Spór prezesa MPEC z prezydentem Tarnowa. Poszło o dywidendę

0
151
Roman Ciepiela, prezydent Tarnowa i Krzysztof Rodak, prezes tarnowskiego MPEC
Roman Ciepiela, prezydent Tarnowa i Krzysztof Rodak, prezes tarnowskiego MPEC
REKLAMA

Najważniejszym punktem ostatniej sesji Rady Miejskiej w Tarnowie było przyjęcie informacji z działalności spółek komunalnych za 2019 rok oraz za I półrocze 2020. Od samego początku atmosfera była napięta z powodu przejęcia przez miasto i akcjonariuszy zysków z Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Miasto jako większościowy udziałowiec MPEC-u może przejąć część jego zysków. Przeciwny takiemu rozwiązaniu jest prezes tarnowskiej spółki.

Oprócz przyjęcia informacji z działalności spółek komunalnych za 2019 rok oraz za I półrocze 2020 program ostatniej sesji Rady Miejskiej w Tarnowie przewidywał również przyjęcie sprawozdania z realizacji zadań wykonanych przez organizacje pozarządowe w I półroczu 2020 r., podjęcie uchwały dotyczącej uzgodnienia prac wykonywanych na potrzeby ochrony przyrody przy pomnikach przyrody, a także miała zostać zaktualizowana „Strategia Rozwiązywania Problemów Społecznych Miasta Tarnowa na lata 2017‒2020”. Tym razem sesja odbyła się w trybie zdalnym.

REKLAMA

Skrajna nieodpowiedzialność! Będzie drogo?
Blisko trzy godziny radni poświęcili działalności tarnowskich spółek miejskich. Podczas dyskusji doszło do ostrej wymiany zdań między prezydentem Romanem Ciepielą a Krzysztofem Rodakiem, prezesem Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Prezydent powiadomił, że z uwagi na trudną sytuację miasta, a także panującą pandemię koronawirusa, zwróci się o wypłatę dywidendy z zysku MPEC. Miasto chce 5 milionów złotych z pieniędzy, jakie zarobiła spółka do niego należąca. Jednak to oznacza, że MPEC będzie musiał równocześnie wypłacić pozostałym akcjonariuszom 4 mln złotych, mimo iż tego nie chcą, bo wolą, by fundusze zostały przeznaczone na inne miejskie inwestycje.
– Pobranie dywidendy w żaden sposób nie naruszy sytuacji spółki, 9 mln zł wypłacone akcjonariuszom jest w granicach możliwości finansowych spółki – przekonywał prezydent Ciepiela. – Prezes Krzysztof Rodak nie może być zaskoczony takim rozwiązaniem. Wydaje się być on dziś bardzo rozemocjonowany i przedstawia argumenty, które nie do końca są prawidłowe. 21 stycznia odbyło się spotkanie w moim gabinecie z udziałem prezydenta Piotra Augustyńskiego i skarbnika Sławomira Kolasińskiego, na którym poinformowaliśmy – bo może nie przeczytał pan projektu budżetu, co się zdarza, bo to nie jest łatwy dokument – że budżet uchwalony 19 grudnia ubiegłego roku zawierał zapis o dywidendzie. Rozmawialiśmy długo o tym, w jaki sposób, w jakim terminie dywidenda będzie konieczna do wprowadzenia do budżetu miasta. Od razu mówiliśmy, że będzie to koniec roku, ponieważ płynność budżetu w pierwszej połowie roku jest zazwyczaj stabilna. Było więc bardzo dużo czasu, aby dostosować strategię spółki do takich okoliczności. Dywidenda po przeprowadzonej przez nas głębokiej analizie, nie narusza sytuacji spółki i nie jest żadnym zagrożeniem dla powstania spalarni odpadów.
Prezes Krzysztof Rodak skomentował, że od słów prezydenta „włos jeży się na głowie”. – Nie ma takiej relacji, że jeżeli akcjonariusz wyprowadza ze spółki dywidendę, to spółka ma taką samą zdolność do dalszego rozwoju. To mniej więcej coś takiego, gdybyśmy zabrali komuś 9 mln zł i w zasadzie… nic się nie stanie. Dalej będziemy piękni i bogaci… Tak nie wolno mówić! Wyciąganie dywidendy spowoduje, że spółka będzie musiała zwrócić Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska środki za umorzone akcje i w efekcie doprowadzi to do dekapitalizacji spółki na 46 mln zł! Mało tego, żeby wykonać tylko niezbędne inwestycje – nie mówimy tutaj o transformacji energetycznej dostosowującej emisje przemysłowe – będziemy musieli w przyszłym roku pożyczyć 13 mln zł w bankach komercyjnych. Nie można budować projektów związanych z dywidendą w budżecie miasta bez konsultacji tego z poszczególnymi zarządami i nie biorąc pod uwagę skutków tych projektów na realizację strategii spółek. To jest skrajna nieodpowiedzialność! Będzie to szkodliwa decyzja dla mieszkańców Tarnowa, bo w efekcie doprowadzi do wstrzymania realizacji tej strategii. Nie będziemy zdolni do transformacji energetycznej, więc opowieści, że spółka będzie tak samo aktywna w procesie likwidacji niskiej emisji, jest zakłamaniem, a wręcz oderwaniem od rzeczywistości. Obudźmy się! Jeżeli nie zrealizujemy transformacji energetycznej, będzie drogo! Mieszkańcy miasta będą płacić słone rachunki za ciepło, zagospodarowanie odpadów… – grzmiał Krzysztof Rodak, dodając, że jeżeli władze miasta oczekują, iż spółki będą się rozwijały, utrzymywały dobry standard usług i były aktywne w przestrzeni społecznej, to przynajmniej nie powinno się ich pozbawiać funduszy, które same wypracowują.

