Ślubuję ci miłość… na rok, może dwa

0
115
rozwody
REKLAMA

– Córka wzięła ślub, a ja wzięłam kredyt na wesele i samochód, który dałam w prezencie. Małżeństwo miało być na całe życie, kredyt na 10 lat. Tyle że między młodymi nie układa się najlepiej, choć obrączki noszą dopiero trzeci rok – opowiada Ewa, mama 24‑letniej Justyny. – Najgorsze jest to, że niespecjalnie o ten związek walczą. Próbowałam tłumaczyć, przekonywać, ale skutki są mizerne, więc ostatnio przestałam się bawić w nauczycielkę życia i zapowiedziałam, że o żadnym rozwodzie nie chcę słyszeć, dopóki nie spłacę kredytu!Reguły nie ma, ale pierwszy kryzys przychodzi najczęściej po trzech, czasem pięciu latach małżeństwa. Z informacji Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że znaczącą grupę rozwodników stanowią ci, którzy w momencie zawierania związku nie mieli ukończonych 24 lat.
W temat wgryzają się socjolodzy i psycholodzy. Wielu podziela pogląd, że współcześni małżonkowie źle sobie radzą z trudnymi sytuacjami. Przychodzi kryzys, a wraz z nim przekonanie, że to koniec wspólnego życia. To tak, jakby rozwodzili się z powodu kataru, nawet nie próbując go wcześniej wyleczyć.
Coraz częściej rozpadają się również małżeństwa 40‑latków. Bariery ekonomiczne i obyczajowe przestały już powstrzymywać przed rozstaniem. Przybywa związków partnerskich, coraz mniej par staje na ślubnym kobiercu, rośnie liczba pozwów rozwodowych. Najczęstszym powodem rozstania jest niezgodność charakterów lub niewierność jednego z małżonków. Kolejne miejsca zajmują: kłopoty finansowe, choroby (w tym alkoholizm), bezpłodność oraz dzieci z poprzedniego związku.
W minionym roku rozstało się w Polsce 66 tysięcy par małżeńskich, czyli półtora tysiąca więcej niż w roku wcześniejszym i trzy tysiące więcej niż dwa lata temu. W Tarnowie liczba rozwodów od pewnego czasu utrzymuje się na podobnym poziomie.
– W roku 2010 orzeczono 538 rozwodów, w 2011 – 587, w 2012 – 593 i w 2013 – 584 – wylicza Tomasz Kozioł, rzecznik Sądu Okręgowego w Tarnowie. W pierwszym półroczu tego roku rozwiodło się już 337 małżeństw. Jeśli tempo zostanie utrzymane, to statystycznie na każdy dzień roku przypadną dwa rozwody.
Obecnie nie ma już obowiązkowego posiedzenia pojednawczego, które było wyznaczane przed pierwszą rozprawą. Zamiast tego sąd może skierować małżonków na spotkanie z mediatorem, jeśli uzna, że jest nadzieja na uratowanie związku.
– Rzeczywiście, mieliśmy takie przypadki, że po mediacji małżonkowie dali sobie szansę – przyznaje Tomasz Kozioł. – Sporo spraw dotyczy małżeństw z krótkim stażem, co może świadczyć o tym, że decyzję o ślubie podjęli dość pochopnie.Niektórzy nie rozumieją powagi sytuacji. Sądzą, że skoro złożyli pozew, uiścili obowiązkową opłatę w wysokości 600 zł i przedstawili swoje racje, to sąd z automatu rozwód orzeknie. Decyzja o rozwodzie nie zapada jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sąd musi najpierw stwierdzić, czy nastąpił trwały i zupełny rozkład pożycia. Spełnienie tych przesłanek to jednak nie wszystko. Sędzia małżeństwa nie rozwiąże, jeśli przemawia za tym dobro dzieci oraz zasady współżycia społecznego, na przykład, gdy jeden z małżonków jest ciężko chory i nie ma się nim kto zaopiekować.Tam, gdzie nie ma wątpliwości i kwestii spornych, wystarczy jedna rozprawa. Rozwód rzadko jednak przypomina misję pokojową, to wojna o wskazanie winnego rozpadu małżeństwa, o opiekę nad dziećmi, o alimenty i mieszkanie. W złożonych sprawach tarnowski sąd zwraca się o opinie na przykład do Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno‑Konsultacyjnego czy krakowskiego Zakładu Psychologii Sądowej. To wydłuża czas postępowania o kolejne miesiące i podnosi koszty, które pokryć muszą małżonkowie.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments