Sposoby na czynszowego dłużnika

0
90
W minionym roku w Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zadłużonych było 3200 lokatorów. Rekordzistka mieszkająca przy ul. Marynarki Wojennej miała ponad 68 tys. zł długu wraz z odsetkami, inni zalegali z zapłatą od 42 do przeszło 52 tys. złotych | fot. Paweł Topolski

Procedura nakłaniania lokatorów do uregulowania długów jest wszędzie podobna: najpierw wezwania do zapłaty, później sprawa trafia do sądu. Gdy sędzia nakazuje uiszczenie opłat, część osób oddaje dług, w przeciwnym razie sprawę kieruje się do egzekucji komorniczej i dłużnik zostaje eksmitowany do lokalu socjalnego. Jednak do niedawna tego typu działania nie zawsze przynosiły skutek.
W minionym roku w Tarnowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej zadłużonych było 3200 lokatorów. Rekordzistka mieszkająca przy ul. Marynarki Wojennej miała ponad 68 tys. zł długu wraz z odsetkami, inni zalegali z zapłatą od 42 do przeszło 52 tys. złotych. Na koniec grudnia minionego roku zobowiązania wszystkich dłużników spółdzielni wyniosły 3 mln 340 tys. zł, w ciągu dwóch lat zmniejszyły się o 320 tys. zł.
– Do ubiegłego roku dość łagodnie traktowaliśmy lokatorów zwlekających z opłatami, np. nie ponaglaliśmy osób z miesięcznymi zaległościami. W końcu zdecydowaliśmy się na zmianę sposobu windykacji, bo tego żądali od nas mieszkańcy regularnie płacący czynsze. Od połowy 2016 roku dłużnikami zajęła się samodzielna komórka windykacyjna – wyjaśnia Zbigniew Sipiora, prezes TSM.
Do 16. dnia każdego miesiąca mieszkańcy muszą zapłacić czynsz, choć przyjęto zasadę, że mogą być krótkie opóźnienia. Jednak po tym terminie dłużnicy mogą spodziewać się pierwszego ostrzeżenia, po dwóch miesiącach zostaje wysłane kolejne upomnienie, po trzech miesiącach pojawia się wezwanie przedsądowe, a potem sprawa trafia do sądu. W 2014 r. do sądu przekazano 196 spraw dotyczących zapłaty zaległych czynszów, w 2016 roku było ich 153. W jednym przypadku musiano eksmitować lokatora mającego zaległości wynoszące 66 tys. złotych.
– Ponad 100 osób podpisało z nami porozumienia dotyczące spłaty zobowiązań w ratach, dlatego liczymy, że długi lokatorów powinny się zmniejszać – mówi prezes spółdzielni. – Jeśli dłużnicy chcą z nami współpracować, robimy wszystko, by im pomóc. Kiedyś długotrwała dłużniczka miała problem z uiszczaniem czynszu, bo nie pracowała. Sami zaproponowaliśmy jej zatrudnienie, gdyż akurat mieliśmy wolne miejsce.
Spółdzielnia zaczęła też wykupywać zadłużone mieszkania wraz z lokatorami, którzy tracą tytuł prawny i mogą zamieszkać w lokalu socjalnym, a ich dotychczasowe mieszkanie trafia do spółdzielni. Jak dotąd były dwa tego typu przypadki, jedno z odzyskanych mieszkań jest już wolne.
Czynszowe długi mają też lokatorzy mieszkający w zasobach Miejskiego Zarządu Budynków. W 2014 roku lokatorzy byli zadłużeni na 2 mln 600 tys. zł, rok później ich długi wyniosły 2 mln 200 tys. zł, w 2016 –1 mln 800 tys. zł, a teraz zobowiązania wynoszą 1 mln 450 tys. złotych.
Swoisty rekord zadłużenia pobiła czteroosobowa rodzina z zaległościami sięgającymi ponad 80 tys. złotych. Ponieważ nie miała dochodów, więc zobowiązań naliczanych już od 1992 roku nie można było odzyskać, rodzina została wyeksmitowana. Kolejny rekordzista w mieszkaniu socjalnym zalega z zapłatą 48 tys. złotych, chociaż reguluje niewielki czynsz wynoszący 1,84 zł za metr kwadratowy. Lokatorzy mieszkań administrowanych przez Miejski Zarząd Budynków są często eksmitowani, w ubiegłym roku było 65 takich przypadków, a obecnie jest 91 wyroków dotyczących eksmisji. Nie wszystkie są od razu realizowanie, bo w Tarnowie już od dawna brakuje mieszkań socjalnych, zwłaszcza dla osób żyjących samotnie.
– Zadłużenia lokatorów systematycznie maleją po utworzeniu w 2015 roku trzyosobowego zespołu radców prawnych i windykacji. Dawniej do sądu oddawaliśmy 175‑200 spraw rocznie, ale w 2016 było ich już 320 – mówi Janusz Galas, prezes MZB. – Jednak długi zmniejszają się nie tylko dlatego, że ludzie płacą zobowiązania. Każdego roku umarzamy około 350 tys. złotych, ponieważ nasi dłużnicy często nie mają żadnego majątku ani zatrudnienia. Niemniej jednak co pewien czas wracamy do tych osób, kiedy dysponujemy informacją, że podjęły już pracę lub pozyskały inne dochody. W ten sposób w 2014 roku odzyskaliśmy z umorzonych kwot 14 tys. zł, rok później – prawie 40 tys. zł, a w 2016 – 33 tys. złotych.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o