Ratownik pomoże…

0
127
ratownicy
REKLAMA

W Tarnowie mamy 250 ratowników wodnych. Nad kąpiącymi może czuwać osoba, która ukończyła 65‑godzinne szkolenie na ratownika wodnego oraz kurs ratownika medycznego. Zgłaszać mogą się już osoby siedemnastoletnie. Na pierwsze zebranie kursu organizowanego niedawno przez tarnowski WOPR przyszło 14 osób, w tym trzy dziewczyny, które zrezygnowały ze szkolenia, jeszcze zanim rozpoczęły się zajęcia. Powód? Przestraszył ich egzamin z pływania – trzeba było bowiem pokonać 400 metrów w czasie krótszym niż osiem minut.
– W efekcie w kursie uczestniczy siedem osób, ale ciągle przyjmujemy zgłoszenia – zaznacza Jerzy Niklas, główny profilaktyk tarnowskiego WOPR. Jednak to nie problemy z umiejętnością pływania odstraszają chętnych od podjęcia pracy na kąpieliskach. Dobrego ratownika bardzo trudno znaleźć, bo właściciele akwenów płacą im zaledwie najniższą krajową pensję, czyli niewiele ponad 1600 złotych brutto.
Niektórzy idą jeszcze dalej – oferują umowy zlecenia albo nie wypłacają wynagrodzenia, gdy pada deszcz.
– Trudno się więc dziwić, że młody człowiek rezygnuje z pracy ratownika na pływalni i wybiera inne sezonowe zajęcie: na budowie lub w przetwórstwie – dodaje Jerzy Niklas.
W Tarnowie mamy obecnie trzy czynne pływalnie. W Parku Wodnym pracuje stała obsada – 15 ratowników, po pięciu jest na dwóch letnich basenach.
– Mamy wystarczającą liczbę ratowników, zgodną z obowiązującymi normami – uważa Edward Rusnarczyk, dyrektor Tarnowskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
W okolicach Tarnowa w tym sezonie jest czynnych kilka kąpielisk, na szczęście ratowników nie brakuje. Nie ma ich tylko w Dwudniakach, ale tam nie ma też oficjalnego kąpieliska.
– Niedawno przyszli do nas rodzice małych dzieci z postulatem, by właśnie w Dwudniakach utworzyć strzeżone kąpielisko. Jeszcze w maju napisaliśmy do wójta Wierzchosławic stosowne pismo, lecz do tej pory nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi – przyznaje Jerzy Niklas.
Tego lata w podtarnowskich kąpieliskach nie doszło do żadnego utonięcia. Jeden taki przypadek był nad Jeziorem Czchowskim, kilometr od ujścia Łososiny, utonął tam mężczyzna, który ratował własnego syna.
– Zaledwie kilometr od tego miejsca była nasza bardzo szybka łódź patrolowa, jednak ratownicy nie wiedzieli, że w niedalekiej odległości ktoś się topi. To wina systemu 112, gdybyśmy mogli logować się w tym systemie, wtedy uzyskując informację o zdarzeniu, moglibyśmy od razu ruszyć na ratunek. Zamierzamy wystąpić w tej sprawie do wojewody małopolskiego – zapowiada profilaktyk WOPR.
Jerzy Niklas dodaje, że nad wodą jest bezpiecznie, tylko wypoczywający nie zawsze przestrzegają podstawowych zasad.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments