Szkolna ciąża

0
110
Nauczyciele gorzej traktują Magdę dlatego, że jest 18-letnią matką

18‑latka uczennicą jest wybitnie uzdolnioną, choć przyznaje, że leniwą, ale braki potrafi nadrobić szybko, jeszcze do niedawna oceny miała powyżej średniej. Wysoka, szczupła blondynka, pewna siebie, oczytana, mądra, na każdy temat ma własne zdanie. Od końca gimnazjum spotykała się z Kamilem, w drugiej klasie liceum okazało się, że jest w ciąży. – Wystraszyłam się, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, przez kilka tygodni nie mogłam się zdecydować i powiedzieć o tym rodzicom – opowiada dziewczyna. – Rodzice okazali się cudowni, zobowiązali się, że po urodzeniu zajmą się dzieckiem, bylebym tylko zdała maturę. Zabolało ją, że Kamil na wieść o ciąży stracił nagle całe zainteresowanie, ale było to niczym w porównaniu z tym, co, jej zdaniem, zafundowali jej nauczyciele.
– Poszłam do szkoły i powiedziałam pani dyrektor o ciąży córki, była dla mnie miła i wyszłam z gabinetu podniesiona na duchu. Bardzo zależy mi, żeby Magda zdała maturę i nie zamykała sobie drogi do dalszej nauki – mówi Katarzyna, mama Magdy.
Później miło nie było. – Już na drugi dzień zauważyłam, że nauczyciele bacznie mi się przyglądają, jakbym nagle zmieniła się na twarzy. Wychowawczyni powiedziała do koleżanek, żeby raczej nie brały ze mnie przykładu, bo nie jest wielkim honorem chodzenie z brzuchem do szkoły. Część dziewcząt, prawdopodobnie pod wpływem tego, co mówili nauczyciele, odwróciła się ode mnie. Przerwy z reguły spędzałam samotnie – mówi Magda.
Nagle okazało się też, że nauczyciele mają wyższe wymagania wobec niej. – Dużo się uczę i dużo wiem, szkolne podręczniki znam doskonale, a mimo to dostawałam coraz gorsze stopnie. Wyrwani do tablicy koledzy nie znali odpowiedzi na podstawowe pytania, a ode mnie wymagano, abym wiedziała wszystko, jeśli nie, karana byłam złymi ocenami.
Mama dziewczyny mówi, że represje nauczycieli rosły wraz z brzuchem córki. – Po kolejnej jedynce z matematyki poszłam do szkoły. Wiedziałam, co Magda umie, i nie mogłam z tą oceną się pogodzić. Nauczycielka wyraźnie dała mi do zrozumienia, że za śmieszną uważa sytuację, w której matka nie potrafi upilnować córki przed ciążą, a przychodzi do szkoły, żeby kłócić się o stopnie. A ja przecież nie byłam się kłócić, tylko grzecznie zapytać. Z wielką niechęcią spotkałam się także wtedy, gdy zanosiłam zwolnienie lekarskie córki kilka tygodni przed porodem.
Po porodzie dziewczyna wróciła do szkoły, ale łatwiej nie było, a nieprzyjemna atmosfera panuje wokół niej do dzisiaj. Już nawet nie skarży się mamie, bo nie chce jej niepotrzebnie martwić. Niektórzy nauczyciele nie szczędzą jej złośliwości i uwag, które, zdaniem dziewczyny, są nie na miejscu.
Dyrektorka szkoły, do której chodzi Magda, nie chce rozmawiać o całej sytuacji, powiedziała jedynie, że rodzina dziewczyny jest przewrażliwiona. Tłumaczy, że Magda dostaje gorsze oceny, bo opuszcza zajęcia, a przy małym dziecku na pewno nie jest w stanie dobrze przygotować się do zajęć. Rodzice dziewczyny są nauczycielami, dużo z córką pracują, twierdzą, że zawsze chodzi do szkoły przygotowana…

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o