Tajemnicza firma właścicielem terenów po Pralfie

0
167
Dawną fabrykę wkrótce zarosną samosiejki, ale czy przez to problem stanie się niewidzialny? | fot. Tadeusz Koniarz

– To była kiedyś jedna z najlepszych fabryk w Tarnowie, najbardziej nowoczesnych – twierdzi Tadeusz Ptak. – I co po niej zostało? Pytanie jest już retoryczne. Wiadomo, że dziś pozostały tylko ruiny. Przez kilka kolejnych lat, gdy już fabrykę zamknięto, była wyrzutem sumienia miasta. Miasto początkowo starało się, aby zagospodarować na nowo teren, na którym znajdował się zakład.

Trafił się nawet nabywca nieruchomości, który miał ambitne plany. Ale od tamtego czasu nie zmieniło się nic. Oprócz tego, że o sprawie już przestało się mówić. Zwyczajnie o niej zapomniano.
O fabryce nie da się zapomnieć do końca. Tadeusz Ptak, emeryt, który spaceruje z psem w pobliżu Kapłanówki, dobrze pamięta ten zakład.
– Mieszkam niedaleko, to po pierwsze. Po drugie, mój kolega tam pracował, na montażu. Przez lata produkowali maszyny znane w całym kraju, na poziomie światowym. Mówiło się wtedy, że Tarnów to Azoty, Ponar, Tamel i właśnie Pralfa. Fabryka była bardzo znana.
Do dzisiaj na jednym ze zrujnowanych budynków zachował się jeszcze wypełzły napis: Fabryka Maszyn Pralniczych „Pralfa”. To o tym zakładzie mówi pan Tadeusz. Idziemy w tamtą stronę, by obejrzeć, jak zrujnowane hale obrastają już dookoła drzewa samosiejki i wysokie chaszcze. Za niedługo stare budynki, może z wyjątkiem żelaznego komina, staną się już prawie niewidoczne. Przestaną kłuć w oczy, przypominać nie tylko o klęsce fabryki, ale i samorządu miejskiego, któremu – mimo szczerych chęci – nie udało się doprowadzić do zagospodarowania terenu.

Przyjazna Rada
Pralfa działała od 1963 roku, produkując różnego typu urządzenia do prania bielizny i garderoby. W nowych czasach, które nastały po 1989 roku, nie poradziła sobie na wolnym rynku. Zamknięto ją 19 lat temu. Przez długi czas nie wiedziano, co zrobić z terenem, na którym działał zakład, z opuszczonymi halami fabrycznymi. Chodziło o 3 – hektarową działkę w rejonie ul. Dwernickiego. Aż wreszcie, jak mogło się wydawać, nadeszło szczęśliwe rozwiązanie.
– Pojawił się nabywca nieruchomości, który miał plany związane z dawną Pralfą, ale który oczekiwał, że miasto przedstawi całościowy plan zagospodarowania tego terenu, aby ułatwić mu działanie – przypomina sobie Jacek Łabno, wieloletni radny miejski i przewodniczący Komisji Rozwoju Miasta. – Radni odnieśli się do sprawy przychylnie, mając nadzieję, że obraz zrujnowanej Pralfy przestanie wreszcie być przykładem postępującej degradacji miasta. Plan zagospodarowania został uchwalony po wielu dyskusjach, sporach, wybraniu rozwiązań kompromisowych, poświęciliśmy mu sporo czasu. Panowało wówczas przekonanie, że problem został w końcu rozwiązany.

