Restauracje otwarte, ale obostrzenia przeszkadzają

0
221
Restauracja-ograniczenia
REKLAMA

Od 18 maja mogą ponownie funkcjonować restauracje, bary i kawiarnie. To efekt kolejnego etapu „odmrażania” gospodarki. Tarnowscy restauratorzy cieszą się, że mogą pracować w swoich lokalach, ale obowiązujące zasady bezpieczeństwa znacznie utrudniają im prowadzenie biznesu.

REKLAMA

Epidemia koronawirusa i zamknięcie gospodarki było potężnym ciosem wymierzonym w branżę gastronomiczną. Jedynym ratunkiem okazała się możliwość realizacji zamówień na wynos lub z dowozem. Od 18 maja restauratorzy ponownie mogli wrócić do pracy, jednak wciąż z pewnymi ograniczeniami: obowiązkowa dezynfekcja stolików po każdym kliencie, czyszczenie wszystkich powierzchni wspólnych, maseczki, rękawiczki i dystans. Klienci, którzy wybiorą się do restauracji, baru czy kawiarni mogą zdjąć maseczki, ale dopiero siedząc przy stoliku. Niezbędne jest zachowanie dystansu co najmniej dwóch metrów pomiędzy stolikami. Zwolnione od tej reguły są stoliki oddzielone przegrodami o wysokości minimum jednego metra ponad blat. Wprowadzono także limit osób przebywających jednocześnie w lokalu – jedna osoba na cztery metry kwadratowe. Przy jednym stoliku może znajdować się wyłącznie jedna osoba. Ograniczenie to nie dotyczy jedynie rodzin i osób tworzących wspólne gospodarstwo. Możliwa jest natomiast sytuacja, w której kilka osób siedzi przy jednym stoliku, ale zachowuje odstęp co najmniej 1,5 metra.

– Ograniczeń jest za dużo. Powoli powinny zostać zniesione wszystkie zakazy – przekonuje Anna Starzyk, kelnerka w restauracji „Obsesja Smaku” w Tarnowie. – Ograniczenie liczby osób w lokalu i zachowanie odległości nie ma większego sensu. Przecież kelnerzy przemieszczają się pomiędzy stolikami, w ciągu kilku minut mają kontakt z różnymi klientami. Dodatkowo zaleca się noszenie maseczek. Robimy to i zakładamy również rękawiczki, aby goście czuli się bezpieczniej, jednak jest to bardzo niewygodne i męczące. W maseczkach bywa duszno, a rękawiczki powodują, że trzymając tacę nie mamy takiej stabilności, jak niosąc ją bezpośrednio w dłoni. Klienci nie przychodzą do lokali tak tłumnie, jak przed epidemią. W weekendy na zainteresowanie nie możemy narzekać, natomiast w środku tygodnia jest gorzej. Ludzie przyzwyczaili się do obsługi na wynos lub dowóz i z tego korzystają.

W podobnym tonie wypowiada się Krystian Kuczek, menadżer restauracji „Pół na Pół”. – W weekendy przychodzi mnóstwo ludzi, jednak w ciągu tygodnia zjawia się niewiele osób. Przed epidemią cieszyliśmy się ogromnym zainteresowaniem, więc teraz ograniczenia mocno dają się we znaki. Powoli ruszamy z imprezami, które możemy organizować z odpowiednią liczbą gości, a od czerwca oprócz baru otwieramy również restaurację.
Tarnowianie, którzy odwiedzają lokalne restauracje, mają zastrzeżenia, w jaki sposób rząd postanowił poluzować restrykcje. – Trochę to żałosne, że przy jednym stoliku mogę siedzieć z rodziną, a ze znajomymi musimy zachowywać odległość. Być może właśnie w tym jest problem. Byłem już w kilku tarnowskich lokalach i nie będę ukrywał, że widok kelnerów w maseczkach na twarzy jest przerażający. Na pewno nie zachęca do zjedzenia obiadu – wyznaje jeden z klientów.

Dlatego Krzysztof Chuderski, właściciel restauracji „Stara Łaźnia” w Tarnowie, postanowił, że obsługa nie będzie nosić maseczek. – W przypadku kelnerów, o zdjęcie maseczek poprosili nas… sami klienci. Nosiliśmy je zaledwie jeden dzień, jednak po wielu krytycznych uwagach ze strony gości, którzy twierdzili, że czują się niekomfortowo, postanowiliśmy je zdjąć. Nie nosimy również rękawiczek, ale bardzo często odkażamy ręce. Przecież zasady higieny w restauracjach to kwestia, do której przykłada się wagę od wieków i koronawirus w żadnym stopniu nie sprawił, że dopiero teraz zaczęliśmy je stosować. Kilka restrykcji jest absurdalnych. Jak wytłumaczyć sytuację, w której restauratorzy zmuszeni są dezynfekować powierzchnie wspólne, z którymi stykają się klienci, z wyłączeniem podłogi, minimum co 15 minut? Przecież nawet w galeriach handlowych nie robi się tego z taką częstotliwością!
W restauracji „U Zbycha” nadal największym powodzeniem cieszy się catering. – Klientów w lokalu trudno szukać. Szkoły nie funkcjonują, więc nie pojawiają się uczniowie, ani nauczyciele, jak bywało to przed pandemią, nie przychodzą również pracownicy urzędów, którzy pozamykani są w swoich gabinetach – załamuje ręce Zbigniew Konieczkowski, właściciel restauracji. – Restauratorom nakazuje się oddalić od siebie stoliki na co najmniej dwa metry, a w galeriach handlowych ludzie niemal wskakują sobie na plecy. Trzeba również pamiętać, jak niewiele zachorowań na koronawirusa mieliśmy w Tarnowie. Jeżeli obostrzenia nie zostaną zniesione w kilku najbliższych tygodniach, wielu restauratorów może tego nie przetrwać.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o