Tam, gdzie czyhają śmiertelne pułapki

0
232
REKLAMA

Tam prawie każdego roku ktoś tonie. Toną nawet ludzie, którzy byli przekonani, że są z wodą za pan brat. Może byli, ale nie w tej rzece, bo ona jest zmienna, nieprzewidywalna i nikt nie powinien jej lekceważyć. Nawet najlepsi pływacy.
Wkrótce minie rok od dnia, w którym kilku kolegów wybrało się kajakiem, by przepłynąć odcinek Dunajca. Ponieważ było gorąco, w pewnej chwili skoczyli do wody, ale jeden z młodych mężczyzn, dwudziestolatek, nagle zniknął i już nie wypłynął na powierzchnię. Było to w okolicy Błonia i Łukanowic, na rwącym fragmencie rzeki. Następnego dnia strażacy odnaleźli ciało mężczyzny w zakolu Dunajca. Także w tamtym roku, w tej samej rzece, w okolicach Ostrowa, utonął 24-letni Ukrainiec, który chciał się zrelaksować w wodzie po zakończonej pracy. Kilka lat wcześniej w pobliżu tego miejsca życie stracił 17-letni chłopak. Rok temu w Dunajcu, niedaleko Zdrochca, utonął 36-letni mężczyzna.

REKLAMA

Zdradliwa rzeka
– Z Dunajcem nie ma żartów i nigdy nie było. To przecież jest górska rzeka z całą swoją specyfiką – tłumaczy Jerzy Kacer, prezes zarządu Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Tarnowie. – Podczas intensywnych opadów deszczu, ale też przy mniejszych, lecz dłużej trwających, wartki nurt podmywa wiele miejsc, przemieszcza podłoże, tam, gdzie było do tej pory płytko, robi się głęboko. Koryto rzeki często zmienia swoją budowę, przez co tworzą się pułapki dla ludzi, którzy chcą pływać, pułapki często śmiertelne. Jest to też rzeka zimna, w kwietniu temperatura wody zwykle nie przekracza 8 – 10 stopni.
Prezes Kacer wspomina tragedię sprzed trzech lat, kiedy trzech chłopaków postanowiło w okolicach Zakliczyna przepłynąć Dunajec wpław, ale jednemu się to nie udało.
– Najbardziej jednak utkwiła mi w pamięci inna tragedia znad Dunajca w pobliżu Tarnowa, sprzed kilkunastu laty. Tonęło tam troje dzieci, na ratunek ruszył im ojciec, ale ostatecznie cała czwórka zginęła. Tragedię tę obserwowała na brzegu zrozpaczona matka tych dzieci, ale nie była w stanie nic zrobić…

Zakaz? Nie dla nas
Złą sławę ma nie tylko pełen niespodziewanych zagłębień i wirów wciągających pływaków Dunajec. Także Biała.
– To również górska rzeka – przypomina Jerzy Kacer. – Trzeba więc brać pod uwagę, że gdy jeszcze niedawno w niektórych jej miejscach, dobrze nam znanych, pływaliśmy dość pewnie, dzisiaj może tam być głęboko i niebezpiecznie. Biała także może zaskoczyć, może stać się dla nas zasadzką.
Prezes WOPR dodaje, że sporo osób wybiera niepewne do kąpieli miejsca, nawet tam, gdzie kąpiel jest zakazana, ponieważ stroni od tłumów i zgiełku panujących na basenach. Wolą mieć bliższy kontakt z przyrodą, z naturalnym otoczeniem, ale tego rodzaju upodobania nie zawsze kończą się dobrze.
– W okolicach Tarnowa jest kilka miejsc, w którym obowiązuje zakaz kąpieli, lecz część osób nie zważa na to i niekiedy płaci za to życiem.


Nagle spadasz…
Trzy lata temu 28-letni mężczyzna, który wskoczył do zalewu – wyrobiska pożwirowego w ośrodku „Katamaran” w Radłowie, nagle zaczął tonąć. Zauważył to jego kolega, próbując zorganizować natychmiastową pomoc. Mimo że sytuację obserwowało kilkadziesiąt osób, nie zaryzykował nikt. Może wszyscy pamiętali, że wyrobisko od lat ma złą sławę, pochłonęło już wiele ofiar i dlatego nie wolno się w nim kąpać. Mężczyznę wydobyto z dna zalewu po 30 minutach, kiedy przyjechali strażaccy płetwonurkowie; znajdował się w stanie krytycznym. Kilkanaście godzin potem zmarł w tarnowskim szpitalu.
– Często zbiorniki pożwirowe, których mamy trochę w powiecie, nie są przystosowane do kąpieli, dlatego nie wolno ryzykować – podkreśla prezes Kacer. – W ostatnich latach, gdy były tam eksploatowane pokłady żwiru, używano nowej, bardziej ekspansywnej metody wydobywania surowca, przy użyciu bardzo wydajnego sprzętu. Dlatego dziś może zdarzyć się tak, że wchodzisz do wody, dno masz dwa-trzy metry pod stopami, ale nagle, w całkowitym zaskoczeniu, szybko spadasz, na głębokość pięciu czy nawet ośmiu metrów. Nie każdy się uratuje w takim przypadku.
Dwudniaki w Wierzchosławicach, które też są takim wyrobiskiem i które także pochłonęły sporo ofiar, zdaniem Jerzego Kacera zdecydowanie tracą na popularności, gdyż szybko się zamulają i pozostają w tyle z infrastrukturą. WOPR ciągle tam prowadzi swoją stanicę, organizuje również szkolenia dla ratowników.

Z szyną w głowie
WOPR ostrzega przed stawem w nowo powstałym ośrodku wypoczynkowym „Kantoria” w Tarnowie.
– W przeszłości to była glinianka pracująca na potrzeby pobliskiej cegielni i wytwórni kafli piecowych – przypomina Jerzy Kacer. – Kiedy już była nieczynna, jako chłopiec chodziłem tam z kolegami się kąpać. Mało kto jednak wiedział i wie, że na samym dnie spoczywają fragmenty urządzeń służących kiedyś do wydobywania gliny. Któregoś letniego dnia, były to lata sześćdziesiąte, jeden z naszych kolegów wskakując do wody nabił się głową na kawałek stalowej szyny, tkwiący gdzieś w podłożu. Potem przez dziewięć miesięcy umierał w szpitalu. Od tamtego czasu ani razu już nie wybrałem się kąpać w gliniance. Dzisiaj ten zbiornik można byłoby inaczej wykorzystać. Zatrudnić kadrę, wypożyczać sprzęt wodny, ale o kąpieli lepiej nie myśleć.
W wybranych punktach glinianka „Kantoria” podobno ma kilkanaście metrów głębokości, a zasłynęła ona także z wypadków zimowych, gdy załamywała się pod ludźmi krucha tafla lodowa. Jednego roku utonęło tam dwóch mężczyzn, chcących ratować trójkę dzieci, które wpadły do przerębli. Dzieci ocalały.
– Żeby uniknąć tragedii, wybierajmy latem do kąpieli bezpieczne, pewne miejsca, w których czuwają ratownicy – radzie Jerzy Kacer. – Ale też pamiętajmy, że nigdy i nigdzie nie będzie bezpiecznie, jeśli do wody wejdziemy po alkoholu, albo gdy poniesie nas brawura. Już niejeden z tych powodów poszedł na dno, choć podobno wcześniej świetnie pływał…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o