Szczepionka na koronawirusa: lek czy lęk?

0
510
Szczepionka na koronawirusa: lek czy lęk?
REKLAMA

Kiedy znalazłem się w pobliżu lasku Lipie, położonym na krańcu Tarnowa, podeszła do mnie sympatyczna pani, która wręczyła ulotkę adresowaną do wszystkich Polaków. Dowiedziałem się z niej między innymi, że jeśli nie będę chciał się zaszczepić przeciwko koronawirusowi, to przyjdą po mnie do domu (o szóstej rano?). Zaszczepią mnie na siłę, nie będę miał wyboru. Jeżeli będę się stawiał, być może porządnie oberwę pałką po plecach. Nie wiadomo, ile w ciągu tego samego dnia takich ulotek – swoją zostawiłem na pamiątkę – trafiło w ręce tarnowian. Ale i bez nich lęk przed szczepionką jest bardzo duży.

Od początku pandemii najwięcej emocji koncentrowało się do tej pory przede wszystkim wokół maseczek. Nosić nie nosić? Pomagają czy szkodzą? Jakie są najlepsze, a z których zrezygnować? Można je prać czy od razu wyrzucać do śmieci? I tak dalej.
Teraz – co oczywiste – wkracza temat szczepionek. Stał się on okazją do wielu rozważań towarzyskich i rodzinnych. Świat spętany pandemią oczekiwał nowych preparatów jak zbawienia. W końcu szczepionka jest, a nawet można powiedzieć, że są, gdyż na rynek niemal jednocześnie wkracza kilka – jak zapewniają producenci – skutecznych medykamentów.
No i zaczęło się. Temat: szczepić się, czy nie szczepić opanował nie tylko środowiska specjalistów, ale głównie zwykłych ludzi, którzy stoją przed trudnym wyborem. Jak można było się spodziewać, niektórzy już usilnie próbują im pomóc podjąć ostateczną decyzję. W ulotce wręczanej w niedzielne popołudnie w lasku Lipie możemy przeczytać między innymi: Nowe „szczepionki” zmienią nasze DNA i uczynią nas podludźmi; Nie-Rząd realizuje globalny plan depopulacji i zniewolenia ludności, a szczepionki są ich narzędziem do realizacji tego planu; Pod pozorem walki z pandemią przyjdą do naszych domów i na mocy wprowadzonych zmian w ustawach zaszczepią nas i nasze dzieci z użyciem środków przymusu bezpośredniego – chcemy czy nie.

REKLAMA

Gazem po oczach
A więc jeśli nie będę chciał dobrowolnie przyjąć szczepionki, to – jak wynikałoby z ulotki – wpadnie do mojego mieszkania policja, nałoży mi kajdanki na ręce i z rozmachem wbije w ciało igłę strzykawki. Jeżeli wykażę daleko posunięte nieposłuszeństwo, będę próbował się wyrywać oprawcom i przed nimi uciekać, mundurowi będą mogli użyć wobec mnie pałki, rzecz jasna, teleskopowej (bardzo modna w tym sezonie), gazu łzawiącego lub paralizatora. To może już lepsza szczepionka?…
Nie wątpię, że bliżej nieokreślony odsetek Polaków nabierze się na te „mądrości” publikowane przez nieznaną mi organizację w ulotkach. Jak pokazały ostatnie badania, Polacy najmocniej w Europie wierzą w teorie spiskowe – 22 proc. jest przekonanych, że pandemia koronawirusa jest zorganizowanym globalnym oszustwem, które notabene ma przynieść wielkie zyski koncernom farmaceutycznym.
Festiwal najróżniejszych teorii dotyczących szczepionek dopiero się rozpoczyna. Wszystkie ruchy tzw. antyszczepionkowców ruszają do ataku, nadchodzi dla nich pora żniw. Jest obawa, że plony mogą być obfite. Jeśli tak rzeczywiście będzie, nici mogą wyjść z powstrzymania pandemii w Polsce. To jest ostrzeżenie specjalistów, którzy uważają, że aby akcja szczepień przyniosła oczekiwany rezultat, preparat musi przyjąć minimum 60‒70 proc. populacji. W naszym kraju będzie to bardzo trudne do osiągnięcia, ponieważ Polacy obawiają się nawet zwykłej szczepionki przeciwko grypie.

