Tanie kupowanie

0
178
tanie-kupowanie
REKLAMA

Koneserzy i spacerowicze
Dyskontowe sklepy w naszym mieście mają stałych klientów, którzy wiedzą, gdzie co można kupić najtaniej i w najlepszym wyborze – np. sklepik przy Burku znany jest z tanich bajek i filmów na płytach, „MiszMasz” przy św. Ducha – z niedrogich torebek, szkła i ozdobnych kartonowych pudełek, sklep przy Mościckiego – m.in. z porcelany i sztucznych kwiatów. W poszukiwaniu tanich butów – tenisówek, klapek, balerinek po 9‑19 zł przychodzi się do jednego ze sklepów przy Wałowej, a do małego pawilonu na rogu Słonecznej – po niedrogie rajstopy, legginsy, czapki.
Przy okazji sporo się szpera po półkach i ogląda, bo można tu znaleźć rzeczy, których człowiek nie potrafiłby sobie wyobrazić, gdyby nie znalazł jej na półce oznaczonej „Wszystko po 2,99 zł” czy coś w tym rodzaju.
– Ruch jest w zasadzie stale, i bardzo różni ludzie przychodzą – mówi pracownica sklepu w okolicach Burku. – Tak jak teraz, przed latem, sporo osób ogląda np. okulary słoneczne, które u nas są po kilka złotych, różne ozdoby do ogródków – lampki solarne, figurki, lampiony, osłony na doniczki, poduszki na leżaki i krzesła, gumowe klapki, rękawice robocze, dmuchane koła i zabawki do basenu. Poza tym zawsze są chętni na niedrogie zabawki albo na przedmioty gospodarstwa domowego: ściereczki, zmywaki, szczotki, plastikowe miski, filiżanki, podkładki pod talerze.
– Klienci są bardzo różni i trudno byłoby powiedzieć, kto do nas nie przychodzi – uśmiecha się sprzedawczyni z innego sklepiku. – Przed południem często zaglądają starsze panie, same albo z wnuczkami, które mają pod opieką. To taka forma spędzania czasu, bo więcej oglądają, niż kupują, choć zwykle wizyta kończy się zakupem jakiejś zabawki dla dziecka. Wczesnym popołudniem pojawia się zwykle trochę młodzieży w wieku szkolnym, potem – wracające z pracy mamy i tatusiowie z odebranymi ze szkoły dziećmi. Trafiają się samotni mężczyźni, którzy przychodzą oglądać narzędzia do majsterkowania. Pod koniec lata, jak ludzie kompletują szkolne wyprawki, przychodzi sporo osób spoza Tarnowa, które przyjechały na zakupy do miasta – kupują różne rzeczy, od tenisówek po ołówki i plecaki.

REKLAMA

Hity po 2,50
Sklepy typu „Wszystko po…” z natury rzeczy są wielobranżowe – obok talerzy znaleźć tu można biustonosze z obfitością koronek i watowań, obok płyt CD i DVD – gumowe maski, obok narzędzi ogrodniczych – kosmetyki, kadzidełka, przybory szkolne, plastikową biżuterię, torby na prezenty. Zawsze jest sporo zabawek: transformersy, kucyki do czesania, figurki zwierząt, mebelki do składania, maskotki.
– Ostatnio ładnie sprzedała nam się partia kosmetyczek podróżnych, zaczyna się zainteresowanie gumowymi bucikami plażowymi dla dzieci. Sporo ludzi pyta o tzw. plastry oczyszczające organizm – o, tam leżą. Podobno jak się przyklei na stopie, wyciągają z organizmu toksyny. Ale na kupno decydują się nieliczni i trudno się dziwić – ja sama nie bardzo w to wierzę – mówi dziewczyna w sklepie przy Słonecznej.
– Trudno mówić o masowej sprzedaży, ale zdarzały się „przeboje”, które wykupiono bardzo szybko – przed Bożym Narodzeniem były to np. figurki z szopki do samodzielnego pomalowania, na wiosnę nastolatki przychodziły masowo po komplety takich gumowych wiązadeł do trampek, zastępujących sznurówki – objaśnia sprzedająca w sklepiku w centrum miasta. – Dość szybko sprzedają się też płyty z popularnymi telewizyjnymi bajkami i gadżety z ich bohaterami. Nie reklamujemy się nigdzie, więc jeśli jednego dnia przychodzi kilka osób i pyta o tę samą bajkę, to chyba wiadomość rozchodzi się „pocztą pantoflową” – np. między mamami z tego samego osiedla, przedszkola itp.