Kto, jakie interesy rozgrywa?
Radny Koalicji Obywatelskiej Zbigniew Kajpus przekonywał w swoim wystąpieniu, że prezes MPEC-u podważa decyzje właściciela, którym jest miasto, choć nie jest do tego uprawniony. – Trzeba pamiętać, że żyjemy w trudnych czasach wynikających z COVID-19. Nigdzie tak na świecie nie ma, żeby właściciel był przymuszany do tego, żeby nie mógł skorzystać z własnych pieniędzy. Ta dyskusja jest dla mnie upokarzająca i żenująca, podważa ład prawny. Dywidenda należy się właścicielowi, jak pracownikowi wypłata. O czym tu wszyscy mówicie, kto, jakie interesy rozgrywa? Przecież Tarnów jest właścicielem tej spółki, zainwestował w nią swoje pieniądze i te pieniądze mu się należą, a nie, żeby robić udzielne księstwo, które po prostu właścicielowi powie – nie dam i koniec.
Nie brakowało radnych, którzy o dywidendzie… nie widzieli. Tak przynajmniej stwierdziła m.in. radna Krystyna Mierzejewska, oznajmiając, że gdyby wiedziała o dywidendzie, na pewno nie zagłosowałaby za budżetem. Radni Anna Krakowska i Mirosław Biedroń nie ukrywali swoich obaw o przyszłość spółki oraz o jej plan inwestycyjny.
Grażyna Barwacz z klubu „Nasze Miasto Tarnów” podkreślała, że Krzysztof Rodak jest świetnym prezesem, ale prawo jest prawem. – Władze naszego kraju w momencie, kiedy państwo znalazło się bardzo trudnej sytuacji, zwróciły się do swoich spółek Skarbu Państwa, aby w razie potrzeby wspierać swojego właściciela. Mam nadzieję, że pieniądze trafią na właściwe cele, które są pilne i których oczekują mieszkańcy i radni. Uważam, iż śmieszne są twierdzenia, kiedy radny mówi, że się nie wczytał, nie zapoznał, nie wiedział o dywidendzie. Po pierwsze, musicie państwo poznać prawo właścicieli w stosunku do swoich spółek, a po drugie, był taki zapis i ja o nim słyszałam. Mówiliśmy zresztą o tym, że miasto ze względu na niższe podatki jest w trudnej sytuacji. Dodatkowo nastał w lutym COVID-19, więc sytuacja jeszcze bardziej się pogorszyła.
Nieco inne zdanie na ten temat miał radny klubu PiS Józef Gancarz, który przekonywał, że właśnie ze względu na trudną sytuację związaną z koronawirusem, zysk powinien zostać w spółce. – Fakty są takie, że jeżeli dywidendy miały być uchwalone w 2020 roku z zysku 2019, to po marcu to się zmieniło. 90 proc. spółek w Polsce dywidend nie wypłacało, zostawia je na kapitale zapasowym albo na rozwój roku następnego. Pomimo tego, że mamy uchwalony budżet na ten rok i dywidenda została wpisana, można się cofnąć w związku z COVID-19 i zysk powinien zostać w spółce, ponieważ jest on potrzebny na rozwój i na gorsze czasy, ponieważ nie wiadomo, co będzie dalej…
Tarnów posiada w Miejskim Przedsiębiorstwie Energetyki Cieplnej 56,1 proc. udziałów.
Do tematu powrócimy w kolejnym numerze tygodnika.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o