Ścigała: Jestem niewinny i mówię dlaczego

0
86
scigala sad wywiad

Moim zdaniem sąd pierwszej instancji popełnił wiele błędów: nie uwzględnił dowodów, które posiadał, zinterpretował prawie wszystkie wątpliwości na moją niekorzyść, a pomimo tego, że sam popadł w sprzeczności w ustaleniach, doprowadził do mojego skazania i wydania tak surowego wyroku. Moja licząca ponad 130 stron apelacja nie miała charakteru analizy prawnej – takiej dokonali moi obrońcy, a zawierała precyzyjne wykazanie błędów w ustaleniu faktów. Znalazłem ich ponad 30 oraz wskazałem, iż opierano się na spreparowanych na użytek oskarżenia dokumentach, które nie mogły mieć charakteru dowodów.
To mocne zarzuty pod adresem sądu. Może Pan wskazać przykłady?
W przypadku zarzutu o przyjęcie łapówki sąd stworzył i opisał historię, która nigdy nie miała miejsca, nie opisał jej żaden ze świadków ani nawet sam prokurator. Chodzi o moje domniemane spotkanie z przedstawicielami Strabagu i prezesami spółki żużlowej, na którym, według sądu, miało dojść do uzgodnień dotyczących przekazania pieniędzy na finansowanie kampanii wyborczej. W przypadku kolejnego zarzutu prokurator przedstawił, a sąd przyjął jako dowód spreparowane kosztorysy prac na ulicy Kryształowej, które wykonał jeden ze świadków, notabene oskarżony i zatrzymany w tymczasowym areszcie w zupełnie innym procesie. A wykonał je, jak to zeznał przed sądem w Brzesku, w „warunkach przymusu bezpośredniego”. Dlaczego je wykonał? Bo, jak zeznał, prokurator nalegał. Szczęśliwie opuścił areszt, przygotował oczekiwane dokumenty i dostarczył je prokuratorowi pomiędzy kolejnymi przesłuchaniami. Sąd niestety przyjął je za dowód, mimo że parametry prac były bez sensu, i nakazał mi zwrot pieniędzy wyliczonych na tej dziwnej podstawie jako straty. W przypadku trzeciego zarzutu mogę wskazać nierzetelną opinię, której autor – nie będący ani biegłym, ani pracownikiem naukowym – pomija znaczące elementy i wysuwa wnioski sprzeczne ze stanem wiedzy, a zgodne z oczekiwaniem zleceniodawcy – w tym przypadku prokuratury. Dodajmy, że sąd odrzucił kontrekspertyzę wykonaną przez rzeczywisty autorytet naukowy.
No dobrze, ale przecież istnieje bezpośredni dowód przyjęcia pieniędzy – banderola na banknotach znalezionych w pańskim domu.
Kwestia banderoli nie pojawiła się w uzasadnieniu mojego wyroku. Nie mogła się pojawić, bo znaleziona w pokoju mojej córki kwota około 2000 zł była jej własnością, ustalono źródło pochodzenia pieniędzy, a data na banderoli wykluczała pochodzenie od firmy Strabag. Na procesie w Brzesku odbyła się ciekawa wymiana zdań pomiędzy sędzią a przedstawicielami banku. Świadek oskarżenia, jak się okazało, chyba zupełnie nieświadomie wprowadzał prokuratora w błąd. Podobnie prokurator był wprowadzony w błąd w innym elemencie śledztwa, gdy rzekomo miałem być autorem adnotacji na dokumentacji przetargowej. Zlecona ekspertyza grafologiczna temu zaprzeczyła.
Wróćmy do pierwszego zarzutu, czyli domniemanej łapówki. Przedstawiciele firmy Strabag potwierdzają, że pieniądze Panu przekazali?
Ani Grzegorz M. ani Piotr W. – dyrektorzy z firmy Strabag, nigdy nie zeznali, że przekazali mi jakiekolwiek pieniądze. Nie zeznali też, aby ze mną na ten temat rozmawiali. Przepraszam, jest jeden wyjątek – Zeznania Grzegorza M, w których opisuje powyborczą imprezę w Iwkowej, która wg niego miała być zorganizowania dla sponsorów kampanii wyborczej, gdy gratulowano mi zwycięstwa, a ja dziękowałem za wsparcie. Tylko że impreza ta odbyła się przed wyborami i faktycznie dla sponsorów, ale żużla… To zeznanie Grzegorza M. było na tyle sugestywne, że prokurator przed sądem w Brzesku oświadczył, że było to spotkanie po wyborach. A został wprowadzony w błąd i nie sprawdził dat. Dyrektorzy Strabagu potwierdzają natomiast fakt przekazania pieniędzy na kampanię wyborczą prezesom spółki żużlowej Unia Tarnów. Ale ani dyrektorzy, ani prezesi nie są zresztą zgodni co do kwot, ani co do okoliczności przekazania.