Lek czy lęk?
W sieci już kolportowane są wiadomości na temat możliwych strasznych skutków zaszczepienia się przeciwko „koronie”. Prof. Krzysztof Simon, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych, członek Rady Medycznej powołanej przez premiera Mateusza Morawieckiego, komentuje: Jako naród jesteśmy dziwaczni. Kwestionujemy wartość szczepień wymyślając najbardziej absurdalne argumenty, między innymi ten o autyzmie jako konsekwencji podawania szczepionek. Przecież to bełkot.
Oczywiście, i w tym przypadku są dwie strony medalu. Pomijając oczywisty bełkot niektórych przeciwników szczepień, wydaje się zrozumiała sytuacja, że wiele osób obawia się nowego medykamentu. Ludzi zastanawia między innymi bardzo krótki czas badań nowych preparatów. W przeciwieństwie np. do szczepionki przeciwko grypie, którą zresztą Polacy stosują w nikłej skali i o której wiadomo już chyba wszystko. Przez lata skorzystały z niej miliony ludzi na całym świecie. Wiadomo, czego można po niej się spodziewać. W tym przypadku informacja, że testy na osobach ochotnikach trwały ledwie kilka miesięcy niektórych wyraźnie deprymuje. Zwiększa pole do rozmaitych spekulacji, zwiększa naturalny lęk przed nieznanym.

Słucham i słucham…
Znany jest list kilkudziesięciu lekarzy i naukowców do rządu i prezydenta RP Andrzeja Dudy, przestrzegający przed skutkami masowego szczepienia medykamentami niewłaściwie, ich zdaniem, zbadanymi. Z kolei odpowiedź innych polskich naukowców na tę przestrogę brzmi: ten list to przejaw nieodpowiedzialności. – Słucham, słucham i z zadziwienia wyjść nie mogę, że trzeba przekonywać do takich rzeczy jak szczepienia – stwierdził Główny Doradca Prezesa Rady Ministrów do spraw COVID-19, prof. Andrzej Horban.
Czy zapewnienia producentów i wielu specjalistów, którzy przekonują, że mimo pośpiechu przygotowane zostały leki w pełni bezpieczne, sprawdzone, niepowodujące poważnych powikłań, okażą się skuteczne? W każdym razie już rozpoczęła się wielka wojna medialna między zwolennikami i przeciwnikami szczepień. Szykuje się kolejny wielki mętlik w głowach zwykłych ludzi, którzy mogą być bezradni wobec ogromnego napływu sprzecznych informacji.

Uciec przed strachem
Na potrzeby tej publikacji zasięgnąłem opinii u kilku znanych mi mieszkańców Tarnowa. Co znamienne, tylko jedna z tych osób zgodziła się na podanie swego nazwiska w gazecie.
Krzysztof Mazurkiewicz, emeryt: – Tak, będę chciał się zaszczepić. Ze względu na wiek i inne schorzenia znajduję się w grupie podwyższonego ryzyka. Mówi się, że nie są znane ewentualne negatywne skutki zaszczepienia, które mogłyby wystąpić w późniejszych latach. Wie pan, ale ja jestem po siedemdziesiątce, więc mogę już nie dożyć tych powikłań, jeśli w ogóle miałyby się objawić. O szczepionce decydują poważni ludzie, gdyby okazało się, że powoduje ona masowe i poważne komplikacje, z powodu odszkodowań firmy farmaceutyczne poszłyby z torbami. One o tym wiedzą i muszą też wiedzieć, co dają na rynek.
Marzena, studentka: – Raczej nie będę się szczepić. Wprawdzie młodzi też chorują na covid-19, ale zdecydowanie rzadziej. Nie chcę przyjmować czegoś, o czym tak niewiele na razie się wie. Mało kto z moich znajomych myśli na razie o szczepieniu.
Robert, mechanik samochodowy: – Zaszczepię się. Chcę już mieć z głowy ten wieczny strach: czy się sam zakażę, czy zakażę kogoś. Chciałbym, żeby było już po epidemii, bo jak długo można żyć z maseczkami na twarzy, ciągle uważać, przestrzegać obostrzeń, przestać wyjeżdżać dalej z domu.

Co piąty przekonany
Krystyna, nauczycielka: – Wezmę szczepionkę. Uczę w szkole, gdzie ryzyko zakażenia jeszcze długo będzie większe niż gdzie indziej. Mam dość epidemii. Mam dość zdalnego nauczania. Marzę o powrocie do normalnej pracy, do normalnego życia.
Ryszard, ekonomista: – Nie będę się szczepił. Nigdy w życiu. Do tej pory takiego lekarstwa nie było w użyciu. Pół roku testów to za mało. Nie zdziwię się, gdy za jakiś czas okaże się, że zaszczepieni ludzie mają problemy ze zdrowiem, których nie mieli wcześniej. Przecież w przeszłości wypuszczono już kilka leków, które trzeba było potem wycofywać, bo zagrażały zdrowiu lub życiu. Kto mi da gwarancję, że teraz będzie inaczej? Wolę zaczekać.
Janusz, emeryt: – Nie wiem jeszcze, co zrobię. Po prostu nie wiem.
Niektórzy epidemiolodzy szacują, że przeciwko koronawirusowi zaszczepi się 15‒20 proc. Polaków, przeprowadzone badania mówią o 45 proc. Jeżeli te szacunki się potwierdzą, będzie można mówić tylko o indywidualnej, a nie zbiorowej ochronie przeciwko koronawirusowi. Czy i kiedy w tej sytuacji epidemia wygaśnie w naszym kraju, pozostanie kwestią otwartą.

REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments