Złodzieje rowerów

0
145
zlodzieje-rowerow
REKLAMA

Skradzione rowery albo były zabezpieczone źle – przypięte byle czym, byle jak i do byle czego, albo w ogóle nie miały zabezpieczeń, a nie od dziś wiadomo, że okazja czyni złodzieja. Ale są również kradzieże nieprzypadkowe, kiedy amator cudzej własności wyciąga nożyce do przecinania metalu i z dużą wprawą tnie łańcuch. Są też metody subtelniejsze, ale i tutaj rozpoznanie terenu odgrywa rolę decydującą. Złodziej odwiedza klatki schodowe i uwiecznia na zdjęciach rowery godne uwagi. Potem umieszcza na portalach internetowych ogłoszenia o sprzedaży opatrzone fotografią, podaje atrakcyjną cenę i czeka na chętnych. Jeśli się zgłoszą, realizuje zamówienie, wracając pod konkretny adres.
– W Tarnowie najwięcej rowerów znika z piwnic – mówi Olga Żabińska, rzeczniczka miejskiej policji. – Kolejną grupę stanowią rowery skradzione z klatek schodowych oraz podczas włamań do pomieszczeń gospodarczych i wózkowni. Okazyjnie zabierane są również sprzed sklepów i szkół. Wielu kradzieży udałoby się uniknąć, gdyby rower był odpowiednio zabezpieczony. Beztroskie podejście powoduje, że tarnowianie tracą jednoślady warte od trzystu złotych do trzech tysięcy. Czasem są to kradzieże niemal hurtowe, złodziej zabiera cały łup, gdy trafi na rowery garażowane rodzinnie.
– Wyciągnąłem rower z piwnicy, postawiłem przy wejściu do bloku i wróciłem do mieszkania po portfel. Trwało to moment. Gdy zszedłem, po rowerze nie było śladu – opowiada jeden z poszkodowanych.
Tymczasem pierwsza zasada bezpieczeństwa głosi, żeby nie lekceważyć zagrożenia. Rowery nie znikają za sprawą czarów, ale przeważnie dlatego, że nie miały wystarczającej ochrony.
– Wiele osób uczy się na błędach już popełnionych i zaczyna dopytywać o zapięcia, linki, spirale i łańcuchy dopiero po pierwszej kradzieży – mówi Adrianna Bieniasz z tarnowskiego salonu rowerowego. – Jeśli ktoś twierdzi, że z rowerem właściwie się nie rozstaje i potrzebuje jedynie kilku sekund, żeby podczas wycieczki wejść do sklepu i kupić coś do picia, to może poprzestać na lince. Jest to wydatek od 15 do 50 złotych. Jeżeli jednak zostawia rower codziennie na kilka godzin, często w tym samym miejscu, dojeżdżając na przykład do pracy lub szkoły, to niezbędny staje się łańcuch ze stali hartowanej w cenie od 60 do 150 złotych, zamykany na kłódkę, najlepiej typu u‑lock. Dodatkowo warto zainwestować w naklejkę z hologramem (60 zł) i rower sfotografować, bo kiedy zginie, niektórzy długo się zastanawiają, jak naprawdę wyglądał.
Wśród zabezpieczeń również obowiązuje moda, teraz na topie są bardzo lekkie i bardzo kolorowe linki od 70 złotych wzwyż, we wszystkich możliwych odcieniach. Wyglądają cukierkowo, ale barwny silikon skrywa plecioną stal wzmocnioną włóknem. Brzeszczot do cięcia będzie się ślizgał…
Rower zawsze przypinamy za ramę i koło. Ciasno.
– Nasze wysiłki spełzną na niczym, jeśli rower przypniemy do czegoś, co nie jest trwale związane z gruntem. Nie polecam znaków drogowych, bo albo złodziej wyciągnie słup z ziemi, ale wyjmie rower górą – przestrzega rzeczniczka policji. Przyznaje, że nie ma stuprocentowych zabezpieczeń, albo zawsze można złodzieja zniechęcić. Mając do wyboru dwa rowery, jeden zabezpieczony solidnie, a drugi słabo, złodziej wybierze raczej ten drugi, minimalizując ryzyko wpadki. Dlatego generalna zasada brzmi – niech nasz rower będzie zabezpieczony lepiej niż wszystkie inne obok.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments