Remontowo- handlowy finał sądowy

0
92
Handlujacy-w-przy-Krakowskiej
REKLAMA

– Przedłużony i ostateczny termin finału remontu ulicy Krakowskiej to 26 lutego 2012 roku, a nie koniec marca – zapowiedziała hucznie na początku grudnia Dorota Kunc‑Pławecka, rzeczniczka Urzędu Miasta Tarnowa. Właściciele i dzierżawcy sklepów zerkają przez witryny na ulicę Krakowską i chcieliby własnym oczom nie wierzyć, ale brutalna rzeczywistość nie daje już nadziei nawet na cud. Handlujący w samym centrum miasta nadal tracą klientów, bo ci mają problem z dotarciem do sklepów i punktów usługowych. Chodniki nie są jeszcze gotowe, a świeżą dostawę kostki ulicznej przysypuje śnieg. – Tutaj popełniono wiele grzechów, ale grzech główny jest jeden: żaden z miejskich decydentów od początku nie brał pod uwagę szybkiego zakończenia remontu, nikt ani przez chwilę nie pomyślał o nas, bo inaczej do pracy przystąpiłoby więcej ludzi, a roboty prowadzono by na dwie – trzy zmiany – mówi Jerzy Kożuch, właściciel Szkoły Języków Obcych „Teddy Bear”.
Jako przykład, że można działać sprawnie i skutecznie, nasz rozmówca podaje remont jednej z głównych ulic, którą można wjechać do centrum Katowic. W ciągu 6 dni wykonano prace, które miały trwać 43 dni. Miejski Zarząd Ulic i Mostów w Katowicach skierował na ul. Mikołowską ponad 200 pracowników, którzy przez 24 godziny na dobę kładli asfalt. W tym czasie położyli 18 tys. metrów kwadratowych nowej nawierzchni. – Gdy zapytałem pana wiceprezydenta Słomkę – Narożańskiego, dlaczego tak długo będzie trwał remont Krakowskiej, powiedział, że taki przewidziano czas technologiczny. Jeśli tak, to trzeba było przyjąć inną technologię! To wszystko, co się działo i dzieje się na głównej ulicy miasta, zostało oderwane od rzeczywistości. Kto ponosi winę? Na pewno nie prezydent Ryszard Ścigała ani jego zastępca Henryk Słomka – Narożański, ani były dyrektor Zarządu Dróg Miejskich Zdzisław Musiał… Winni są Flip i Flap, Gang Olsena i Nikodem Dyzma. W tej chwili umiem o tym mówić tylko w kategorii absurdu…
Na Krakowskiej gorzej wiedzie się nawet bankom, które potraciły klientów. Ale to są duże firmy, które sobie poradzą. Co innego, gdy ktoś ma jeden sklep, biuro czy punkt usługowy. Jeszcze gorzej, gdy mieści się on w prywatnej kamienicy. Umorzenie podatku od nieruchomości nie oznacza wielkiej ulgi, bo nie stanowi znacznej kwoty, poza tym płacą go właściciele nieruchomości i to od niech zależy, czy zechcą później finansowo ulżyć najemcom. – Jeżeli właściciel budynku, w którym prowadzę szkołę, przyszedłby do wszystkich najemców i powiedział: daję wam 70 procentową obniżkę czynszu, to jakiś oddech byśmy wtedy złapali. Ale takiego przypadku nie było. Postanowienie, że Miejski Zarząd Budynków może zmniejszyć czynsz za zajmowane lokale użytkowe do 75 proc., nie dotyczy prywatnych kamienic.
Przedsiębiorcy z Krakowskiej oraz z niektórych bocznych ulic odnotowują kilkudziesięcioprocentowe spadki przychodów, czego nie da się wytłumaczyć nawet kryzysem. Zamiast o dobrym prosperowaniu mówią, że próbują się „przeczołgać”. Są tacy, którzy wzięli liczony w dziesiątkach, a nawet setkach tysięcy złotych kredyt, a tracą pieniądze i klientów. Rynek nie znosi pustki, więc klienci zdążyli sobie już wydeptać ścieżki do innych sklepów, aptek, biur nieruchomości. Zapalenie nowych latarń przy wyremontowanej ulicy nie zadziałała jak dźwięk wabiącej, czarodziejskiej fujarki. – Łączne straty można liczyć w milionach złotych – twierdzi Jerzy Kożuch. – Prowadzone są rozmowy z prawnikami. Na najbliższym spotkaniu będziemy rozmawiać o tym, czy wystosować pozew grupowy, choć ma on pewne ograniczenia – trudno porównać sklepy z biurem nieruchomości czy szkołą językową. Na razie trwa stan wyczekiwania. Dopiero, gdy remont się zakończy, będziemy mogli w pełni wycenić szkody. Z tego, co mi wiadomo, wina miasta jest bezsprzeczna.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o