Plotki w mieście
Było to w 2013 roku. Powstał nowy plan dla kilkunastohektarowego obszaru położonego w obrębie ulic: Dwernickiego, Szpitalna, Słoneczna, Sitki, Poniatowskiego, Żwirki, Prostopadła, i Cegielniana, w tym dla terenu po fabryce maszyn.
Nim radni zaklepali plan, bardzo aktywny na tym polu był magistrat, który proponował, aby dla zdopingowania użytkownika działek po Pralfie przyjąć elastyczną wersję tego planu, aby na parcelach mogły być budowane domy wielorodzinne, hotel, restauracje, duży dom towarowy lub kilka mniejszych obiektów handlowych, budynki biurowe, placówki upowszechniania kultury. Dowolność dość duża. Pojawiła się wtedy w mieście pogłoska, że magistrat sprzyja nowemu właścicielowi, gdyż w sprawę zaangażowała się znana w kręgach biznesowo-politycznych osoba.
Mimo że plan został przez Radę Miasta przyjęty, a dawny teren po Pralfie należy – ze względu na swoje położenie – do atrakcyjnych, do dzisiaj nie wydarzyło się nic.
– Nie wiem, dlaczego tak się stało – mówi Jacek Łabno.

Wszyscy zapomnieli?
Jeszcze przez jakiś czas problem ten zaprzątał uwagi lokalnych mediów, wciąż jednak nie było odpowiedzi na pytanie, co jest powodem braku aktywności na terenie upadłej fabryki. Dziś temat jest już zapomniany, tak jak wiele innych w Tarnowie, uznanych za wyczerpane. Sprawa Pralfy staje się kolejną sprawą kiepsko rokującą, żeby nie rzec beznadziejną.
Próbowaliśmy się skontaktować ze spółką z o. o. Gabo, która nabyła dawną fabrykę przy ul. Dwernickiego i jest wieczystym użytkownikiem parceli, na jakiej ona się znajduje. Telefon, którego numer podano na stronie internetowej, milczał, nie odnaleźliśmy tej spółki także pod wskazanym adresem – przy ul. Pułaskiego. Wiadomo tylko, że firma powstała w 2004 roku i zajmowała się dystrybucją wkładów kominkowych.
W sprawie tej rozmawialiśmy też z Tomaszem Olszówką, jak okazało się potem, na kilka dni przed jego rezygnacją z funkcji przewodniczącego Komisji Strategii Rozwoju Miasta w Radzie Miejskiej. Powiedział wtedy: – Od kiedy jestem przewodniczącym komisji, nikt w sprawie terenu po Pralfie do mnie się nie zwracał, ani jego obecny użytkownik, ani przedstawiciele miasta. Na pewno teren, o którym mowa, powinien być objęty rewitalizacją. Jest on niewykorzystany i sprawa wymaga tego, aby ponownie się nią zająć. Jeśli nawet właściciel czy użytkownik wieczysty nie podejmuje jakichkolwiek działań, to trudno samorządowi go do tego zmobilizować, czy pozbawić prawa do korzystania z określonego terenu. Spróbujemy jednak coś z tym zrobić, odnaleźć właściciela, porozmawiać z nim, poznać jego plany.
Te zamiary jednak – wraz z rezygnacją przewodniczącego – wydają się już nieaktualne.

Bez zobowiązań
Jacek Łabno przypomina, ze to nie pierwszy tego rodzaju przypadek w Tarnowie.
– Podobnie dzieje się z zabytkowym młynem Szancera, zrujnowanym po dużym pożarze kilka lat temu. Właściciel po zakupie zamierzał uruchomić tam działalność hotelowo- gastronomiczną, potem zabiegał w urzędzie miasta o korektę planu. Obecnie przy ul. Kołłątaja sterczą tylko ruiny. Uważam, że samorządy, które na wniosek nowych właścicieli terenu opracowują plany miejscowe, angażując w to środki i czas, powinny się prawnie zabezpieczać przed takimi sytuacjami. Jeśli dziś nie jest to formalnie możliwe, należałoby pomyśleć o zmianie prawa. Warto pamiętać, że korekta lub powstanie od podstaw planu zagospodarowania często wpływa na zwiększenie wartości nieruchomości objętej tym planem, także w przypadku użytkowania wieczystego. Właściciele zyskują, więc powinni brać na siebie pewne zobowiązania i później konsekwentnie z nich się wywiązywać.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o