Szmatki, zabawki, prezenty
Nie brak klientów między stoiskami na pobliskim Placu Łaziennym. Tu sprzedaje się przede wszystkim odzież i buty, które, nawiasem mówiąc, niewiele różnią się ceną od tych dostępnych w miejskich sklepach czy supermarketach – średnia cena to 29 zł. Wielu ludziom – i wysiadającym z autobusów podmiejskich, i wychodzącym na zakupy – jest tu jednak po drodze. A kupić można różne rzeczy: bieliznę, skarpety, spodnie dresowe, wzorzyste legginsy, koszulki‑bokserki z koronki, tenisówki, torby, rękawice robocze, ale także firanki i „cieniowane” – najmodniejsze podobno! – zasłony, książki nowe i używane – m.in. całe pudła romansów z serii Harlequin, czajniki, budziki z ruszającymi się figurkami, noże kuchenne i nie tylko, wiatrówki – te do noszenia i te do strzelania. Przy odrobinie szczęścia można trafić na przyjezdnych zza wschodniej granicy, sprzedających lecznicze balsamy, olejki czy dobre dla skóry podobno, ale niezachęcające zapachem, dziegciowe mydła.
– Tu jest bazar, tu jest wszystko! – oświadcza sentencjonalnie mężczyzna pakujący do kartonu latarki, skarpety, ręczniki i zegarki.
Sklepy chińskie, których dawniej sporo było w centrum miasta, straciły w ostatnich latach na popularności i liczebności. Można je jednak jeszcze znaleźć na uboczu i bliżej „wielkich sypialni” Tarnowa. Np. sklep przedsiębiorstwa „Faye Da” zachował pozycję na obrzeżu centrum handlowego przy Słonecznej. Wstępują tu mieszkańcy osiedli, czasem po drodze do supermarketów przy Lwowskiej. Czego szukają? Zależy. Młode dziewczyny przeglądają torby (39‑59 zł), wzorzyste spodnie typu „sindbady”, legginsy, pstrokate dżinsy, kuse szorty z błyskotkami, elastyczne ażurowe tuniki w jaskrawych kolorach, torby plażowe z napisem „New York” czy bluzy dresowe z napisem „Italia”. Starsze klientki interesują się raczej czapkami i rajstopkami dla dzieci albo piżamami w różnym rozmiarze, za to z obowiązkowym obrazkiem słodkiego pieska czy misia z przodu, albo zabawkami, a tu jest w czym wybierać – od gumowych koników i piłek dla niemowląt, dmuchanych zabawek do basenu po tańsze wersje gier i gadżetów z cyklu „Angry Birds” czy „Star Wars” made in China, grające bąki, śpiewające po chińsku maskotki, latarki emitujące – prócz strużki światła – laserowe „wskaźniki” i głosy zwierząt, odtwarzacze MP3 w kształcie postaci z chińskich kreskówek…
– Przychodzę pooglądać, bo ani rozmiarówka, ani styl, ani jakość mi nie pasuje, A ceny na chińszczyznę nie są już konkurencyjne, lepiej kupić coś na wyprzedaży w galerii – mówi dziewczyna bawiąca się plastikowym pistoletem‑latarką. – Ale jest tu sporo śmiesznych rzeczy, które można dać komuś jako żartobliwy prezent. Taką latarkę może kupię kumpeli, która chodzi do klasy wojskowej…
Oazy taniego handlu są, wbrew pozorem, dość często miejscem, gdzie poszukuje się prezentów.
– Kiedyś mieliśmy talerzyki po złotówce i jedna pani kupiła sześć jako prezent imieninowy dla córki – opowiada sprzedająca w dyskontowym sklepie. – Jedna z klientek kręciła głową, że co to za prezent – za sześć złotych. Ja tam uważam, że nic w tym złego – ludzie żyją na różnym poziomie, nie każdego stać na serwis z eleganckiego sklepu. Jak trzeba przeżyć miesiąc za kilkaset złotych, to na jakie prezenty można sobie pozwolić?
Z drugiej strony, dyskontowe sklepy także ewoluują i zdobywają w handlu coraz mocniejszą pozycję. Dyskontowe sieci – np. Pepco – często, także i w Tarnowie, funkcjonują w galeriach i centrach handlowych, gdzie mogą liczyć na tę samą klientelę, co markowe stoiska.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments