowian na kilkaset tysięcy złotych.
Panią Beatę odwiedził młody człowiek, który mógł mieć najwyżej 25 lat. Na szyi przewiesił wytartą smycz z plastikowym identyfikatorem. Zwrócił się do kobiety po polsku, ale z wyraźnie obcym akcentem. – Przysłał mnie Tauron, bo nie pobrała pani specjalnej aplikacji z telefonu, więc nie będzie pani mogła korzystać z usług dostawcy energii, spółka zerwie dotychczasową umowę – poinformował.

Fałszywy przedstawiciel Tauronu
Pani Beata od razu wyczuła, że coś jest nie tak.
– Na identyfikatorze nie było żadnego znaczka ani pieczątki Tauronu, a zamiast normalnego zdjęcia widniało coś, co przypominało zwykły wycinek z gazety. Poza tym Tauron nie wysyła do domów swoich konsultantów – opowiada tarnowianka.
Prowadzoną w otwartych drzwiach rozmowę przerwał pies pani Beaty. Postanowiła zamknąć go w pokoju, zaznaczyła, by mężczyzna zaczekał, ale nieznajomy podążył za nią. Chciał wejść do kuchni, przekonując, że w środku będą mogli spokojnie porozmawiać.
– Przestraszyłam się, ale pozwoliłam mu wejść do mieszkania, usiąść przy kuchennym stole i wytłumaczyć, o co chodzi. Mężczyzna mówił o aplikacji, pokazywał ulotkę, domagał się okazania rachunków za prąd. Nie chciałam pokazać po sobie strachu, więc zapytałam, czy mogę odpisać jego nazwisko. Nykhailo Uhlon brzmiało dziwnie i jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że to oszust. Zapytałam, czy mogę zrobić zdjęcie jego identyfikatora, ale w tym momencie wstał niezadowolony, wyrwał mi ulotkę Tauronu z ręki i szybko opuścił mieszkanie – kontynuuje pani Beata.
Kobieta postanowiła zadzwonić do Tauronu. – Spółka nigdy nie wysyła do domów klientów żadnych przedstawicieli. Jedyne osoby, jakie mogą przyjść, to inkasent i monter. Nikt więcej – usłyszała potwierdzenie.
Następnego dnia okazało się, że podobnego gościa miała znajoma pani Beaty, mieszkająca przy tej samej ulicy. Mężczyzna nie przyszedł jednak sam, byli z nim dwaj koledzy. Dwóch weszło do mieszkania, a trzeci został przed drzwiami. Właścicielce mieszkania opowiedzieli podobną historię – są przedstawicielami Tauronu i chcą wyjaśnić jakąś sprawę. Kobieta od razu chciała dzwonić do dostawcy prądu, by sprawdzić wiarygodność rzekomych pracowników, ale mężczyźni zaoferowali, że sami połączą się ze spółką. Tarnowianka nie dała się jednak omamić i oznajmiła, że jeśli nie opuszczą jej mieszkania, zawiadomi policję. Chwilę później po niespodziewanych gościach nie było już śladu.
Opowieść nie zdziwiła Pawła Klimka, rzecznika prasowego Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. – Takie przypadki się zdarzają. Oszuści wykorzystują rozmaite chwyty, opowiadają przedziwne historie, a cel mają jeden: omamić rozmówców. Trudno przewidzieć, co chcieli zrobić na ul. Kupieckiej, najprawdopodobniej zamierzali okraść albo oszukać, zmuszając mieszkańców do wypowiedzenia umów na prąd i zmienić dotychczasowego operatora. Tylko dzięki postawie tarnowianek nie osiągnęli celu – przyznaje rzecznik.


Zniknęło 70 tys. zł
Takim rozsądkiem nie wykazała się natomiast starsza tarnowianka, mieszkająca przy ul. PCK, gdzie oszuści posłużyli się podobnym sposobem. Przed wejściem do klatki schodowej zaczepiła ją młoda dziewczyna. Nieznajoma mówiła łamaną polszczyzną, twierdząc, że pochodzi z Czech. Zaproponowała pomoc w dźwiganiu siatek i odprowadziła tarnowiankę do samych drzwi. Do mieszkania lokatorki wróciła ponownie już po kilku minutach. Powiedziała, że nie zastała znajomej z górnego piętra, więc chce zostawić jej wiadomość, ale ma problem z pisaniem po polsku. Poprosiła o długopis, kartkę i pomoc w sporządzaniu wiadomości. Była w mieszkaniu tarnowianki tylko 15 minut, a to wystarczyło, by inna osoba działająca wspólnie z oszustką wślizgnęła się niespostrzeżenie do mieszkania, przeszukała pomieszczenia i ukradła 70 tysięcy złotych.

