Na dość specyficzny pomysł dorabiania do emerytury wpadł Jan S., 68-letni niegdysiejszy prawnik, który nabytą ongiś wiedzę uniwersytecką pożytkował w zgoła niecnych celach. Otóż, wykorzystując zaufanie swoich klientów, których zresztą w jego biurze nie brakowało, zbierał ich podpisy na pustych kartkach. Tłumaczył to, że wkrótce zapełnią się one pismami procesowymi czy urzędowymi.
Owszem, zapełniały się, ale… wydumanymi po czasie pozwami produkowanymi przez wspomnianego szalbierza. Na wspomnianych i podpisanych kartkach Jan S. preparował umowy pożyczek czy weksle i na tej podstawie biegł po latach do sądu, by wyłudzić od Bogu ducha winnych osób pieniądze. Mało tego, nie miał skrupułów, by upominać się o nienależnie pieniądze u spadkobierców osób, które już nie żyły a wcześniej miały nieszczęście podpisać się „in blanco” w biurze Jana S. Oczywiście, pokrzywdzeni nie byli aż tak w ciemię bici i nie dość, że nie mieli zamiaru płacić oszustowi, to jeszcze postanowili poskarżyć się policji.
Sprawa w końcu trafiła na wokandę. Sąd nie był łaskawy dla hochsztaplera. Tym bardziej, że wielokrotnie stawał on już przed obliczem Temidy za podobne przestępstwa i w rejestrze osób skazanych miał całkiem bogatą kartotekę.
Wyrok? Dwanaście lat odsiadki – na razie nieprawomocnie. Ale Jan S. bynajmniej nie opuści aresztu, w którym obecnie przebywa.
Naciągacza nie opuszcza też dobre samopoczucie. Skruchy, jak słyszymy w sądzie, nie okazał, uważa się za osobę niewinną a winę przerzuca na poszkodowanych.
Gdyby wyrok się uprawomocnił, Jan S., posmakuje dopiero w swoje 80. urodziny.













![Weekend pełen smaku. Tak tarnowianie bawili się na Gastromajówce [ZDJĘCIA]](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/05/Gastromajowka-14-218x150.jpg)



