Szkolna przerwa na… obiad

0
99
stolowka
REKLAMA

Wiosną ubiegłego roku władze Tarnowa wycofały się z finansowania dwóch stołówek. Decyzja dotyczyła Gimnazjum nr 2 przy ul. Kopernika oraz Gimnazjum nr 7 przy ul. Bandrowskiego. Bogumiła Porębska, dyrektor Wydziału Edukacji w Urzędzie Miasta Tarnowa, tłumaczyła wtedy, że miasto ma obowiązek zapewnić żywienie dzieciom uczęszczającym do przedszkoli i szkół podstawowych, natomiast nie ma takiego obowiązku wobec uczniów na pozostałym etapie kształcenia.
Przeciwko takiemu rozwiązaniu protestowali dyrektorzy wspomnianych szkół, ale miasto decyzji nie zmieniło, a miejski budżet zaoszczędził ok. 200 tys. zł, bo tyle rocznie kosztowało utrzymanie dwóch stołówek – rodzice płacili tylko za tzw. wsad do kotła (to ok. 3 zł), pozostałe koszty opłacane były z miejskiej kasy.
Jak poradzili sobie dyrektorzy gimnazjów? Zapytaliśmy ich o to na kilkanaście dni przed wakacjami, gdy pierwszy rok żywienia na nowych zasadach dobiega końca.
W Gimnazjum nr 2 stołówkę przekazano w ajencję. – Jedna z pań, które pracowały w kuchni, zdecydowała się wziąć tę kuchnię w ajencję, więc problem zapewnienia wyżywienia uczniom szybko się rozwiązał. Ten pierwszy rok był dla obu stron rokiem testowym. Pani zajmująca się teraz przygotowywaniem posiłków ponosi symboliczne koszty związane z samym użytkowaniem kuchni, natomiast w pełnej wysokości płaci inne rachunki, m.in. za gaz. Ze strony szkoły nie ma dodatkowych opłat. Jeśli umowa zostanie przedłużona, to opłata za wynajem będzie już liczona według obowiązującej taryfy, bez ulg – mówi Mariusz Zając, dyrektor Gimnazjum nr 2.
Chętnych do zjedzenia w szkole ciepłego posiłku nie brakuje, mimo że jego cena jest teraz wyższa i wynosi ok. 5 zł. Obiady są zwykle jednodaniowe. – Jest spory wybór, porcje są duże, można zamówić pół porcji. Jadłospis znany jest z kilkudniowym wyprzedzeniem, uczniowie mogą sobie wcześniej wybrać to, co lubią. Rano uczniowie zamawiają posiłki i wiadomo dokładnie, ile porcji w danym dniu trzeba przygotować. Posiłek wydawany jest od godziny 11.30 do 13, w tym czasie są dwie dłuższe przerwy międzylekcyjne, dzieci mogą spokojnie zjeść obiad – dodaje dyrektor Zając.
Z cateringu skorzystano natomiast w Gimnazjum nr 7, wchodzącym w skład Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6. Nie tylko dlatego, że miasto wycofało się z finansowania szkolnej stołówki. – Od kilku lat powtarzały się nakazy poprawienia wielu rzeczy w funkcjonowaniu kuchni, uwagi miał sanepid. Nie wszystkie zalecenia zostały zrealizowane, kuchnia, nawet gdyby miasto dalej chciało ją finansować, nie mogłaby działać, bo zamknąłby ją sanepid. Nie pozbyłem się jeszcze sprzętu, który był na wyposażeniu kuchni, bo być może kiedyś kuchnia zostanie wyremontowana i jej działalność znów będzie możliwa. W planach jest remont budynku, rozmawiamy o przeprojektowaniu niektórych wnętrz – mówi dyrektor Stanisław Gała.
Znalezienie odpowiedniego dostawcy posiłków nie było problemem, dyrektor Gała przyznaje, że zanim podjął decyzję, przeprowadził małe rozeznanie wśród firm zajmujących się cateringiem. – Posiłki muszą być dowiezione na czas, muszą być ciepłe i ważna też była możliwość uzgodnienia czasami innej godziny dostawy, jeśli na przykład w szkole są jakieś uroczystości. Z cateringu, poza uczniami gimnazjum i liceum, korzystają też nauczyciele, a wcześniej takiej możliwości nie mieli. Teraz każdy zainteresowany zjedzeniem ciepłego posiłku w szkole płaci sam za siebie – wyjaśnia dyrektor Gała.
Z posiłków korzysta około 50 uczniów. Jeden posiłek kosztuje 4 zł – to zupa i drugie danie. Z cateringu zadowoleni są uczniowie, co widać po zainteresowaniu posiłkami, a także rodzice. Dla tych, których na posiłek nie stać, obiady dofinansowuje Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
– Po tych kilku miesiącach mogę powiedzieć, że w naszej szkole catering się sprawdził. Poradziliśmy sobie w tej nowej sytuacji – Stanisław Gała nie ukrywa swojego zadowolenia.
Z podobnymi problemami nie muszą zmagać się dyrektorzy szkół podstawowych. Tutaj szkolne stołówki działają bez zmian. Z obiadów przygotowywanych w kuchni w Szkole Podstawowej nr 2 w Tarnowie korzysta zwykle 160 osób; to ponad połowa uczniów tej szkoły. – Jeden obiad kosztuje ucznia 3,05 zł, pozostałe koszty pokrywa miasto. Dzieci są zadowolone – mówi Zofia Drwal, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 2 w Tarnowie.
Ze stołówki, chociaż nie własnej, korzystają uczniowie Gimnazjum nr 4 przy ul. Bitwy pod Studziankami. W kompleksie budynków swoją siedzibę ma również Szkoła Podstawowa nr 8 i z posiłków przygotowanych w jej stołówce korzystają gimnazjaliści. – Tak jest od lat i to bardzo dobre rozwiązanie dla obu stron. Dla nas, bo uczniowie gimnazjum mają zapewniony ciepły posiłek; dla szkoły podstawowej, bo bardziej opłaca się gotowanie większej ilości obiadów. Gdyby nie było takiej możliwości, zapewne pomyślelibyśmy o cateringu, bo rodzice chcą, by dzieci jadły obiad w szkole – wyjaśnia Barbara Kuklewicz, dyrektorka gimnazjum.
W innym tarnowskim gimnazjum uczniowie mogą zjeść tylko to, co sami przyniosą, lub to, co proponuje szkolny sklepik. – Nie mamy kuchni ani stołówki. Rozważaliśmy korzystanie z cateringu, ale okazało się, że brak osobnego pomieszczenia do serwowania posiłków to wyklucza. Zajęcia są tak ułożone, by dzieci mogły wrócić do domu o rozsądnej porze i zjeść obiad – mówi Marek Niemczura, dyrektor Gimnazjum nr 11.
W ofercie sklepiku są m.in. bułki, drożdżówki. Zadbano o dzieci z biedniejszych rodzin, zapewniając im dofinansowanie do drugiego śniadania. Takie śniadanie przygotowywane jest właśnie w szkolnym sklepiku.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o