Już nie wnuczek, a policjant
Przypomnijmy, że ostatnio w Tarnowie tylko jednego dnia dyżurny policji odebrał siedem zgłoszeń od seniorów, którzy zgodnie twierdzili, że dzwoniąca do nich kobieta podająca się za policjantkę chciała od nich pieniędzy. Tym razem dała się nabrać tylko jedna osoba. 84‑letnia tarnowianka przekazała nieznanemu mężczyźnie 20 tysięcy złotych… celem zabezpieczania swoich oszczędności przed oszustami. Tydzień wcześniej starsza tarnowianka również dała się oszukać i wpłaciła przestępcom prawie 60 tys. zł myśląc, że bierze udział w policyjnej akcji.
Na początku lipca 59‑letnia mieszkanka Tarnowa usłyszała w słuchawce głos nieznajomej przedstawiającej się jako policjantka Centralnego Biura Śledczego Policji. Rzekoma funkcjonariuszka podała numer służbowy, zupełnie inny od tych, jakimi dysponują stróże prawa. Poinformowała kobietę, że tarnowscy policjanci rozpracowują grupę hakerów i podczas ich działań natrafili na bankowe konto 59‑latki, które jest zagrożone kradzieżą. Tarnowianka przeświadczona, że pomaga funkcjonariuszom i bierze udział w dużej akcji zatrzymania złodziei, wybrała 30 tysięcy złotych z banku i wpłaciła na wskazane konto. Jeszcze tego samego dnia okazało się, że oddała pieniądze przestępcom.
Gdy stacjonarny telefon zadzwonił w mieszkaniu osiemdziesięciolatka, w słuchawce odezwał się mężczyzna podający się za policjanta. – Jestem na miejscu poważnego wypadku drogowego, którego sprawczynią jest pana córka. Potrzeba natychmiast 50 tys. zł dla prokuratora, by córka nie poszła siedzieć – przekonywał. I w tym przypadku niespełna 40 tys. złotych tarnowianin przekazał nieznanej osobie, która przyszła po pieniądze.
Wszystkie te przypadki wskazują na to, że w mieście operuje wyspecjalizowany gang nastawiony na okradanie starszych tarnowian, ale policja na razie nie potwierdza tej wersji.
– W Tarnowie mogą działać szajki oszustów, ale czy mamy do czynienia z wyspecjalizowanymi gangami, nie będziemy wiedzieć, dopóki nie rozpracujemy jakiejś grupy. Na razie wiadomo, że w każdej próbie oszustwa działają co najmniej dwie osoby – kobieta i mężczyzna – bo zawsze jest ktoś udający policjanta, prokuratora bądź osobę mającą uwiarygodnić opowiadaną historyjkę. Czy w Tarnowie działa jedna lub kilka takich grup, trudno przewidzieć –mówi Paweł Klimek.
Nie ma jednej metody działania oszustów, choć pewne elementy są wspólne – np. wszyscy wynajmują tzw. odbieraczy, którzy idą do ofiary oszustwa i odbierają obiecaną gotówkę. To często osoby z ogłoszenia, dyspozycyjne, mające samochód, chcące dorobić.
– Są zatrudniane do przejechania z jednego punktu miasta do drugiego, odbioru paczki i przekazania jej dalej. Odbieracz nie zna osoby zlecającej zajęcie, czasami nawet nie wie, po co ma jechać pod wskazany adres. Nie znam sytuacji, by odbieracz wycofał się z wykonania zlecenia. Zatrzymałem kiedyś mieszkańca województwa świętokrzyskiego, który przyznał, że zorientował się, iż uczestniczy w oszustwie, ale nie zrezygnował, bo miał obiecane 600‑700 złotych –dodaje rzecznik policji.
Policjanci przestrzegają tarnowian przed oszustami wszystkimi dostępnymi środkami: za pośrednictwem mediów, klubów dla seniorów, uniwersytetów trzeciego wieku, podczas mszy w kościołach. Powtarzają, że policjant ani prokurator nie dzwoni i nie prosi o pieniądze, uczulają, jak postępować w przypadku podejrzanych przedstawicieli rozmaitych instytucji. Wciąż jednak nie brakuje osób, które dają się oszukać.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o