REKLAMA

Czy potrafi Pan wyjaśnić sprzeczności w zeznaniach pomiędzy Pawłem P. a Bogdanem G., dotyczące podzielenia się przez nich częścią otrzymanych od Strabagu pieniędzy. Mówił o tym przed sądem Paweł P., a zaprzeczył Bogdan G. Czy przekazali Panu pieniądze od dyrektorów Strabagu?
Tej kwestii nie chciałbym komentować, aby nie być posądzonym o wpływanie na sąd czy świadka, bo Bogdan G. będzie jeszcze zeznawał przed tarnowskim sądem. Bardzo duże sprzeczności w zeznaniach złożonych przed sądem przez Pawła P. i Bogdana G. są widoczne dla każdego i wymagają ostatecznego wyjaśnienia.
Kilkukrotnie powiedział Pan, że prokurator został wprowadzony w błąd przez świadków i postawił nieuzasadnione zarzuty…
To było dziwne śledztwo i dziwny proces. Grzegorz M. składa pierwsze zeznania dotyczące przekazania pieniędzy na moją kampanię wyborczą w sierpniu 2012 roku, opowiada różne historie, a prokurator ich nie weryfikuje, tylko daje wiarę. Przez blisko rok nikt nie podejmuje tego wątku, a jesienią 2013 roku następuje moje aresztowanie. Po trzech miesiącach pobytu w areszcie śledczym jest zgoda sądu na moje wyjście za kaucją, a po jej wpłaceniu dzieje się coś dziwnego – decyzja zostaje wstrzymana i zostaję w areszcie na kolejne trzy miesiące, by opuścić go za horrendalną kaucją 450 tys. zł.
Czy chce Pan powiedzieć, że aresztowanie i cała sprawa miały Pana wyeliminować z ponownego ubiegania się o prezydenturę?
Tak daleko nie sięgam, nie mówię też, że prokurator się na mnie uwziął… Może taka jest – czy też była – praktyka? Ale nie potrafię sobie wytłumaczyć faktu postawienia nieudokumentowanych zarzutów będących podstawą mojego tymczasowego aresztowania i jego przedłużania – oskarżyciel całkiem bezpodstawnie stwierdzał m.in., że realizacja wielomilionowych inwestycji miała podłoże korupcyjne. Prokurator twierdził też, że potrzeba czasu, aby to wykazać – rozpracować wielomilionowe przetargi, które Strabag wygrał, znaleźć dowody, że inwestorzy uzyskiwali korzystne decyzje i wygrywali przetargi dzięki uprzywilejowanej pozycji. Zamierzał udokumentować, że działania podejrzanych prowadzone były na bardzo szeroką skalę. Przyznał też wówczas, że nie ustalono jeszcze licznych osób zamieszanych w proceder. A co z tego zostało? Nic. Bo okazało się, że po terminie domniemanego przekazania łapówki Strabag przegrywał w mieście wszystkie kolejne przetargi. Wydało się to niewiarygodne nawet sądowi i wystąpił do firmy o wykaz przetargów wygranych w Tarnowie, a Strabag potwierdził prawdziwość złożonych przeze mnie dokumentów. Aż boję się myśleć, jaka byłaby kara, gdyby Strabag coś dużego wygrał w mieście… Dodam, że wszystkie przetargi były badane przez instytucje kontrolne i żaden nie został zakwestionowany, a zostałem skazany, jakby potężne nieprawidłowości miały miejsce. Przy okazji skrzywdzono dwóch pozostałych oskarżonych, dopisanych do sprawy, którzy spędzili w areszcie po kilka miesięcy. A nie mam wątpliwości, że było to wymierzone we mnie. Jeden z aresztowanych zeznał przed sądem, co usłyszał od funkcjonariuszy podczas zatrzymania: „zeznaj na Ścigałę, a wrócisz do domu”.
A łącznik autostradowy i słynna zmowa cenowa? Opinia publiczna łączy ten wątek z Pana oskarżeniem.
Oczywiście niesłusznie. Nie zostałem w tej kwestii o nic oskarżony. Oczywiście, że wątek ten był przedmiotem zainteresowania i intensywnego dociekania oskarżyciela w trakcie procesu, ale jeszcze jako prezydent nie tylko dałem dyspozycję ścigania uczestników zmowy, ale i wystąpiłem o nadanie miastu statusu strony pokrzywdzonej.
Jeden z Pańskich obrońców podniósł podczas procesu, że wobec braku elementu, „co Ścigała zrobił w zamian” nie można mówić o łapówce, a co najwyżej o nielegalnym finansowaniu kampanii wyborczej. Czyżby zmiana koncepcji obrony?
Obrońca napisał to w apelacji i powtórzył przed sądem. Myślę, że jest to pragmatyka wynikająca z doświadczenia. W całej tej sprawie dyrektorzy Strabagu konsekwentnie stwierdzali, że przekazanie pieniędzy było związane z finansowaniem kampanii wyborczej, a nie z jakimiś przetargami. Przyznawali również, że byli przez magistrat namawiani do tzw. offsetu, czyli szeregu nieodpłatnych prac na rzecz miasta, które zostały zrealizowane.
Jest i druga strona medalu – mój proces miał i ma bardzo medialny charakter, spędziłem pół roku w więzieniu, więc może okazać się, że wywalczenie przez obronę uniewinnienia będzie niezwykle trudne, choćby poprzez fakt możliwości ubiegania się o odszkodowanie od Skarbu Państwa czy nawet konsekwencje dla prokuratora. Z drugiej strony opinia publiczna nie została przekonana co do mojej winy, skoro w samym środku procesu zostałem wybrany na radnego ze znakomitym wynikiem wyborczym.
Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o