Seks, pieniądze i…

0
117
REKLAMA

Dziesięć lat temu Katarzyna M. i Robert L. z Tarnowa założyli firmę, która miała zajmować się świadczeniem usług noclegowych i porządkowych, jednak w rzeczywistości była to całodobowa agencja towarzyska. Pracowały w niej kobiety z Ukrainy, werbowane przez trzy Ukrainki, które wyszukiwały we Lwowie i okolicach odpowiednich kandydatek. Musiały to być dziewczyny żyjące w trudnych warunkach, bez pieniędzy i możliwości podjęcia jakiejkolwiek pracy. Obiecywano im wyjazd do Polski i dobrze płatne zajęcia w Tarnowie, gdzie miały np. tańczyć w klubach. Za wyszukiwanie odpowiednich kandydatek tarnowska para płaciła Ukrainkom od 100 do 500 dolarów.
Lwowianki przewożono do Tarnowa, potem zabierano paszporty i zmuszano do prostytucji. Dziewczyny nie były pozbawiane wolności i nikt ich nie więził, mogły swobodnie wychodzić lub wyjeżdżać, ale wracać musiały o wyznaczonym czasie. Były dyscyplinowane do pracy, usługi świadczyły zarówno w Tarnowie, jak i w okolicznych miejscowościach, przyjmowały klientów w swoich mieszkaniach, ale też jeździły do nich do domu. Brały za godzinę od 100 do 200 złotych, lecz kwoty te nie trafiały do nich w całości, połowę inkasowali sutenerzy. W ten sposób prostytutki pracowały po kilka miesięcy lub nawet kilka lat.
Prokuratura Okręgowa w Tarnowie rozpoczęła śledztwo w tej sprawie w styczniu tego roku, gromadząc rozmaite dowody, w tym także korzystając z materiałów przekazanych przez prokuratorów we Lwowie. Oprócz Katarzyny M. i Roberta L. w procederze uczestniczyły także cztery inne osoby: dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Wszyscy mają od ponad 30 do przeszło 40 lat i pochodzą z Tarnowa.
Jak tłumaczy Elżbieta Potoczek‑Bara, rzeczniczka tarnowskiej Prokuratury Okręgowej, główni organizatorzy procederu usłyszeli zarzut założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, która zajmowała się handlem kobietami i nakłanianiem do prostytucji. Katarzyna M. i Robert L. czerpali z przestępstwa korzyści, a stręczycielstwo i sutenerstwo były ich stałymi źródłami dochodu. Przez dziesięć lat właściciele agencji zarobili ponad 5,5 mln zł, inkasując co miesiąc od 40 do 50 tys. zł.
Pozostałe cztery podejrzane osoby usłyszały zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, nakłaniania, ułatwiania i czerpania korzyści z prostytucji. Byli dozorcami w agencji, pilnowali kobiet i inkasowali od nich zarobioną gotówkę.
Przebywającym w tymczasowym areszcie Katarzynie M. i Robertowi L. grozi od trzech do 15 lat więzienia, natomiast pozostali mogą spędzić za kratkami do pięciu lat. Właściciele agencji nie przyznali się do winy, inni chcą dobrowolnie poddać się karze.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o